Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Gabriela Polańska: Walczymy z żywiołem

Gabriela Polańska: Walczymy z żywiołem

fot. Bogusław Krośkiewicz

Siatkarki Grot Budowlanych Łódź wygrały swój pierwszy mecz w Lidze Mistrzyń, w nieco ponad godzinę rozprawiając się z wicemistrzyniami Francji. Aż do ostatniego seta RC Cannes pozostawało tłem dla łódzkiego zespołu, ale w rywalizacji na przewagi to Budowlane były górą. – Taki mecz jak ten z zespołem z Cannes, pewnie wygrany, choć z wyszarpaną końcówką, jest dla nas budujący na przyszłość – powiedziała po spotkaniu kapitan Budowlanych, Gabriela Polańska.

Macie za sobą trudniejszy fragment sezonu. Raczej „za”, bo po porażce w derbach Łodzi i niespodziewanych tarapatach w Radomiu mecz z siatkarkami z Cannes był jednym z tych, w których nie pozwoliłyście rywalkom na zbyt wiele. Udało wam się puścić te ostatnie pojedynki ligowe w niepamięć?



Gabriela Polańska: – Mecz z ŁKS-em był dla nas bardzo trudny przede wszystkim psychicznie. Musiałyśmy utrzymać emocje na wodzy przez całe spotkanie, niestety mimo to zakończyłyśmy te derby porażką. Jeśli chodzi o zeszłą kolejkę i mecz w Radomiu, to trudno mi powiedzieć, co tam się wydarzyło. Jechałyśmy tam jako faworyt, ale strata jednego punktu, patrząc na tabelę, bardzo boli. Każde oczko jest nam potrzebne jak tlen. Taki mecz jak ten z zespołem z Cannes, pewnie wygrany, choć z wyszarpaną końcówką, jest dla nas budujący na przyszłość.

Derby Łodzi są zawsze kreowane na duże wydarzenie i taką też otoczkę meczu z ŁKS-em stworzyli wam kibice. Czy nie jest tak, że po meczu, w którym niesione przez publiczność wspinacie się na szczyty swoich możliwości, potem musiał przyjść taki moment kryzysu?

– Być może trochę tak jest, ale nie możemy patrzeć w tych kategoriach, bo nie możemy sobie pozwolić na taką tendencję. Wiemy, po co wychodzimy na boisko, bo emocje związane ze wszystkim, co dzieje się poza boiskiem czy nasze osobiste problemy, musimy zostawiać przed drzwiami hali. Na parkiecie liczy się tylko, by pokazać się z jak najlepszej strony i wyszarpać jak najlepszy wynik dla drużyny. Gra się trudno, tym bardziej że powoli nakłada się zmęczenie związane z częstotliwością meczów, jest to też okres przedświąteczny. Staramy się na to nie zważać i walczymy z żywiołem. (uśmiech)

Zarówno zespół z Cannes, jak i drużyna z Mińska, z którą zmierzycie się na początku przyszłego roku, to ekipy w waszym zasięgu. Zgodzisz się z tym, że to właśnie dwa najbliższe spotkania mogą mieć kolosalne znaczenie dla waszego być albo nie być w Lidze Mistrzyń?

– W pewnym stopniu na pewno zamknęłoby nam to drzwi do wyjścia z grupy, a chcemy pokusić się o to, by grać w Lidze Mistrzyń jak najdłużej. To jednak nie jest tak, że my sobie „wybieramy”, które spotkanie jest dla nas ważniejsze. Przed każdym meczem trener nas nastawia i uczula na to, by być skoncentrowanym przy każdym punkcie.

Pamiętamy RC Cannes sprzed dwóch lat, gdzie walczyłyście z tym zespołem w 1/8 Pucharu CEV. Po tak długim czasie po dwóch stronach siatki stanęły dwie zupełnie inne drużyny. Rywalki tylko momentami pokazywały „pazur”, ale w rewanżu może być już zupełnie inaczej…

– Zgadzam się, że były to zupełnie inne zespoły. Myślę, że Francuzki też wykorzystają w jakimś stopniu atut własnej hali i będą czuły się lepiej na zagrywce i w przyjęciu. W Cannes musimy dać z siebie jeszcze więcej, aby wygrać.

Czujecie, że po bardzo bolesnej przygodzie z Ligą Mistrzyń w zeszłym sezonie teraz możecie tutaj coś namieszać i sprawić niespodziankę, awansując do kolejnej rundy?

– W porównaniu do zeszłego sezonu, przy dwóch topowych zespołach z Turcji i jednym z Rosji, już chyba gorzej się nie dało. (uśmiech) Możemy upatrywać swojej szansy, ale będziemy potrzebowały włożyć w to dużo siły i wszystkich rąk na pokładzie, by coś w tej grupie ugrać.

Kto był pomysłodawcą zagrywki z wyskoku w wykonaniu Gabrieli Polańskiej? Wydaje się, że w ten sposób możesz dać zespołowi jeszcze więcej…

– To był pomysł trenera Jacka Nawrockiego. Nie wiem, czy tak jest, ale jest to jakaś zmiana. Wiem, jaki mam problem z tym elementem, czy zagrywałabym z wyskoku i psuła, czy stacjonarnie i też psuła, to efekt byłby taki sam. Tak przynajmniej ta piłka ma trudniejszą rotację, ale rzeczywiście częściej jest ona skuteczna, więc myślę, że jest to dla mnie jakieś światełko w tunelu. (uśmiech) Jestem wdzięczna trenerowi Nawrockiemu, że zauważył, że jeszcze jakiś potencjał w zagrywce u mnie się tli, uwierzył we mnie i namówił mnie do zmiany.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved