Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > G. Pilarz o końcu kariery: Żałuję, choć się nie obawiam

G. Pilarz o końcu kariery: Żałuję, choć się nie obawiam

fot. BBTS

Po 22 latach gry w siatkówkę karierę kończy jedna z ikon polskiego rozegrania, Grzegorz Pilarz, przez lata związany z zespołami z Kędzierzyna-Koźla i rodzimego Bielska-Białej. – Jestem na tyle pozytywną osobą, że nie obawiam się kolejnego etapu mojego życia. Nie zmienia to faktu, że zawsze jest tak, że kiedy zaczyna się coś nowego, to trzeba chwili, żeby w to wszystko wejść i się przyzwyczaić. Sport nauczył mnie jednak wiele i jestem otwarty na nowe wyzwania – powiedział znany zawodnik o mecie swojej przygody z profesjonalnym sportem.

Przed tym sezonem zapowiadał pan, że planuje jeszcze rok, dwa gry w siatkówkę, jednak postanowił pan skończyć karierę. Skąd ta decyzja?



Grzegorz Pilarz: – To jest bardzo trudne pytanie. Po tylu latach spędzonych na parkietach w całej Polsce bardzo ciężko podejmuje się takie decyzje. Życie składa się z priorytetów i dla mnie od zawsze był nim sport. Mimo tego, że uprawiana przeze mnie dyscyplina była ze mną przez wiele lat, to na dziś najważniejsza jest dla mnie rodzina. W związku z nią nie do końca chciałbym grać w zespołach, które będą walczyć o miejsca 13-16, bowiem nie tak wyobrażałem sobie koniec mojej kariery sportowej, a walka w barwach drużyn z pierwszej piątki jest niemożliwa, bowiem ich składy są zamknięte. Uznałem, że nie będę wyjeżdżał z kraju, choć oferty z zagranicy dawno nie były tak atrakcyjne, i wybrałem rodzinę. Tak jak zaczynałem swoją przygodę z klubem w Bielsku-Białej, tak ją tutaj skończę.

Pana kariera poprzez klub rozpoczęcia, który jest także klubem zamknięcia, tworzy kompletny cykl. Czuje pan, że przez to jest to w pełni opowiedziana historia?

– Zawsze marzyłem o tym, by w Bielsku-Białej zakończyć swoją przygodę z siatkówką. Czekałem na chwilę, kiedy BBTS dostanie się do PlusLigi, by moje założenie stało się faktem. Szczerze mówiąc, nie wyobrażałem sobie, żebym znalazł się na mecie kariery w I lidze, więc kiedy zespół awansował, to postanowiłem wejść w jego szeregi. Żałuję tego, że moje zawodowe życie w siatkówce kończy się tak słabym wynikiem ostatnich dwóch sezonów. Taki jest jednak sport – uczy pokory, czego wielokrotnie w swoim życiu doświadczyłem. Raz się jest na dole, raz na szczycie, a to, co w ciągu 22 lat udało mi się osiągnąć, wydaje mi się fajną historią. Mam nadzieję, że dla kilku osób będzie to służyło jako dobra motywacja.

Który etap kariery będzie pan wspominał z największym sentymentem?

– To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ grałem w kilku znakomitych klubach. Swoją przygodę z zawodowym sportem rozpoczynałem w Bielsku-Białej i wspominam ten czas bardzo dobrze, bowiem jeszcze żaden z zespołów juniorskich nie powtórzył naszego osiągnięcia, czyli zdobycia mistrzostwa Polski trzy razy z rzędu. To było naprawdę cenne i pokazało, jak mocną wtedy byliśmy drużyną. Odkąd wyjechałem ze stolicy Podbeskidzia, to w różnych klubach zdobywałem medale i puchary, więc na pewno bardzo ciężko jest wskazać miejsce, w którym czułem się najlepiej. Miałem okazję współpracować ze znakomitymi zawodnikami, wyjątkowymi trenerami i naprawdę kompetentnymi organizatorami sportowego życia. Na pewno bardzo dużym sentymentem darzyć będę drużynę z Kędzierzyna-Koźla, bowiem tam spędziłem największą część swojej kariery, aż 7 lat, i myślę, że to właśnie miejsce zostanie w mojej pamięci na zawsze. Właśnie tam zdobyłem większość moich medali i pucharów, choć żałuję, że nie udało się nam wywalczyć mistrzostwa Polski. Później przyszło ono wraz z mim transferem do jastrzębskiego teamu. Mógłbym więc powiedzieć, że jestem zawodnikiem spełnionym, bowiem na arenie polskiej udało mi się wywalczyć wszystko, co tylko mogłem.

Czy na siatkarskiej mecie czegokolwiek się żałuje?

– Nie, ja swoich decyzji nie żałuję, bowiem były bardzo przemyślane i trafione. Jedyne, czego mogę trochę żałować, to to, że nie wykorzystałem szansy danej mi przez Raula Lozano przez dwa lata występów w reprezentacji Polski. Szkoda, że nie udało mi się zaistnieć w tym zespole, pograć więcej i zostać w kadrze o kilka lat dłużej. Niestety, wpłynęło na to wiele czynników, w tym kontuzja kręgosłupa, a to spowodowało, że jest to dział kariery, który nie w pełni wykorzystałem. Każdy zawodnik marzy, żeby reprezentować swój kraj, a więc i ja chciałem grać z orzełkiem na piersi, pojechać na zgrupowanie kadry narodowej, lecz tylko po części udało mi się to zrealizować. Życie pisze jednak swoje scenariusze i taki był dla mnie stworzony. Nie zmienia to faktu, że zawsze będę wielkim kibicem polskiej reprezentacji.

Gdzie będzie można pana teraz spotkać? Zostaje pan przy siatkówce, a może optować pan będzie za triathlonem? Pojawił się już jakiś inny plan w pana głowie?

– Nie wyobrażam sobie, żebym miał rozstać się ze sportem, bowiem nie potrafię przeżyć jednego dnia bez niego. Na pewno trening będzie ze mną na co dzień. Nie ukrywam, że triathlon bardzo mi się podoba, jest pozytywną dyscypliną i będę się nim zajmował przez długie lata. Sprawia mi on wiele frajdy i pokazuje, że sportem można się bawić. Jeśli natomiast chodzi o moje dalsze losy, to nie do końca chciałbym wszystkiego zdradzać. Na pewno będzie można mnie spotkać wśród dzieci, młodzieży, osób chorych, niepełnosprawnych i tych pozytywnych wariatów siatkówki. Myślę, że w tym kierunku pójdzie mój dalszy los.

Obawia się pan tego życia po życiu?

– Nie, absolutnie nie. Jestem na tyle pozytywną osobą, że nie obawiam się kolejnego etapu mojego życia. Nie zmienia to faktu, że zawsze jest tak, że kiedy zaczyna się coś nowego, to trzeba chwili, żeby w to wszystko wejść i się przyzwyczaić. Sport nauczył mnie jednak wiele i jestem otwarty na nowe wyzwania. Nie mogę się doczekać, aż one się zaczną.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-08-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved