Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Francuski Polak, który podbił Amerykę

Francuski Polak, który podbił Amerykę

fot. NCAA photos

Nicolas Szerszeń, czyli siatkarz młodzieżowej kadry Francji polskiego pochodzenia, już wkrótce może stać się graczem wielkiego formatu. Ten dziewiętnastolatek został wybrany najlepszym zawodnikiem akademickiej ligi uniwersyteckiej poprzedniego sezonu, z którą sięgnął po mistrzostwo Stanów Zjednoczonych. „Baby Kurek”, jak mówią na niego koledzy, podąża tą samą ścieżką co niegdyś inny reprezentant trójkolorowych, Kevin Tillie. Gracz ZAKSY dwukrotnie triumfował w tych rozgrywkach ze swoją ekipą University of California Irvine w 2012 i 2013 roku.  

 



Od małego z piłką w rękach

Urodził się w 1996 roku w Poissy nieopodal Paryża. Jego ojciec Jacek Szerszeń jest byłym graczem między innymi Resovii Rzeszów oraz Hutnika Kraków, z którym w 1988 roku wywalczył mistrzostwo Polski. Mama, Magdalena, pochodzi ze stolicy Małopolski i również grała w siatkówkę, ale swoją przygodę ze sportem zakończyła na poziomie uniwersyteckim. W 1991 roku małżeństwo z kilkuletnią córką Anną przeprowadziło się do Francji, gdzie Jacek podpisał kontrakt z jedną z ekip. Pięć lat później na świat przyszło ich drugie dziecko Nicolas. Chłopiec od razu zakochał się w siatkówce. – To, że ojciec był siatkarzem, miało ogromny wpływ na moją decyzję o rozpoczęciu treningów. Od dziecka chodziłem z piłką w rękach na meczach taty, także zawsze chciałem grać – przyznał. Młody Szerszeń bardzo szybko zaczął trenować siatkówkę, bo już w wieku 6 lat. Jego pierwszym trenerem był właśnie ojciec, pod którego skrzydłami grał do 17 roku życia w podparyskim klubie Conflans Andresy Jouy Volley-Ball. Tę funkcję pełni zresztą do dzisiaj.

Koledzy z drużyny wiedzieli o pochodzeniu Szerszeniów, stąd wzięło się przezwisko ”baby Kurek”, którym mianowali juniora. – Tata mówiąc po francusku, miał polski akcent i wszyscy zawodnicy wiedzieli, że jesteśmy Polakami. Ktoś kiedyś rzucił, że jestem „baby Kurek” i tak zostało. Sam już nawet nie pamiętam, jak kto się stało – wspomina Nicolas, nawiązując do atakującego reprezentacji Polski. Dobre występy w sekcjach młodzieżowych zaowocowały powołaniem do reprezentacji Francji U-17 i U-19, gdzie Nicolas z powodzeniem grał jako podstawowy przyjmujący.

Mógł grać w Polsce, wybrał USA

Po ukończeniu liceum nadszedł czas decyzji – co dalej z siatkówką. Rodzice chcieli zadbać o dobrą edukację syna, ale w taki sposób, żeby mógł połączyć ją z graniem w siatkówkę na wysokim poziomie. – Rodzice zawsze mówili mi, że najpierw szkoła, a potem sport, zresztą ja mam podobne priorytety. Chciałem studiować inżynierię i grać na wyższym poziomie. Szukaliśmy miejsca w Europie, gdzie można połączyć te dwie rzeczy, to znaczy grać w pierwszej czy drugiej lidze i studiować. Ostatecznie zaniechałem tego pomysłu i zdecydowałem się na USA – przyznaje Szerszeń. W grę wchodziła również krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza, która spełnia te dwa warunki, ale młody siatkarz finalnie postanowił wziąć pod uwagę jeszcze aspekt językowy. – Rozważałem studia na AGH, ale słyszałem, że poziom edukacji jest bardzo wysoki i jest ciężko z nauką. Poza tym podczas studiów w Ameryce mój angielski bardzo się rozwinął – tłumaczy gracz, który postawił na renomowany Ohio State University, gdzie obecnie studiuje inżynierię mechaniczną na trzecim roku. W wyborze uczelni pomogła starsza siostra Anna Szerszeń, która również była siatkarką. Podobnie jak Nicolas grała w młodzieżowych reprezentacjach Francji i łączyła grę w amerykańskiej lidze uniwersyteckiej ze studiami. Dostała nawet powołanie do seniorskiej kadry Les Bleus, ale niedługo potem doznała kontuzji, przez którą musiała zakończyć swoją sportową karierę. To ona doradziła bratu Ohio State University, którego jest absolwentką.

„To naprawdę wygląda tak jak na filmach”

Wychowanemu we Francji chłopakowi przyszło zmierzyć się z zupełnie inną szkołą siatkówki. Amerykańscy sportowcy słyną ze świetnego przygotowania atletycznego, co potwierdza Nicolas Szerszeń. – W Stanach jest zdecydowanie więcej ćwiczeń kondycyjnych, jak przerzucanie kół traktorowych czy lin. To naprawdę wygląda tak jak na filmach! – śmieje się siatkarz, przyznając, że we Francji jest to nie do pomyślenia. – Tam mamy po prostu siłownię i tyle. Kiedy wróciłem do domu, mama mnie nie poznała – dodaje. Młodzian zmężniał za sprawą wyczerpujących treningów. – W okresie przygotowawczym trenujemy 5 razy w tygodniu, po dwa razy dziennie. Najpierw 3 godziny szkolenia techniki i taktyki w hali, a później siłownia (4 razy w tygodniu). W sezonie, kiedy gramy jeszcze mecze, mamy też sesje siłowni 2 razy w tygodniu.

Nicolas Szerszeń, Ohio State UniversityOprócz aspektów fizycznych amerykańska siatkówka różni się od francuskiej pod względem podejścia. – W USA trener ci powie „bij silnie i wysoko”, a we Francji „silnie i sprytnie”. To oczywiście duże uproszczenie, bo nie jest to tak czarno-białe, ale generalnie taka jest główna różnica – objaśnia Szerszeń. Jeśli chodzi o sam poziom rozgrywek, to jest nieco niższy niż chociażby w polskiej lidze. – Fizycznie najlepsze drużyny prezentują się podobnie jak te w PlusLidze, ale technicznie to raczej umiejętności jak w pierwszej albo drugiej lidze polskiej. Trudno mi to określić, ale można obejrzeć mecze na YouTubie! – zachęca dziewiętnastolatek.

W USA nie ma siatkarskiej ligi zawodowej. Rozgrywki zarówno męskie, jak i żeńskie organizuje stowarzyszenie National Collegiate Athletic Association. Mecze trwają od stycznia do maja, a Stany Zjednoczone podzielone są na 4 konferencje. Ohio State University występuje w regionalnych rozgrywkach MIVA (Midwestern Intercollegiate Volleyball Association), w skład której wchodzi 8 drużyn z 4 stanów. Każda konferencja gra wewnętrzne rozgrywki, po których następuje faza play-off. Zwycięzca i dwie kolejne drużyny jadą na rozgrywki narodowe. Jak przyznaje Nicolas Szerszeń, najbardziej męczące są podróże. – Jest ciężko, ale da się to pogodzić ze studiami. Najgorzej jest wtedy, kiedy musimy odbyć sześciogodzinną podróż na mecz tam i z powrotem w autobusie. Weekend diametralnie się kurczy. Na rozgrywki centralne, czyli 3-4 mecze w sezonie, gracze latają jednak samolotami.

W poprzednim sezonie drużyna z Ohio nie miała sobie równych, najpierw deklasujący rywali w rozgrywkach konfederacji, a później centralnych. Ogromny wkład w dyspozycję drużyny miał Nicolas Szerszeń, który został wybrany najlepszym zawodnikiem całego sezonu. – Ciężko chyba zagrać lepszy sezon. Wygraliśmy 31 meczów i tylko 3 przegraliśmy. Dostałem MVP, ale celem było mistrzostwo, traktuję to raczej jako miły bonus. Na finał przylecieli moi rodzice z Francji, o czym wcześniej nie wiedziałem. Trenerzy poinformowali ich, że dostanę MVP i zrobili mi bardzo miłą niespodziankę. 

Wymarzone miejsce do grania? PlusLiga!

Przepisy federacji NCAA pozwalają na grę w lidze akademickiej tylko do 4 lat po skończeniu liceum. Młodemu graczowi pozostały jeszcze dwa lata studiów na Ohio State University (w USA obowiązuje czteroletni system studiów licencjackich i dwuletni magisterskich), ale mimo tego po bardzo udanym sezonie już pojawiły się oferty z innych klubów. – Na razie agenci się odzywają, ale nie mogę o tym mówić. Zabraniają mi przepisy ligi, które stanowią, że nie mogę zawierać żadnych umów, nawet werbalnych, jednak po skończeniu studiów obieram kurs na Europę – przyznaje. Pośród wymarzonych lig do grania Nicolas Szerszeń wymienia włoską oraz polską. – Interesuję się PlusLigą i śledzę wyniki Resovii. Głownie dlatego, że mój tata tam grał i zna Andrzeja Kowala. Chciałbym kiedyś zagrać w Rzeszowie – dodaje dziewiętnastolatek. Siatkarz, mimo że gra w młodzieżowych reprezentacjach Les Bleus, nie ukrywa swoich więzi z Polską. Ma francuski paszport, ale polski dowód osobisty. Mówi biegle po polsku, francusku i angielsku, a Wigilię wraz z rodziną spędza… u dziadków w Krakowie i Dębicy. Teoretycznie jest szansa, żeby najlepszy gracz ligi amerykańskiej grał w reprezentacji Polski. Przepisy FIVB pozwalają zmienić certyfikat zawodnikowi na różnych etapach wiekowych bez odbywania karencji. Sam gracz przyznaje jednak skromnie, że to jeszcze za wcześnie. – Na razie to chyba nie ten poziom, ale gdyby pojawiła się taka opcja, to szanse oceniam 50/50. Sam nie wiem, co bym zrobił – kończy zawodnik.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-11-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved