Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > Fabian Drzyzga: Nie muszę sobie niczego udowadniać

Fabian Drzyzga: Nie muszę sobie niczego udowadniać

fot. Joanna Skólimowska

– Trochę byliśmy wyczerpani walką o słowa, zanim przeszliśmy do batalii o rzeczy – powiedział o minionym sezonie spędzonym w Resovii Rzeszów jej rozgrywający, Fabian Drzyzga. Siatkarz ten zamknął jednak klubowy rozdział i myśli wyłącznie o pierwszych reprezentacyjnych meczach w Tokio. – W tym momencie to na pewno Grzegorz Łomacz jest pierwszym rozgrywającym. Może nie powiem, że nie mam z tym problemu, bowiem jako zawodnik mam swoje ambicje, ale wiem również, że na ten moment zdrowotnie nie dałbym rady występować we wszystkich spotkaniach i w którymś momencie i tak musiałbym poprosić o zmianę – dodał.

W jednym z wywiadów Bartosz Kurek powiedział, że ostatni sezon w wykonaniu Resovii nie był zły – robiliście wszystko, co mogliście, a finalnie po prostu wyszło, jak wyszło. Podpisałby się pan pod tym stwierdzeniem?



Fabian Drzyzga: – Jeżeli nasz lider tak mówi, to trzeba się z tym zgodzić – jestem podobnego zdania. Dyskutowaliśmy już na ten temat w zespole i doszliśmy do wniosku, że minione rozgrywki nie były złe. Patrząc na to, jak one wyglądały, można stwierdzić, że srebrny medal to sukces.

Czyli to sukces zakończyć „kryzysowy” sezon srebrnym medalem?

– Kryzys, nie kryzys – przecież mogło być jeszcze gorzej. Jeden set decydował o tym, że walczyliśmy w finale, a to w stu procentach nie zależało od nas, więc nie ma co narzekać.

Narzekać nie można, ale po finale słów z waszej strony padło jak na lekarstwo. Jakim epitetem określiłby pan to, kim stała się Resovia w bojach o złoty medal z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle?

– Ciężko mi powiedzieć. W finale spotkaliśmy się z zespołem ZAKSY, który był w tym momencie naprawdę bardzo dobrze dysponowany. My nie trafiliśmy z formą i siatkarsko po prostu byliśmy słabsi od rywali. Nie mieliśmy argumentów, żeby z nimi powalczyć, ale chyba nie da się tego wszystkiego określić jednym słowem.

Awans do finału był bardziej kwestią przypadku, czy wartością wypracowaną w przebiegu sezonu?

Na pewno nie był przypadkiem, bowiem trochę spotkań wygraliśmy, a nawet kiedy zdarzały nam się porażki, to miały one miejsce po tie-breaku, więc zazwyczaj przywoziliśmy jakieś punkty. Często i gęsto walczyliśmy z własnymi słabościami, mając w świadomości, że w minionym sezonie powstała zupełnie nowa drużyna. Nie mogliśmy szybko znaleźć swojego rytmu. Kiedy wystąpił moment, w którym graliśmy bardzo dobrą siatkówkę, to zaraz po nim następował ten, gdy prezentowaliśmy się bardzo przeciętnie. Według mnie nie był to jednak ani mega pechowy, ani bardzo szczęśliwy sezon. Srebrny medal ligi wywalczony w finale, dobre mecze w Lidze Mistrzów złożyły się na to, że nie można nazwać minionych rozgrywek naszym kryzysem – jego nie było i według mnie nie byliśmy bardzo „pod kreską”.

Mówił pan jednak, że brakowało stabilnej szóstki, że zmiany na boisku następowały bardzo szybko – ile można się tłumaczyć takimi rzeczami?

– Jako zawodnicy musieliśmy nauczyć się przyjmować krytykę, lecz co do sposobu grania, to nie jest to pytanie do mnie. Ten, który jest oddelegowany, wychodzi na boisko i stara się wygrać wszystko, co jest możliwe – nie ma nic więcej do powiedzenia.

Swoje zdanie jednak na pewno pan ma.

– Oczywiście, że tak, każdy może je mieć, ale czy ono w tej chwili cokolwiek zmieni? Nie bardzo.

Czy czuliście, że w pewnym momencie byliście wyczerpani walką o słowa, zanim przeszliście do batalii o rzeczy?

– W tym sezonie troszkę tak, ponieważ mieliśmy dużo własnych rozmów, które miały na celu wykrzesanie z tej drużyny jak najwięcej. Były spotkania, wymiany zdań, jednak czegoś brakowało. Minione rozgrywki były dziwne, lecz nie nieudane.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved