Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Ewelina Polak: Mocno odetchnęłyśmy

Ewelina Polak: Mocno odetchnęłyśmy

fot. Michał Szymański

Legionowianki zdobywając komplet punktów w ostatniej kolejce rundy zasadniczej zapewniły sobie bezpieczne utrzymanie w ekstraklasie. Pod wodzą nowego trenera Jakuba Skwarka, z Małgorzatą Jasek w roli atakującej i wracającą, aby „gasić” pożar Magdaleną Damaske zespół DPD Legionovii Legionowo powstrzymał rozpędzony BKS. – Bardzo mocno odetchnęłyśmy. Cieszę się, że pokazałyśmy charakter Legionovii znany z pierwszej rundy i wygrałyśmy ten mecz – mówiła po meczu rozgrywająca DPD Legionovii, Ewelina Polak.

Bardzo zależało wam na tym, aby nie pozostawiać losów awansu w cudzych rękach. Przed tym meczem jednak niewiele przemawiało na waszą korzyść, bo 10 z ostatnich 11 spotkań zakończyłyście porażkami. Po tym spotkaniu chyba kamień spadł wam z serca?



Ewelina Polak: To co mówisz boli, ale miałyśmy tego pełną świadomość. To, że stawką tego meczu było utrzymanie to jedno, ale dla nas było to przede wszystkim spotkanie, którym chciałyśmy pokazać, że potrafimy grać w siatkówkę. Zwłaszcza, że grałyśmy przed naszymi wspaniałymi kibicami, z których spora część przychodzi nas dopingować praktycznie na każdym meczu. Widziałam, że mimo tak długiej serii porażek bardzo w nas wierzą i dalej jeżdżą za nami po Polsce. Cały czas czułyśmy, że wykonujemy kawał dobrej pracy i to powinno zaprocentować. Nie było jednak tego spodziewanego efektu, gdzieś nasza gra się zacięła. Bardzo się cieszymy, bo to zwycięstwo to nagroda nie tylko dla nas, ale też właśnie dla kibiców. Bardzo mocno odetchnęłyśmy.

W tak ważnym meczu jak ten przeciwko bielszczankom, które mają za sobą bardzo udany fragment sezonu, zobaczyliśmy Legionovię w zupełnie innym wydaniu. Z nowym trenerem, Jakubem Skwarkiem, z Małgorzatą Jasek wracającą na atak i Magdaleną Damaske, która długo zmagała się z kontuzją…

– Niestety, muszę tutaj przyznać, że nie do końca było to w pełni celowe i zaplanowane działanie. Nasz skład jest wyjątkowo okrojony i doszło do tylu kontuzji, że sytuacja stała się poważna i trzeba było trochę się ratować. Dlatego też jestem dumna z dziewczyn i uważam, że Gosi Jasek należą się ogromne gratulacje za to, że przypomniała sobie zeszły sezon i weszła na prawy atak. W meczu z BKS-em zagrała tak, jakby robiła to przez cały sezon. Fajnie, że nam w ten sposób pomogła, bo mogłybyśmy w tak ważnym spotkaniu pozostać bez atakującej. Jednak czy w taki sam sposób wyjdziemy na kolejny mecz z pilankami – tego jeszcze nie wiemy.

Mimo wszystko wynik tego meczu wisiał na włosku do samego końca, bo nie wykorzystałyście dwóch piłek meczowych i w czwartym secie doszło do walki na przewagi, która wiązała się z nerwówką. Z czego wynikała tak duża doza niepewności i „elektrycznych” zagrań w waszych poczynaniach?

– Nie będę ukrywać, że te porażki, o których wcześniej rozmawialiśmy cały czas siedzą nam w głowie. W sporej części tych spotkań co prawda walczyłyśmy, ale jednak były to pojedynki przegrane zdecydowanie, po 0:3. Dawno nie czułyśmy już smaku zwycięstwa. W pierwszym secie wypracowałyśmy sobie minimalną przewagę, w kolejnej partii miałyśmy ten zapas trochę większy. Później wdałyśmy się w grę na styku i przegrałyśmy trzecią odsłonę, przez co myślę, że wróciły te demony z ostatnich tygodni. Zaczęłyśmy ciężej oddychać i ręka zaczęła nam drżeć. Myślę, że stąd te nerwy. Cieszę się za to, że pokazałyśmy charakter Legionovii znany z pierwszej rundy i wygrałyśmy ten mecz.

Do końca sezonu pozostały jeszcze dwa spotkania, w fazie play-off zagracie z pilankami. Zgodzisz się jednak chyba z tym, że to 9. miejsce nie jest szczytem marzeń żadnego sportowca, waszym także?

Nie, dla nas jest to ogromny niedosyt. Zwłaszcza, że przed rundą rewanżową byłyśmy na 6. miejscu. Praktycznie od początku sezonu celowałyśmy w tę szóstkę. Nie mówiłyśmy o tym głośno, ale było to poparte naszą dobrą grą i punktami w tabeli. Teraz jednak mamy inny punkt widzenia i na pewno lepiej jest uplasować się na 9. czy 10. pozycji, niż znaleźć się w strefie spadkowej. Damy z siebie wszystko, aby zakończyć ten sezon najlepiej jak się da.

Czy te kontuzje, które wam się przytrafiały i wyłączały z gry, czy optymalnej formy podstawowe zawodniczki ze składu były jedyną przyczyną załamania waszej gry i gorszych wyników?

– Przyczyn tego załamania jest wiele, ale trudno jest oceniać to w trakcie sezonu. Błędy były popełniane na każdym etapie i każdy pewnie miałby sobie coś do zarzucenia. Począwszy od nas, zawodniczek, przez sztab i wszystkich ludzi pracujących na ten wynik dookoła. W momencie, gdy w pierwszej rundzie gramy zupełnie inaczej i wygrywamy mecz za meczem, a później gdzieś to się załamuje, to trudno ukryć, że nie wszystko było idealnie. Natomiast wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni, musimy wyciągnąć wnioski. Staram się wyciągać z tego pozytywy, w drugiej rundzie co prawda wygrałyśmy tylko dwa mecze, ale na tyle ważne, że pozwoliły nam one na utrzymanie i spokój na koniec sezonu.

W końcówce sezonu pojawiają się zarówno mecze  „o życie”, ale też spotkania o pietruszkę, choć ty akurat nigdy nie zostałaś postawiona w takiej sytuacji. W jaki sposób podchodzić do tego typu pojedynków?

Powiem tak, w swojej karierze zazwyczaj ostatnie mecze sezonu grałam o coś. Albo broniłyśmy się przed spadkiem, albo tak jak w poprzednim sezonie występując w barwach Budowlanych Łódź walczyłam o medale. Dlatego do końca nie wiem jak to jest, kiedy nie ma się aż takiej presji i gra się o takie miejsce jak 9. Na pewno sportowa ambicja sprawi, że będziemy chciały wygrać te mecze i pokazać się z jak najlepszej strony i damy z siebie wszystko. Natomiast pewnie nie będzie to taka temperatura czy adrenalina jak w przypadku spotkań o utrzymanie czy o medale.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved