Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Ewelina Brzezińska: Swoje prywatne cele udało mi się zrealizować

Ewelina Brzezińska: Swoje prywatne cele udało mi się zrealizować

fot. Bianka Sawoniuk

Przed siatkarkami Trefla Proximy Kraków ostatnie spotkanie w sezonie 2017/2018. Już w sobotę w Pile powalczą z miejscowymi o piąte miejsce w Lidze Siatkówki Kobiet. Żadnych kombinacji czy odpuszczania przez obie ekipy nie będzie, gdyż jak zgodnie powtarzają siatkarki obu drużyn – chcemy wygrać ostatni mecz i być wyżej w tabeli, co zapowiada ciekawy pojedynek. W dotychczasowych spotkaniach rozgrywanych w ramach play-off walki nie było zbyt wiele, gdyż raz wygrywała jedna, a raz druga drużyna w stosunku 3:0. O tych meczach, sezonie spędzonym w LSK, swojej postawie na boisku i przyszłości opowiedziała Ewelina Brzezińska.

Po pierwszym wygranym spotkaniu przez krakowianki pojawiło się sporo głosów, że we własnej hali mogą przypieczętować swój sukces już w środę. Tak się jednak nie stało. Zawodniczki Jacka Pasińskiego były lepsze w każdym elemencie i zasłużenie wygrały ten pojedynek. – Nie kończyłyśmy ataków. Było dużo niedokładności z naszej strony. Nie potrafiłyśmy sobie dobrze przyjąć, wystawić i oczywiście w ostatecznym rozrachunku zaatakować. Dziewczyny z Piły grały bardzo dobrze w obronie i mimo tego, że my gdzieś tam dobrze ustawiałyśmy blok to potrafiły się asekurować i wygrywać te długie akcje. Nam natomiast jeżeli nie udawało się w tej pierwszej, to troszeczkę traciłyśmy wiarę w to i już nie walczyłyśmy w innych elementach, takich jak asekuracja i obrona, no i to się zemściło – analizowała. Pomimo tego, że między spotkaniami upłynęły tylko trzy dni, drużyny wyglądały, jakby zamieniły się koszulkami. Ze świetnie dysponowanych siatkarek spod Wawelu wyraźnie uszło powietrze, natomiast zawodniczki ENEI PTPS-u zamierzały udowodnić, że porażka u siebie była tzw. wypadkiem przy pracy. – Tak to już jest w sporcie. Może przerwa między tymi meczami jest troszeczkę zabójcza, bo te trzy dni plus daleka podróż i naprawdę nie jest łatwo szczególnie w końcówce sezonu, gdzie już zmęczenie sięga zenitu. Było widać, że dziewczyny z Piły w tym drugim spotkaniu były troszeczkę świeższe. One wiedziały, że jeżeli nie wygrają tego spotkania, to dla nich jest już to koniec. Nas może troszeczkę uśpiło to, że mamy ten trzeci mecz w zanadrzu, co nas wybiło z rytmu. Nie umniejszając także nic zespołowi z Piły, bo zagrał dużo, dużo lepiej i szczególnie w dwóch pierwszych setach nie miałyśmy zbyt wiele do powiedzenia, więc też zasłużenie wygrał to spotkanie – dodała kapitan Trefla Proximy Kraków. Gospodynie w niczym nie przypominały zespołu, jaki prezentował się zazwyczaj przed swoimi kibicami. Nie ryzykowały w ataku, nie potrafiły sobie przyjąć piłki, a momentami wydawało się, że za bardzo rozgrywają to spotkanie w głowie. – Wydaje mi się, że trochę mentalnie odpuściłyśmy. Nie potraktowałyśmy tego jako ostatni mecz, tylko troszeczkę czekałyśmy na to, żeby to pilanki zrobiły za nas robotę, a niestety tak nie ma w sporcie. Nie oszukujmy się, drużyna z Piły zakończyła sezon o to miejsce wyżej od nas, więc to też nie jest tak, że nam się coś należy za darmo. Musimy o to zawalczyć i teraz w sobotę jest najlepsza okazja ku temu, żeby jeszcze zrekompensować kibicom tę porażkę – stwierdziła.



Ostateczne rozstrzygnięcie nastąpi w sobotę. Zwycięzca spotkania będzie mógł cieszyć się z piątego miejsca, a przegrany… pewnie też będzie się cieszył. Zajęcie bowiem szóstej lokaty też jest rezultatem, które oba kluby pewnie wzięłyby w ciemno jeszcze przed startem sezonu. – Byłoby bardzo miło wygrać, aczkolwiek wiadomo, że dziewczyny z Piły też będą walczyć o to piąte miejsce. My tak samo. Znowu jest ta krótka przerwa, teraz już trzeba dać z siebie maksa i albo będziemy wracać zadowolone, albo będziemy troszeczkę smutne, ale w ostatecznym rozrachunku ten sezon możemy uznać wszyscy za pozytywny – potwierdza krakowska przyjmująca.

Środowym meczem jej drużyna pożegnała się ze swoimi kibicami. Po jego zakończeniu ekipa spod Wawelu długo nie mogła zejść z parkietu, gdyż dziewczyny otrzymały drobne upominki od swojego Klubu Kibica, dodatkowo były pamiątkowe zdjęcia i autografy. – Bardzo serdecznie chciałabym podziękować naszym kibicom za cały sezon, bo byli niesamowici. Po zakończeniu spotkania, pomimo tej porażki, podziękowali nam w sposób fantastyczny, dostałyśmy piękne upominki od nich i zapraszam wszystkich, żeby śmiało dołączali w przyszłym sezonie do Klubu Kibica i żeby siatkówka w Krakowie tak pięknie się rozwijała – cieszyła się Brzezińska.

Beniaminek bez względu na ostateczne rozstrzygnięcie może ten sezon uznać za bardzo udany. Wielu przepowiadało im walkę o utrzymanie, ale siatkarki Alessandro Chiappiniego po słabym początku wyraźnie przyspieszyły. – Na pewno początek sezonu był dość ciężki i niezbyt fajny i miły, ale myślę, że cała druga runda jak najbardziej na plus. Jesteśmy zadowolone. Wiadomo, że zawsze się jest zadowolonym z tego, co jest na końcu, więc my teraz jesteśmy trochę smutne, ale dalej mamy szansę na to piąte miejsce. Zobaczymy, jakie zajmiemy ostatecznie, ale ta druga runda bardzo obiecująca i fajna z dużą walką, z czego możemy być zadowolone – analizowała była reprezentantka Polski. Co zadecydowało, że ta doświadczona siatkarka w ogóle pojawiła się w stolicy Małopolski i czy nie miała obaw, jak będzie wyglądać ten nowy zespół, który powstał na siatkarskiej mapie? – Miałam swoje prywatne cele i te cele udało się zrealizować, czyli przebywanie w dużej ilości na boisku, co mi się udało szczególnie w drugiej rundzie, gdzie miałam wiele okazji do grania, do pokazania się i do powrotu, co jest dla mnie jak najbardziej na plus. Przychodząc do Krakowa, wiedziałam, jak zespół jest budowany. W trakcie sezonu okazał się świetnie zorganizowany od strony organizacyjnej, więc wszystko przemawiało za tym, żebyśmy szły do przodu i tak się w ostateczności stało. Miałam okazję już grać w takim połączeniu klubów, gdzie Sopot odkupił miejsce i trener Chiappini był również moim trenerem i świetnie wspominam tamte czasy, bo zakończone srebrnym i złotym medalem, także absolutnie nie boję się takich rzeczy i mam nadzieję, że klub będzie tylko w przyszłości się rozwijał i szedł do przodu – powiedziała. Krakowianki w debiucie wysoko postawiły sobie poprzeczkę. Mając na uwadze, że z każdym rokiem trzeba stawiać sobie wyższe cele, w sezonie 2018/2019 pozostaje walka o medale. – Wiadomo, że zawsze apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ja życzę z całego serca temu klubowi jak najlepiej, a takie decyzje to już dla mnie są tajemnicą – śmieje się Brzezińska.

A jaki to był sezon dla samej zawodniczki? – Bardzo dobrze będę wspominała ten sezon, ponieważ rozegrałam praktycznie większość spotkań i prawie całą drugą rundę nie schodziłam z boiska, więc dla mnie osobiście jest to największy sukces, że wróciłam po kontuzji, miałam szansę grania i że się obroniłam – podsumowała. Czy na jesień ponownie będziemy mogli zobaczyć ją trenującą w hali Suche Stawy, czy środowe spotkanie było jej pożegnalnym z krakowską drużyną? – Na razie wszyscy jesteśmy skupieni, nigdy nie miałyśmy od prezesa takich rzeczy, które miałyby nas rozpraszać od tego, co jest najważniejsze, czyli od tego sezonu, więc teraz dalej mamy spokojną głowę. O takich rzeczach na razie jeszcze nie myślimy, skupiamy się na tym ostatnim meczu, a co będzie ostatecznie, to zobaczymy – zakończyła.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved