Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Polski > E. Cabajewska: Dla mnie to moja drużyna jest w tym meczu wygraną

E. Cabajewska: Dla mnie to moja drużyna jest w tym meczu wygraną

fot. Arkadiusz Kuć

Siatkarki Wisły Warszawa napędziły stracha łodziankom i losy awansu do półfinału Pucharu Polski dość nieoczekiwanie ważyły się w stolicy do ostatniej piłki. Na boisku nie było widać różnicy klas wynikającej z gry w dwóch różnych klasach rozgrywkowych, a w piątej partii aż do wyniku 14:14 sensacja wisiała w powietrzu. – To jest ogromny sukces i dla mnie to moja drużyna jest w tym meczu wygraną – mówiła po meczu trener warszawskiego zespołu, Ewa Cabajewska.

Przed ćwierćfinałem Pucharu Polski nie było chyba ani jednej racjonalnie kalkulującej osoby, która znając się na siatkówce, obstawiłaby wasze zwycięstwo z ekipą wicemistrzyń Polski. Sam fakt, że dyskutuje się teraz o pojedynczych akcjach, które zaważyły na wyniku, sprawia, że może się pani czuć niemal jak zwycięzca tego spotkania?



Ewa Cabajewska:To jest ogromny sukces i dla mnie to moja drużyna jest w tym meczu wygraną. Nie mogę nie wspomnieć o sędziach, bo to co się działo w trakcie spotkania i w jakich momentach, to naprawdę była przesada. W tej chwili rozumiem, dlaczego w ekstraklasie jest tak wiele osób narzekających na sędziów. To, że w LSK nie ma challenge’u przy takim poziomie sędziowania, jest krzywdzące dla poziomu całej ligi. My teraz pierwszy raz w tym sezonie mieliśmy okazję występować pod obsadą sędziowską wyższej klasy niż zwykle. Będę stała przy swoim, bo śmiało mogę powiedzieć, że panowie zabrali nam w tym ćwierćfinale jakieś 5 punktów. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca.

Świetna gra przez środek siatki i Katarzyna Marcyniuk w roli bombardierki, tak wyglądała gra Wisły w tym spotkaniu. Każda z dziewczyn wypełniła plan taktyczny na ten mecz?

Taktyka zawsze ustalana jest taka, żeby zrobić wszystko, aby wygrać. Nie mogę jej zdradzić, ale mogę powiedzieć, że dziewczyny w większości wypełniały ustalone założenia. Starały się na 100% je realizować i to przełożyło się na wynik. Cieszę się z tego, że udało nam się sprawić, że łodzianki w pewnym momencie czuły się bardzo zagrożone. My od samego początku mówiłyśmy sobie, że możemy, ale nic nie musimy w tym meczu. Moje zawodniczki kolejny raz pokazały swój charakter i dobrą grę i za to im chwała.

Kilka ostatnich spotkań Wisły to nieprzerwane pasmo zwycięstw, porażka w takim stylu z ŁKS-em również może napawać dużym optymizmem. Nie obawia się pani tego, że w kolejnym ligowym meczu w Tarnowie gdzieś ten balonik może pęknąć?

Na chwilę obecną mamy bardzo wąski skład. Staramy się korzystać z tego, co mamy jak najlepiej, przygotowywać się do każdego spotkania indywidualnie. Po pierwsze żadnego meczu nie odpuścimy, to mogę obiecać. Teraz gramy jednak kolejny z rzędu mecz, trwający praktycznie 2 godziny i to musi kiedyś się na nas odbić. Natomiast nie mam się czego obawiać, za dwa dni wyjeżdżamy do Tarnowa, musimy do tego czasu się odprawić i dalej realizować swoją taktykę.

Trzeba przyznać, że jak na razie to wyzwanie w postaci roli trenerki pani nie przerosło, bo ostatnie tygodnie opisać można raczej jako „wejście smoka”…

Może i tak. (uśmiech) Wszystko było i nadal jest wyzwaniem. Jeszcze nic nie zwojowałam, nadal się uczę, walczę o wszystkie cele ze swoim zespołem.

W jakiś sposób znalezienie się w nowej sytuacji ułatwił fakt, że charakterologicznie zna pani część swoich zawodniczek lepiej niż niektórzy trenerzy?

Rzeczywiście mamy bardzo dobrą atmosferę, z dziewczynami znamy się z zeszłych sezonów z boiska. Dużo ze sobą rozmawiamy, bo mamy wspólne priorytety. To jednak nie znaczy, że mają one taryfę ulgową. (uśmiech) Dyskutujemy, konsultujemy się odnośnie wszelkich kontuzji czy przeciążeń. Cały czas staramy się ustalić, czego brakuje w treningu, a czego być może jest zbyt dużo. Wydaje mi się, że tak to powinno wyglądać. Przewagą innych trenerów na pewno jest dłuższy staż pracy na tym stanowisku. Ja dopiero się uczę.

Wielkimi krokami zbliżają się mecze fazy play-off. Czy uda się zachować taką dyspozycję, przy bardzo dużych lukach kadrowych?

Wszystko się okaże. Staramy się tak rozpisać mikrocykle, by dziewczynom takiej pary, jaką pokazują w ostatnich meczach, nie zabrakło na play-off, bo już wiadomo, że będziemy w nich występować. Mamy wśród nas fantastycznego człowieka, jakim jest Jarek Stec z Sportopedicu. Współpracujemy z nim, między innymi jest on odpowiedzialny za przygotowanie motoryczne zespołu.

Przed wami cztery kolejki spotkań, które mogą jedynie zmienić układ miejsc w tabeli, ale nie będą spotkaniami o być albo nie być dla Wisły Warszawa. Może być to dobry moment, by jeszcze spróbować ostatnich eksperymentów przed końcówką sezonu?

Mamy przed sobą 6 meczów, bo dwa z nich są zaległymi spotkaniami. Z jednej strony na niczym one nie zaważą, ale my nie możemy sobie pozwolić na zlekceważenie ich. Mamy do dyspozycji praktycznie „gołą” szóstkę, ale teraz po kontuzji do drużyny wraca Ania Gawęcka. W dobrym zdrowiu są za to cztery środkowe i na tej pozycji mamy akurat dużo dobrobytu. Radzimy sobie, a być może jeszcze wspomogą nas juniorki MOS-u. Jak najbardziej takie wsparcie by nam się przydało.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Puchar Polski

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved