Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Sam Deroo: Powoli wracam do normalnej dyspozycji

Sam Deroo: Powoli wracam do normalnej dyspozycji

fot. Łukasz Krzywański

– Pierwszy raz zagram przeciwko drużynie Heynena, po tym jak opuścił belgijską kadrę i na pewno będzie to dla mnie dodatkowy zastrzyk energii – mówi przyjmujący ZAKSY Kędzierzyn-Koźle przed starciem play-off 6 Ligi Mistrzów z VfB Friedrichshafen, które już w najbliższą środę o godz. 20.30. Jeśli jego zespół pokona w dwumeczu niemiecką drużynę, awansuje do Final Four najważniejszego z europejskich pucharów.

Rozegrał pan już kilka meczów po kontuzji. Wszystko wróciło do normy?



Sam Deroo: – Tak, powoli wracam do normalnej dyspozycji. Po drodze miałem jeszcze małe kłopoty z kolanem, ale teraz jest już OK. Zaczynam czuć świeżość pod względem fizycznym, chyba więc wszystko zmierza w prawidłowym kierunku. Jeśli nic nieprzewidzianego się nie przydarzy, to sądzę, że przed rywalizacją II rundy play off Ligi Mistrzów wrócę do pełni sił.

Co dokładnie było przyczyną pana kontuzji i miesięcznej przerwy?

– Skręciłem staw skokowy, ale szczegółowe badania wykazały, że sytuacja wygląda trochę gorzej, niż początkowo myśleliśmy. Przez dziesięć dni praktycznie nie mogłem się poruszać, a gdy poczułem się lepiej, to coś mi strzyknęło w kolanie. Okazało się, że miałem jakiś drobny stan zapalny. Tak więc powrót nie był tak szybki i łatwy, jak się spodziewałem, ale nasz sztab zadbał o to, by wszystko zostało do końca wyleczone. Mam nadzieję, że to definitywny koniec kłopotów zdrowotnych i że jak najszybciej wrócę do optymalnej dyspozycji.

Jest pan jednym z najbardziej eksploatowanych zawodników w PlusLidze. Te urazy mogły być wynikiem przemęczenia?

– Skręcenie kostki było przypadkowe, bo niefortunnie potknąłem się o stopę Mateusza Bieńka. Ale problemy z kolanem to już raczej wynik obciążeń wynikających z gry non stop. To nie jest tylko moja przypadłość, wielu zawodników zmaga się z urazami przeciążeniowymi. Gramy mnóstwo meczów, sporo turniejów na różnym szczeblu, tak w rozgrywkach klubowych, jak i w drużynie narodowej. Czasami to zbyt dużo dla naszych organizmów. Ale też zdajemy sobie sprawę, że jako profesjonalni sportowcy musimy robić wszystko, by zawsze być w gotowości do treningów i meczów, choć nie zawsze przychodzi nam to z łatwością.

Tym bardziej, że zbliża się końcówka sezonu, czyli rozstrzygnięcia w lidze i Lidze Mistrzów. Bezboleśnie przebrnęliście przez I rundę play-off europejskich pucharów, w której waszym rywalem był Jastrzębski Węgiel.

– Wykonaliśmy kawał dobrej roboty w pierwszym meczu, na wyjeździe. Zgarnęliśmy tam trzy punkty i to pozwoliło nam grać spokojnie w rewanżu. Chociaż tamto spotkanie mogło rozstrzygnąć się zupełnie inaczej. Przez dwie partie spisywaliśmy się bardzo dobrze, ale potem rywale zaczęli grać lepiej i w końcówce czwartego seta obydwa zespoły zaprezentowały siatkówkę na bardzo wysokim poziomie. Drugie starcie znów zaczęliśmy bardzo dobrze. Prezentowaliśmy pewność siebie i koncentrację, i chociaż przeciwnicy bardzo dobrze pracowali na linii blok-obrona, dobrze też czytali naszą grę, to właśnie dzięki tej koncentracji i spokojowi przechyliliśmy szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Trzeba też zaznaczyć, że świetnie zagrywaliśmy, co miało niebagatelny wpływa na losy pierwszych dwóch setów. W trzecim na plac boju wyszli zmiennicy i muszę przyznać, że fajnie się ich oglądało, tym bardziej że prezentowali się znacznie lepiej niż rezerwy Jastrzębia.

ZAKSA to drużyna, która nigdy nie wybacza błędów. Nawet kiedy macie gorszy dzień, to bezlitośnie potraficie wykorzystać pomyłki rywali, co w rywalizacji z Jastrzębskim Węglem pokazaliście dobitnie. 

– Jeśli chce się być mocną drużyną, chce się wygrywać, zdobywać trofea, to tę cechę należy posiadać. Chciałbym, żeby zawsze tak można było o nas mówić, ale musimy jeszcze sporo w tej materii popracować. Na pewno natomiast ta cecha czy raczej umiejętność może okazać się niezwykle przydatna w batalii o Final Four Ligi Mistrzów z niemieckim VfB Friedrichshafen. To zespół, który popełnia bardzo mało błędów i tutaj, przynajmniej moim zdaniem, będziemy mieli największą trudność. Generalnie grając przeciwko bardzo mocnym rywalom, potrafimy wznieść się na sportowe wyżyny, co pokazaliśmy choćby podczas grudniowych Klubowych Mistrzostw Świata. Jednak przeciwko zespołom, które grają podobnie jak my, a Niemcy są właśnie takim zespołem, czasami miewamy kłopoty. Podobnie było w konfrontacji z Noliko Maaseik, które okazało się bardzo wymagającym przeciwnikiem. Musimy więc być przygotowani na długie wymiany, cierpliwi i skupieni od pierwszej do ostatniej piłki. I oby sprawdziło się to, o czym pani wspomniała – że będziemy umieli wykorzystać każdą pomyłkę oponentów, bo to może okazać się kluczowe dla losów rywalizacji. A jak wspomniałem, z pewnością tych błędów za wiele nie będzie.

VfB Friedrichshafen to trochę dziwny zespół. Nie ma w składzie wielkich nazwisk, klasowych graczy, ale naprawdę potrafi zawalczyć. Na czym polega fenomen tej drużyny?

– Nie mam pojęcia. Natomiast będąc całkiem obiektywnym, trzeba też zauważyć, że w tym sezonie nie mierzyli się jeszcze z naprawdę mocnym przeciwnikiem. Wygrywają wszystko jak leci w lidze niemieckiej, ale to nie są rozgrywki na bardzo wysokim poziomie. W Lidze Mistrzów też mieli raczej przeciętnych rywali. Oczywiście trzeba uszanować tę imponującą liczbę zwycięstw, ale też jakoś za bardzo nie brać sobie jej do serca. Na pewno mają bardzo fajną atmosferę w drużynie, jest tam duch walki i na boisku są kolektywem, a to wiele znaczy. Trzeba oddać, że stanowią ciekawą kombinację zawodników. Z tego, co zauważyłem, mają też bardzo dobrą kontrolę nad własnym atakiem, potrafią szanować piłkę.

Dla pana będzie to okazja, by spotkać się z byłym już selekcjonerem reprezentacji Belgii, Vitalem Heynenem. 

– Pierwszy raz zagram przeciwko drużynie Heynena i na pewno będzie to dodatkowy zastrzyk energii. Po tym jak opuścił kadrę Belgii, miałem okazję zamienić z nim kilka słów przez telefon. To był dość krytyczny moment i oczywiście różniliśmy się w opiniach, ale w tej sytuacji nie mogło być inaczej. Szanuję go jako trenera, w naszej kadrze wykonał porządną pracę i to należy mu oddać. Ale oczywiście do walki przeciwko jego ekipie podejdę szczególnie zmotywowany i jeśli uda nam się wygrać, będę bardzo szczęśliwy. Także dlatego, że po raz pierwszy w mojej karierze zagram o tak wysoką stawkę w Lidze Mistrzów, a jak każdy siatkarz, bardzo chciałbym znaleźć się w najlepszej czwórce europejskich zespołów. Mam nadzieję, że ta podwójna motywacja mi w tym pomoże.

Belgijska kadra nie straciła na odejściu Heynena, bo teraz będziecie pracować z Andreą Anastasim, jednym z najlepszych trenerów na świecie.

– Jestem bardzo usatysfakcjonowany tą decyzją. Myślę, że to najlepszy wybór, jakiego nasza federacja mogła dokonać. Fakt, że jeden z topowych trenerów na świecie chce z nami pracować, moim zdaniem dowodzi, że zasługujemy na miejsce w gronie najlepszych drużyn. Jako zespół już nie raz pokazaliśmy, że potrafimy grać w siatkówkę, że mamy potencjał. Jestem przekonany, że pod kierunkiem Anastasiego zrobimy kolejny znaczący krok do przodu.

Rozmawiała: Ilona Kobus

źródło: plusliga.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved