Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Dawid Gadula: W życiu idę pod prąd

Dawid Gadula: W życiu idę pod prąd

fot. Klaudia Piwowarczyk

Sezon PlusLigi wraz z okresem przygotowań trwa około dziesięciu miesięcy, w czasie których wymaga się od zawodników pełnej dyspozycji i formy. Nad zdolnością siatkarzy do znoszenia trudów sezonu i przygotowaniem ich w pełni do rozgrywek czuwa trener przygotowania fizycznego oraz fizjoterapeuci. W jednym z zespołów siatkarskiej ekstraklasy pracuje człowiek, który obie funkcje łączy. O początkach przygody z siatkówką, pracy fizjoterapeuty i trenera przygotowania motorycznego na najwyższym szczeblu rozgrywek oraz powołaniu do kadry młodzieżowej opowiedział Strefie Siatkówki Dawid Gadula, autor książki zatytułowanej „Fundamenty mistrza”.

Zaczęło się od pływania, była piłka nożna, koszykówka, w międzyczasie piłka ręczna, ale skończyło się na siatkówce. Co miała ta dyscyplina w sobie, że to właśnie jej zdecydowałeś się poświęcić?



Dawid Gadula: To były czasy gimnazjum. Zajęcia odbywały się z nauczycielką, której specjalizacją była siatkówka i siłą rzeczy właśnie ta dyscyplina górowała w czasie zajęć wychowania fizycznego. Piłka siatkowa była wtedy regularnie przez nas uprawiana w czasie lekcji. Nauka dość szybko mi przychodziła. Jak wiadomo wtedy skupia się na jakichś podstawowych odbiciach i mnie to dość dobrze wychodziło. Jako chłopak, który z tym sportem nic wspólnego wcześniej nie miał, dość szybko się uczyłem. Jestem osobą, która kiedy zaczyna coś robić, to nie robi tego na pół gwizdka. Jeśli nie oddaję się czemuś w całości, to z tego rezygnuję. Podejmuję rękawicę wtedy, kiedy uznam, że to jest to, co chcę robić i czemu jestem w stanie się poświęcić. Po dwóch czy trzech miesiącach treningów, na które regularnie uczęszczałem jako przedstawiciel pierwszej klasy gimnazjum, zdołałem dostać się do reprezentacji szkoły – co wtedy było dla mnie ogromnym wyróżnieniem, bo prócz powołania do kadry piłki nożnej w szkole podstawowej nie byłem w żadnej innej reprezentacji. Oczywiście za dzieciaka każdy to przechodził. (śmiech) Jako ten najmłodszy w składzie czułem się bardzo wyróżniony przy kolegach z trzeciej klasy, którzy byli dla mnie wtedy autorytetami. Po jakimś czasie zmienił się trener, który nie widział we mnie materiału na zawodnika siatkówki. Można powiedzieć, że jak szybko zacząłem trenować, tak szybko przestałem. W drugiej klasie gimnazjum wróciła poprzednia pani trener i na nowo zaczęła mnie ku tej siatkówce pchać. Ja początkowo byłem temu przeciwny. Magda, którą bardzo serdecznie pozdrawiam, jest jedną z tych osób, dzięki którym poszedłem w tę siatkówkę dalej. Już nawet nie jako gracz. Jednak po jednych z zawodów na szczeblu wojewódzkim zauważył mnie trener z sekcji UKS Dobry Wynik Kraków, ówczesny mistrz Polski juniorów i zaprosił mnie na treningi. To było dla mnie wyłącznie potwierdzeniem, że to jest ten sport, w którym chcę się rozwijać.

Na swojej stronie internetowej – www.dawidgadula.com wspomniałeś o urazie kręgosłupa, który przekreślił twoje marzenia o zawodowej siatkówce. Jak to było?

– Gdyby przyczynę tamtego urazu udało się wtedy zdiagnozować, to dzisiaj zapewne wszystko mogłoby się potoczyć inaczej. Ludzie z tym żyją i jest to coś, co da się wyleczyć. Bardzo oddałem się siatkówce. Trenowałem trzy razy dziennie, łącząc to z pracą i studiami, które są dość wymagające. Treningów było dużo, począwszy od godziny 4-5 rano, a kończąc na ostatnim około godziny 22. W pewnym momencie mój organizm się zbuntował. Teraz, mając tę wiedzę i świadomość treningu, wiem, co wpłynęło na mój uraz. Wszystkie elementy pozasiatkarskiego szkolenia sprawiły, że potęgowały się dolegliwości wynikające z moich wad. Mam wadę postawy, którą są plecy płaskie, co oznacza, że mój kręgosłup nie posiada naturalnych krzywizn, które sprawują przede wszystkim funkcję amortyzującą. Nie ma ani lordozy ani kifozy. Jeden z profesorów na studiach widząc moją przypadłość, zapytał, jak to jest możliwe, że chodzę. Nie wiem, czy powiedziane to było trochę na wyrost, niemniej jednak takich przypadków jest zapewne więcej. Jak wspomniałem – gdyby udało się to zdiagnozować wcześniej, chociażby podczas badań sportowych wykonywanych w klubach co pół roku, to podejrzewam, że wszystko potoczyłoby się inaczej. Pewnego dnia podczas zajęć sprawnościowych na pierwszym roku studiów, wykonując jedno ćwiczenie, zostałem sparaliżowany od pasa w dół. Przewróciłem się i nie mogłem podnieść. Jak się okazało, był to efekt przepukliny na kręgosłupie. Nie posiadałem wtedy jeszcze dostatecznej wiedzy w tym temacie. Na tamten moment było to około czterech lat walki z bólami czy to stawów kolanowych czy lędźwi. Trenowało się dużo i nie do końca mądrze. Wszystkie te czynniki złożyły się na to, że powiedziałem sobie stop. Stwierdziłem, że to nie ma sensu, bo mając 19 lat, jestem już wrakiem człowieka. Nie zagrażało to mojemu życiu, ale było mocno dolegliwe. Nikt nie był w stanie pomóc mi zdiagnozować przyczyny tego urazu. Wracałem powoli do zdrowia. Trwało to około rok. Zacząłem się sam edukować, bo było to dla mnie nie do pojęcia, że młody chłopak oddając się jakiejś dyscyplinie sportu, z przyczyn od siebie zupełnie niezależnych nie może nadal tego robić. Podjąłem wtedy decyzję, że chcę pójść w drugą stronę – chcę pomagać młodym sportowcom, którzy jak ja borykają się z jakimiś problemami i może dzięki mnie będą nadal mogli trenować. Jestem w miejscu, w którym jestem i absolutnie nie mogę na to narzekać. Mogę uprawiać siatkówkę amatorsko – tutaj nie ma presji i jest dużo frajdy. Uraz tylko utwierdził mnie w tym, że nie mam takich uwarunkowań, które pozwoliłyby mi oddać się siatkówce w zupełności jako zawodnikowi. Całokształt jednak doprowadził mnie do tego miejsca, gdzie teraz jestem, więc nie ma tego złego…

Przed przystąpieniem do studiów na krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego na kierunku fizjoterapia wiedziałeś, że jest to coś, z czym chcesz wiązać przyszłość?

– Nie do końca. Sam wybór kierunku studiów wiąże się z zabawną dla mnie anegdotką. Mianowicie – mój kuzyn studiował wtedy wychowanie fizyczne. Zapytałem, czy wie coś może na temat fizjoterapii od swoich kolegów. Czy warto, czy może wprost przeciwnie podjąć taki kierunek studiów. Pamiętam jak dziś, że powiedział, abym dobrze to przemyślał, bo o ile wychowanie fizyczne jest ciężkie, to da się przebrnąć przez te studia. Fizjoterapia jest bardzo, bardzo ciężka i nie ma co się męczyć, bo mało kto sobie tam radzi. Ja jestem osobą, która od pewnego momentu w swoim życiu idzie pod prąd, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kiedy ktoś mówi „no co ty, nie ma szans”, to ja odpowiadam „no to patrz”. Wiadomo, że to dotyczy wyłącznie kwestii, w której się orientuję czy specjalizuję. Jeśli ktoś mi powie, że nie jestem w stanie przebiec ultramaratonu, to prostą sprawą jest, że przyznam mu rację. Mój przyjaciel, który skończył już studia na Akademii Wychowania Fizycznego na kierunku wychowanie fizyczne, mówił mi wtedy, że przy tylu treningach nie ma szans, że sobie poradzę. To była dla mnie wisienka na torcie. Pewnego rodzaju wyzwanie. Chciałem spróbować i wiedziałem, że będzie fajnie. Nie chciałem i nigdy nie chciałbym być miernotą – nie taki mam charakter. Kiedy ktoś mówi, że coś może stanowić dla mnie jakąś barierę, to w głowie zapala mi się czerwona lampka. Złożyłem dokumenty, dostałem się na fizjoterapię i na wychowanie fizyczne oraz dietetykę. Wybrałem pierwszy kierunek i tak to się zaczęło. Łatwo nie było, zdecydowanie. Na pewno nie żałuję tej decyzji. Studia uczą wielu rzeczy, nie tylko w kwestii samej wiedzy akademickiej. To był piękny czas.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2018-03-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved