Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Dariusz Daszkiewicz: Wtedy naprawdę wpadliśmy w czarną dziurę – cz.1

Dariusz Daszkiewicz: Wtedy naprawdę wpadliśmy w czarną dziurę – cz.1

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Myślę, że przed sezonem brałbym to miejsce w ciemno. Wszyscy fachowcy, którzy wypowiadali się przed rozgrywkami PlusLigi wskazywali, że nasz zespół zajmie miejsca 10-12. Nie spotkałem ani jednego eksperta, który wypowiedział się, że nasza drużyna znajdzie się w fazie play-off. To było takie nasze wewnętrzne ustalenie, że będziemy chcieli powalczyć o najlepszą ósemkę – przyznał trener GKS-u Katowice, Dariusz Daszkiewicz. Szkoleniowiec opowiedział Strefie Siatkówki o kontuzjach w zespole i ich wpływ na wynik, o zadowoleniu z rozwoju drużyny, planach na przerwę, a także o swojej trenerskiej przyszłości.

Ten ostatni wygrany mecz z Jastrzębskim Węglem był znakiem, że forma drużyny wzrastała na te najważniejsze spotkania w fazie zasadniczej?



Dariusz Daszkiewicz:Nie wiem czy nasza forma wzrastała. Wyłączając taki krótki kryzys, gdzie zmierzyliśmy się z Będzinem, to generalnie dobrze prezentowaliśmy się przez cały czas. Kilka dni wcześniej grając z Vervą w Płocku też rozegraliśmy niezłe zawody. Niestety nie udało się wygrać, ale zdobyliśmy punkt. To było naprawdę dobre spotkanie. Wcześniej graliśmy z ZAKSĄ, tam co prawda przegraliśmy 0:3, ale też pokazaliśmy więcej jakości niż w starciu z Będzinem. Wtedy naprawdę wpadliśmy w czarną dziurę, ale na szczęście tylko na krótki moment. Ten mecz z Jastrzębiem zagraliśmy na świetnym, równym poziomie.

Zajmujecie aktualnie 6. miejsce, prawdopodobnie gdzieś w tych okolicach utrzymalibyście się przy normalnym rytmie meczowym. Przed sezonem brałby pan taki wynik w ciemno?

– Myślę, że przed sezonem brałbym to miejsce w ciemno. Wszyscy fachowcy, którzy wypowiadali się przed rozgrywkami PlusLigi wskazywali, że nasz zespół zajmie miejsca 10-12. Nie spotkałem ani jednego eksperta, który wypowiedział się, że nasza drużyna znajdzie się w fazie play-off. To było takie nasze wewnętrzne ustalenie, że będziemy chcieli powalczyć o najlepszą ósemkę. Jesteśmy cały czas blisko. Głęboko wierzę, że jakoś uda się tego wirusa ogarnąć, jak najszybciej wrócić na parkiet i rozegrać te brakujące kolejki, chociaż nie wygląda to różowo na ten moment. Na pewno cieszy nas to miejsce w tabeli, a jeszcze bardziej nasza postawa przez cały sezon. Ze wszystkich stron słyszeliśmy mnóstwo pozytywnych opinii, że graliśmy świetną, efektowną dla oka siatkówkę. Nasze mecze bardzo dobrze się oglądało. Oprócz tego, że rozegraliśmy rekordową liczbę tych tie-breaków, to w tych pozostałych meczach też prezentowaliśmy się nieźle.

Mam takie wrażenie, że w niektórych momentach brakowało wam takiego dociśnięcia rywala. Straciliście punkt z Visłą Bydgoszcz, przegraliście oba spotkania z Cuprum Lubin, a z kolei potrafiliście zwyciężać lub urywać ,,oczka” drużynom z ,,wielkiej czwórki’’.

– Każdy mecz był inny. pan mówi, że straciliśmy punkt z Bydgoszczą, a ja na ten mecz patrzę zupełnie inaczej. Myślę, że to my wyrwaliśmy im to zwycięstwo, bo wtedy nie zagraliśmy najlepszej siatkówki. Przez dwa i pół seta nic nie zwiastowało, że możemy pokonać rywali. Wielkie słowa uznania dla całego zespołu, że potrafił wyjść z takiej sytuacji. Nie sztuką jest grać świetnie i wygrywać, lecz nie prezentować się zbyt dobrze, a mimo to zwyciężyć. To był jeden z takich przykładów, że zagraliśmy gdzieś poniżej naszych możliwości, a udało się wygrać. W starciach z Lubinem prezentowaliśmy się już dużo lepiej, ale Cuprum pokazał, że potrafi zwyciężać. Żadnego z tych spotkań nie udało nam się rozstrzygnąć na naszą korzyść i to chyba jedyna drużyna, której GKS nigdy nie pokonał w PlusLidze.

Przydarzyło wam się kilka kontuzji, Jakub Jarosz przez kilka tygodni nie mógł grać, Rafał Szymura też miał uraz. Wy sobie jednak z tym radziliście, czego przykładem było spotkanie z Resovią.

– Tutaj też uwidoczniła się siła tego zespołu, że to nie była drużyna zbudowana z pięciu, sześciu, siedmiu siatkarzy, lecz z czternastu zawodników. W różnych momentach kolejni gracze wypadali nam z gry. Nie mógł też grać Miłosz Zniszczoł ze skręceniem nogi, ta sama przypadłość dopadła także Janka Nowakowskiego, który do tego miał kłopoty żołądkowe. Najdłużej poza grą pozostał Kuba Jarosz, bo przez siedem albo osiem kolejek. W spotkaniu z Resovią nałożyła się jeszcze nieobecność Rafała Szymury. Wtedy zmiennicy pokazali, że są pełnowartościowymi członkami zespołu, a utrzymaliśmy jakość naszej gry. Praktycznie każda zmiana zawodnika wynikająca z kontuzji, ale też takie normalne, meczowe, przynosiła rezultaty. Zawsze ci zmiennicy wnosili dużo pozytywnej energii do naszej gry i podnosili też jakość. Cały ten wynik to naprawdę ciężka praca wszystkich zawodników.

Czy bez tych urazów to miejsce mogłoby być lepsze?

– Trudno powiedzieć. Każdy mecz był inny. Mogliśmy wygrać z Warszawą za trzy punkty, a dwukrotnie przegraliśmy 2:3. Mogliśmy zwyciężyć dwa razy za trzy punkty z Jastrzębiem, bo prowadziliśmy w tym pierwszym meczu 2:0, ale ta szuka udała nam się dopiero w tym drugim spotkaniu. Być może gdyby troszkę więcej doświadczenia było po naszej stronie to niektóre spotkania udałoby nam się rozstrzygnąć na swoją korzyść. Uważam, że to fantastyczny sezon w wykonaniu GKS-u. Każdy zawodnik zrobił krok do przodu indywidualnie, a rozwinęliśmy się także jako zespół.

Jak ocenia pan wkomponowanie się Wiktora Musiała do zespołu? To jego pierwszy sezon w PlusLidze, a dostał wiele szans do gry w pierwszym składzie przez kontuzję Jakuba Jarosza.

– Bardzo pozytywnie. Najlepszym tego przykładem był mecz w Rzeszowie, w którym zabrakło naszych dwóch podstawowych zawodników: Jakuba Jarosza i Rafała Szymury. Za to starcie Wiktor został wyróżniony statuetką MVP. To nie tylko ten jeden mecz. W każdym spotkaniu, w którym zastępował Kubę, a także kiedy wchodził z ławki na zmianę, prezentował się naprawdę rewelacyjnie. W meczu z Jastrzębskim Węglem ta podwójna zmiana nam dała bardzo dużo, jego as w końcówce trzeciego seta był bardzo ważny. Bardzo pozytywnie oceniam jego grę i ten jego przeskok z pierwszej ligi, bo nie zawsze jest to łatwe. Wiktor zrobił kawał dobrej roboty w tym sezonie.

Jakie czysto siatkarskie elementy działały u was najlepiej, a jakie są do poprawy? Z czego trener jest najbardziej zadowolony?

– Na pewno najlepiej funkcjonowała u nas pierwsza akcja, atak po dobrym przyjęciu. Byliśmy w czubie ligi praktycznie przez cały czas. Mamy rezerwy jeżeli chodzi o atak na wysokiej piłce, lecz generalnie graliśmy dobrą, równą siatkówkę. Trudno gdzieś mi coś ocenić negatywnie, bo każdy mecz jest inny. Niekiedy współpracą bloku z obroną funkcjonowała fantastycznie, a czasem były jakieś rezerwy. Im mieliśmy więcej czasu na trening, to nasza gra lepiej wyglądała. To akurat domena wszystkich zespołów, ten trening jest po prostu bardzo istotny.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-03-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved