Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Dariusz Daszkiewicz o przyczynach słabości Effectora

Dariusz Daszkiewicz o przyczynach słabości Effectora

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Czasami bywało tak, że na treningu po drugiej stronie siatki stało dwóch, trzech juniorów, jeden kadet i jeszcze zawodnik z II ligi, który miał przerwę w grze i przyjeżdżał nas wspomóc, więc ta druga szóstka zazwyczaj nie była odpowiednia na poziom siatkarskiej ekstraklasy – o treningach Effectora i problemach, z którymi w tym sezonie mierzył się klub po pierwszej batalii play-off z MKS-em Będzin opowiedział szkoleniowiec zespołu z Kielc, Dariusz Daszkiewicz.

Po raz kolejny Effector Kielce jest w trudnej sytuacji, bowiem walczy o uniknięcie ostatniego miejsca w PlusLidze. Pierwszy mecz w tej części sezonu graliście na sosnowieckiej ziemi i było to spotkanie, w którym z powodu kontuzji walczyliście bez Mateusza Bieńka. Wygraliście 3:1. To pokazało potencjał drzemiący w waszym zespole mimo batalii stoczonej bez pierwszoplanowej postaci drużyny?



Dariusz Daszkiewicz: – Sytuacja z treningu bezpośrednio poprzedzającego pierwsze starcie z MKS-em Będzin jest odzwierciedleniem całego naszego sezonu, bowiem Mateusz skręcił nogę dosłownie na ostatniej piłce. W tym roku na palcach jednej ręki mogliśmy policzyć mecze, w których zagraliśmy w pełnym składzie, co, jak wielokrotnie powtarzałem, przede wszystkim odbijało się na jakości treningu. Przez trzy, cztery miesiące praktycznie w ogóle nie byliśmy w stanie normalnie ćwiczyć i dopiero dzięki dwóm zawodnikom kubańskim, którzy do nas przyjechali i  nas wspomogli, mogliśmy przeprowadzić sensowny trening z obiema szóstkami, co od razu zaowocowało naszą lepszą grą w Jastrzębiu-Zdroju i w Sosnowcu, gdzie pokazaliśmy naprawdę niezłą siatkówkę mimo porażki w pierwszej partii. W kolejnych odsłonach zagraliśmy bardzo konsekwentnie, popełniając małą liczbę błędów zarówno w zagrywce, jak i ataku. Mimo tego wszystkiego wiadomo, że Mateusz Bieniek jest w zespole bardzo ważną postacią, ale w naszych szeregach znalazłoby się także kilku innych graczy, których można by określić mianem postaci wiodących. Warto zauważyć, że poza tym istniał u nas problem z absencją trzech podstawowych zawodników, bez których musieliśmy sobie radzić zarówno na treningach, jak i meczach, więc wydaje mi się, że to był główny powód prezentowania się poniżej oczekiwań i nie na miarę tego, co byśmy sami chcieli pokazać.

Z jaką myślą tworzony był pana zespół? Od początku przyjęte zostało założenie, że nie można oczekiwać cudów?

– Na pewno nie zakładaliśmy walki o ostatnie miejsce i myślę, że na początku każdego sezonu wszystkie drużyny, nawet te, które teoretycznie większych szans nie mają, z dużą ochotą wchodzą na boisko i chcą wygrać każde spotkanie – z nami nie było inaczej i zawsze dawaliśmy z siebie maksimum. Udawało nam się urywać punkty z mocniejszymi drużynami, jednak do lepszych wyników zabrakło nam regularności. Co istotne, nasz team stworzony jest głównie z młodych zawodników, a nie doświadczonych. Do grona tych drugich można zaliczyć Sławomira Jungiewicza czy też Adriana Buchowskiego, lecz z powodu urazu z usług tego drugiego nie mieliśmy okazji zbyt często korzystać. Rzecz jasna jak na swój wiek Mateusz jest także graczem z pewnym zapleczem, jednak nawet mimo tego brakowało nam ogrania. W momencie, gdy załapaliśmy właściwy poziom i w grudniu zaczęliśmy wygrywać mecze, to wtedy ponownie dała o sobie znać plaga kontuzji – poślizgnięcie się na piłce, zawodnik trafiony w oko, uraz rozgrywającego, który nie mógł trenować przez miesiąc, a potem po grze w bloku miał niemalże wyrwany palec ze stawu… To na pewno odbiło się na naszej grze, bowiem jakość treningów, delikatnie mówiąc, nie była najwyższa, a młody team potrzebuje ich jak największej liczby. Czasami bywało tak, że po drugiej stronie siatki stało dwóch, trzech juniorów, jeden kadet i jeszcze zawodnik z II ligi, który miał przerwę w grze i przyjeżdżał nas wspomóc, więc ta druga szóstka zazwyczaj nie była odpowiednia na poziom siatkarskiej ekstraklasy.

Ile więc sezonów można grać wyłącznie o małe cele swojej drużyny, które nie mogą się równać przeciętnym ambicjom zespołów ze środka stawki PlusLigi?

– Tak jak powiedziałem na początku, do każdych kolejnych rozgrywek podchodzę z nadzieją, że wszystko zakończy się inaczej i uda nam się zrobić nieco więcej zamieszania w PlusLidze, a potęgują to rzeczy, które działy się cztery lata temu, gdy byliśmy pewnym kandydatem do spadku, lecz mimo tego niewiele brakło, żebyśmy w fazie play-off wyeliminowali Jastrzębski Węgiel. Na pewno siatkówka jest grą, w której duża liczba zmian nikomu nie służy i stabilność składu jest bardzo potrzebna. W takich teamach jak Skra nie ma zbyt wielu roszad, jeśli chodzi o podstawową szóstkę, bowiem wymienia się jedno, dwa ogniwa, co pozwala na dużo lepszą grę. Życzyłbym sobie tego, byśmy mogli zostawiać naszych najlepszych siatkarzy i dopiero do nich dołączać młodych chłopaków, lecz nasza sytuacja jest, jaka jest i potentatem finansowym nie jesteśmy. Nie można się więc dziwić ruchom zawodników – przychodzą do nas, ponieważ wiedzą, że będą mieli szansę na to, by się pokazać, a potem, brutalnie mówiąc, idą zarabiać pieniądze, bowiem jest to ich zawód i właśnie z tego muszą utrzymać siebie i swoje rodziny.

Wspomniał pan o próbach zachowania najlepszych graczy, jednak jeszcze przed końcem tego sezonu podano do wiadomości, że Mateusz Bieniek najprawdopodobniej opuści Effector Kielce, podobnie jak i Sławomir Jungiewicz. Kim będzie więc pańska drużyna bez swoich największych motorów napędowych?

– Jeśli chodzi o wspomniany wywiad ze Sławkiem Jungiewiczem, to wspólnie z tym właśnie zawodnikiem czytałem go ze zdziwieniem, bowiem jest tam moja wypowiedź, a nikt w tej sprawie ze mną nie rozmawiał. Gratuluję kreatywności panu redaktorowi, który to napisał, bowiem można się troszeczkę zastanowić, zanim się coś opublikuje albo przynajmniej zadzwonić i zapytać się o pozwolenie. Wracając do pytania, Sławek otrzymał wiele propozycji i nie można się temu dziwić – ma za sobą doskonały sezon i w statystykach najlepiej punktujących mocno deptał po palcach Bartoszowi Kurkowi, a możliwe, że jeszcze bardziej by go nacisnął, gdyby nie kontuzja, która mu się przydarzyła. Po ciągle jeszcze trwającym sezonie wielu moim zawodnikom kończy się kontrakt, mnie również, więc jedynie w strefie dywagacji mogę powiedzieć, że nie powinno zmienić się to, że będziemy kroczyć tą podobną drogą, co w tym roku – będziemy dawać szanse młodym siatkarzom, bowiem to zdaje egzamin, co widać nie tylko na przykładzie Bieńka, ale także naszej pary rozgrywających.

W rundzie zasadniczej rzutem na taśmę wypracowaliście sobie pięć zwycięstw. Jaki jest sens i cel grania w najwyższej klasie rozgrywkowej i co można w niej zdobyć, kiedy kroczy się w niej drogą złożoną głównie z porażek?

– Przede wszystkim bardzo trudno jest się zmobilizować, idąc na trening, kiedy się wie, że przez problemy kadrowe nie będzie on właściwej jakości. Nie zmienia to jednak faktu, że taka sytuacja bardzo mocno kształtuje charakter zawodników. Wiele osób mówi o tym, że Mateusz Bieniek miał stracony rok, lecz ja nie do końca się z tym zgodzę, ponieważ bytność w naszym klubie umożliwiła mu ewolucję, której efektem jest gra w reprezentacji. Na turniej kwalifikacyjny do igrzysk pojechał po kilku miesiącach pracy w Kielcach i został na nich wybrany jednym z najlepszych zawodników imprezy, a to mówi samo za siebie. Wiadomo, że w innych zespołach mógłby zdobyć doświadczenie z gry w Lidze Mistrzów, lecz u nas nauczył się odpowiedzialności za team, bowiem zdawał sobie sprawę z tego, że jest wiodącą postacią i wiedział, że wszyscy będą na niego patrzeć. W Resovii, ZAKSIE, Skrze taka rola by równie szybko na niego nie spadła, a u nas musiał to robić i wydaje mi się, że wyszło mu to na dobre. Główny problem w tym sezonie to stawianie sobie małych, wspólnych celów – dla nas najważniejszym z nich było wygranie pięciu spotkań. Nie chcieliśmy czekać do końca, kiedy ruszą spotkania zarządu PlusLigi. Cieszymy się, że się udało i teraz naszą ambicją jest zajęcie drugiego miejsca od końca.

Kto sięgnie po złoto w PlusLidze?

  • ZAKSA Kędzierzyn-Koźle (71%, 2 241 głosów)
  • Asseco Resovia Rzeszów (20%, 618 głosów)
  • nie wiem, trafiłem tu, bo szukam butów do gry (9%, 283 głosów)

głosujących: 3 142

Loading ... Loading ...

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved