Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Damian Wojtaszek: Czułem się jak bramkarz podczas rzutów karnych

Damian Wojtaszek: Czułem się jak bramkarz podczas rzutów karnych

– Już w poprzednich dwóch sezonach spędzonych w Warszawie czułem się bardzo dobrze. Wiem też, że dużo dało mi więcej grania w sezonie reprezentacyjnym, na które pozwolił mi w tym roku Vital Heynen. Dzięki temu czuję się pewniej w niektórych elementach, a pięć miesięcy spędzonych z reprezentacją, pozwalają mi teraz lepiej gospodarować siłami – mówi w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Damian Wojtaszek.

Rywale nazywają Vervę Warszawa najlepiej broniącym zespołem w lidze, a pana najlepszym obecnie libero. Zgadza się pan z tym?



Damian Wojtaszek:Uciekam od takich stwierdzeń, bo przed nami długi sezon. Za nami dopiero dziewięć spotkań w PlusLidze, a przed nami Puchar Polski, Liga Mistrzów, którą zaczęliśmy od zwycięstwa z Tours VB. Nie ucieknę od przyklejania mi pewnych „łatek”, ale boisko wszystko zweryfikuje. Na pewno jako drużyna świetnie gramy w obronie, bo na to kładzie nacisk Andrea Anastasi. Kiedy tylko przyszedł zapowiedział nam, że będziemy dobrą defensywnie drużyną, bo mamy ku temu predyspozycje. On tak samo jak Vital Heynen bardzo dużą uwagę przywiązuje do dokładnego przyjęcia zagrywki, ustawiania się w dobrych pozycjach, po takich kierunkach, w których atakuje przeciwnik. Vital ma podobną filozofię gry w obronie. Mamy stać w miejscu i dopiero w ostatnim momencie ruszyć do piłki. Ja sam nie wiem skąd u mnie taka intuicja w defensywie. Przychodzi mi to naturalnie.

Więcej panu dało zdobycie mistrzostwa świata czy właśnie ten ostatni sezon?

– Wszystko po kolei. Mistrzostwo świata dało mi poczucie, że mogę grać na wysokim poziomie, bo po tamtym sezonie kadrowym, udany był też klubowy – awansowaliśmy do turnieju finałowego Pucharu Polski, zdobyliśmy wicemistrzostwo kraju, mimo niefortunnych kontuzji. Poczułem się jeszcze pewniej. Dziś czuję się świetnie wśród chłopaków z Vervy Warszawa, mamy jednego z najlepszych trenerów na świecie. Ja czuję się tu jak u siebie, podobnie jak moja rodzina w Warszawie. Mogę skupić się na grze, choć było blisko, by klub przestał istnieć. Wszystko działo się, gdy ja byłem na Pucharze Świata, więc to co przeżyłem w Japonii, nie było łatwe.

Wisiał pan cały czas na telefonie?

– Najgorsza była ta różnica czasowa. W związku z tym, że to aż siedem godzin, gdy ja szedłem spać, to w Polsce budziło się życie i odwrotnie. Nie zapomnę jak pewnego dnia rozmawiałem z Andrzejem Wroną. „Przed nami najważniejsze 24 godziny” – usłyszałem od niego. W Japonii nawet Michał Kubiak zauważył, że coś jest ze mną nie tak i myślami jestem gdzie indziej. Proszę się postawić w mojej sytuacji czy kogokolwiek z drużyny. Masz podpisany kontrakt, który przedłużyłeś i nagle tydzień przed startem ligi może okazać się, że zostajesz bez pracy, musisz przenieść się z rodziną w inne miejsce.

Pan już szukał nowego zatrudnienia?

– Nie. Powiedziałem Piotrowi Gackowi: „Kiedy powiecie, że nie ma klubu, to odchodzę. Jeśli cały czas tli się nadzieja, to zostaję będę robił wszystko, by pomóc klubowi, znaleźć sponsora, utrzymać drużynę”. Byłem gotów zostać nawet, gdyby to oznaczało problemy finansowe.

Kiedy otrzymał pan pierwszy sygnał o problemach?

– Ja nie przeglądam w internecie siatkarskich newsów, ale podczas zgrupowania chłopaki zaczęli coś przebąkiwać, że czytali o problemach w ONICO Warszawa. Byłem zaskoczony, bo nie dochodziły do mnie wcześniej żadne niepokojące sygnały, aż w końcu zadzwoniłem do kolegów z klubu i do władz. Usłyszałem, że jest problem, ale starają się go rozwiązać. Byłem cały czas na łączach z Piotrem Gackiem, który mówił, że jest kilka opcji – jak nie jeden sponsor, to drugi. Wiem od kolegów z klubu, że z dnia na dzień decydowało się czy następnego dnia mają po co przychodzić na trening. Chwała dla Piotra Gacka, że klub wrócił do normalności i może dalej istnieć, bo Warszawa zasługuje na siatkówkę na najwyższym poziomie, a trzyletnia umowa sponsorska z Orlenem pozwala skupić się nam na walce o medale w PlusLidze i Lidze Mistrzów.

Wspomniał pan, że w dobrej dyspozycji na początku ligi pomógł sezon kadrowy. Co zatem wpłynęło na zmianę pana roli w reprezentacji Polski w ostatnim sezonie?

– To był pomysł Vitala na podstawie analizy różnych danych, statystyk i rozmów ze sztabem szkoleniowym. Pierwszy raz dostałem szansę gry w tak dużym wymiarze. Trener oznajmił nam ten pomysł i gdy była taka potrzeba graliśmy pełne spotkanie lub występowaliśmy z Pawłem Zatorskim we dwóch. Wtedy on przyjmował flota, grał w obronie, a ja wchodziłem do odbioru zagrywek z wyskoku, gdy rywal najbardziej ryzykuje. Wówczas nie mogę pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji, bo każdy puszczony as może decydować o końcowej porażce. Czułem się jak bramkarz podczas rzutów karnych.

Odpowiadało panu takie rozwiązanie?

– Wolę rozegrać cały mecz. Granie na dwóch libero wymaga od nas większej koncentracji. Jednak każdy z nas chciał pomóc drużynie, a rozwiązanie zaproponowane przez trenera dawało efekty. Wygrywaliśmy dużo spotkań. Najważniejsze było, aby drużyna czerpała z tego korzyści, a trener uważał, że jest ich więcej grając na dwóch libero. Nie myślę o tym czy robił to także z myślą o przygotowaniu zaplecza przed igrzyskami, ale na pewno trener będzie miał twardy orzech do zgryzienia, by wybrać dwunastkę do Tokio. Każdy będzie robił wszystko, by znaleźć się w tym gronie.

Nie odnosi pan wrażenia, że takiej konkurencji na pozycji libero nie było od czasów wprowadzenia przepisu o czternastu zawodnikach wybieranych na poszczególne turnieje? Dziś dużo trudniej wskazać który z was – pan czy Paweł Zatorski – miałby nie pojechać na igrzyska.

– U trenera Stephane’a Antigi czy Ferdinando De Giorgiego to Paweł Zatorski był numerem jeden i jego pozycja była niezachwiana. My, jako pozostali libero, by „ugryźć” Pawła, ale to się nie udawało, bo prezentował świetny poziom. Mając pewność od trenera, że będziesz grał, to boiskowa pewność siebie także wzrasta. Ja dążyłem do tego, by pokazać się z jak najlepszej strony i dostać więcej szans. Vital Heynen to pierwszy trener, który umożliwił mi to w kadrze w takim wymiarze.

Rozmawiała Edyta Kowalczyk – cały wywiad w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-12-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved