Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > rozgrywki młodzieżowe > Ćwierćfinały mistrzostw Polski kadetów już za nami

Ćwierćfinały mistrzostw Polski kadetów już za nami

fot. Tomasz Tadrała

Od czwartku do niedzieli w ośmiu miastach rozegrano turnieje ćwierćfinałowe mistrzostw Polski kadetów, dalej zagra tylko 16 zespołów. Nie doszło do niespodzianek, zagrają medaliści z ubiegłego roku: Jastrzębski Węgiel, UMKS MOS Wola Warszawa i AKS V LO Rzeszów. Półfinały odbędą się za niespełna dwa tygodnie (1-3 kwietnia).

W Krakowie przed turniejem typowano trzy zespoły, które mogą powalczyć o awans: gospodarze – Hutnik, Exact Systems Norwid Częstochowa oraz Skra Bełchatów. Już pierwszego dnia doszło do spotkania siatkarzy Norwida i Skry. 3:1 wygrali siatkarze spod Jasnej Góry. – Było to pierwsze spotkanie, obie drużyny nie znały hali, więc szanse były równe. Jak się okazało, był to najtrudniejszy mecz w tym turnieju. Pierwsze dwa sety to bitwa punkt za punkt, ale oba padły naszym łupem, w trzecim wkradło się rozluźnienie i było już tylko 2:1. W czwartej partii rozpędzeni siatkarze z województwa łódzkiego wygrywali już 18:10, ale pokazaliśmy charakter i wygraliśmy tego seta i cały mecz 3:1 – podsumował Maciej Krysiak, przyjmujący Norwida. Kolejne dwa mecze także padły łupem siatkarzy spod Jasnej Góry. – Drugi dzień to mecz z Nowym Sączem, dwa pewnie wygrane sety, następnie partia rozluźnienia i zwycięstwo 3:1. W trzecim meczu zmierzyliśmy się z Polonezem Wyszków był to szybki mecz bez historii i pewne zwycięstwo 3:0 – dodał Krysiak. Siatkarze Skry po czwartkowej porażce kolejne trzy mecze wygrali, w pokonanym polu zostawili między innymi gospodarzy. To właśnie z Hutnikiem częstochowianie zmierzyli się w niedzielę i nie mogli go przegrać w trzech setach, bo wtedy w półfinałach zagraliby krakowianie i bełchatowianie. – Przed ostatnim dniem było trochę nerwów, bo mieliśmy grać z gospodarzami turnieju i przy porażce 0:3 mogliśmy nie awansować do półfinałów. Byliśmy skoncentrowani i pewni swoich umiejętności. Wyszliśmy bardzo nakręceni i nabuzowani, co pomogło nam w bardzo dobrym stylu zwyciężyć 3:0 i awansować z pierwszego miejsca do dalszych rozgrywek. A moja nagroda MVP tego turnieju to tylko miły dodatek, udekorowanie dotychczasowej pracy i mobilizacja, aby dalej polepszać swoje umiejętności – zakończył przyjmujący Norwida.



Na turnieju w Rzeszowie tylko ostatnie spotkanie trwało cztery sety, pozostałe kończyły się w trzech. Prym wiodły zespoły Wifamy Łódź i gospodarzy – AKS. Łodzianie grali bardzo pewnie. – Pierwsze dwa spotkania rozegraliśmy z teoretycznie słabszymi drużynami, każdy z nich wygraliśmy 3:0 bez żadnego problemu. Graliśmy dobrze. Utrzymywaliśmy cały czas swój maksymalny poziom, co zapewniło nam pewne zwycięstwa – przyznał Łukasz Rajchelt, rozgrywający Wifamy. Podobnie grali także rzeszowianie i w tych zespołach upatrywało się faworytów do awansu do półfinałów. – W sobotę zmierzyliśmy się z GUMP-em Ostrowiec Świętokrzyski, nie był to klub z czołówki Polski, ale swoją zaciętością postawił nam dość wysoko poprzeczkę w pierwszym secie, który toczył się punkt za punkt. Na szczęście w końcówce to my pokazaliśmy, kto jest lepszy i wygraliśmy z niewielką przewagą. Drugiego i trzeciego seta zagraliśmy rewelacyjnie i wygraliśmy 3:0 – dodał rozgrywający łodzian. W niedzielę na boisku spotkali się siatkarze Wifamy Szkoły Gortata i AKS-u Resovii Rzeszów, którzy bronią tytułu mistrzowskiego. Górą okazali się przyjezdni. – Przyszło nam się zmierzyć z jedną z najlepszych drużyn w Polsce. Był to zdecydowanie najlepszy mecz tego turnieju. Walka trwała cztery sety, gdzie do ostatniej piłki nie było wiadomo, kto zostanie zwycięzcą. Gospodarze pokazali nam wielką siłę i umiejętności, lecz to my okazaliśmy się lepsi w decydujących momentach spotkania. Był to jeden z cięższych meczów, jaki w życiu zagrałem, co pokazuje, na jakim wysokim poziomie znajduje się młodzieżowa siatkówka w Polsce – zakończył Rajchelt.

Gospodarze turnieju w Warszawie, czyli UMKS MOS Wola, mieli jeden cel – awans do półfinałów. Wygrali dwa spotkania i z SMS-em Ostróda awansowali do dalszej rundy. W drugiej grupie prym wiedli Metro Warszawa i Effector Kielce. – Wiedzieliśmy, że każdy mecz jest ważny, bo decydował o być albo nie być w połówce MP. Wszystko rozstrzygnęło się w meczu z Effectorem. Wyszliśmy na boisko maksymalnie skoncentrowani, spokojni, byliśmy drużyną, która ma wspólny cel. W pierwszym secie wszystko szło zgodnie z planem, zagrywka odrzucająca przeciwnika od siatki, dobre przyjęcie po naszej stronie oraz chłodna głowa dały efekt, straciliśmy tylko 11 punktów. Dwa kolejne sety to była już wyrównana walka, przeciwnik nie odpuszczał, ale cały czas kontrolowaliśmy grę, utrzymując kilkupunktową przewagę. Zwycięstwo 3:0 umocniło nas jako zespół, nasze marzenia zaczynały się spełniać. Wygrana zagwarantowała nam awans do dalszych rozgrywek – podsumował Rafał Prokopczuk, rozgrywający MOS-u Woli Warszawa. Metro także wygrało swoje trzecie spotkanie i niedzielny mecz miał rozstrzygnąć, który z zespołów zajmie pierwsze miejsce w grupie, dodatkowo była to powtórka z finału Mazowsza. – O fatalnych pierwszych dwóch setach powinniśmy szybko zapomnieć. Dobra zagrywka rywali, skuteczny blok, siła ataku rozbiły naszą grę i koncepcję. Straciliśmy na samym początku kilka punktów, których już nie odrobiliśmy. Co gorsza, straciliśmy też koncentrację, do naszej gry wdarła się nerwowość. Przegrywaliśmy 0:2, trener wprowadził kilka zmian i trzecią partię zaczęliśmy z innym nastawieniem, bardziej zmobilizowani i skoncentrowani. Miałem déjà vu, bo już byliśmy w takiej sytuacji na mistrzostwach Mazowsza, gdzie przegrywając 0:2 z Metrem, potrafiliśmy zamienić wynik na 3:2. Tak też było teraz, zaczęliśmy walczyć o każdy punkt, realizując założenia taktyczne sztabu szkoleniowego, wygrywaliśmy kolejne sety i nie odpuszczaliśmy. Najważniejsze, że znów wygraliśmy. Udowodniliśmy sobie, że potrafimy wyjść z każdej opresji, że nasza drużyna ma charakter i potencjał. Ta wygrana scementowała nasz zespół – zakończył Prokopczuk.

Turniej w Białymstoku toczył się pod dyktando zawodników MKS-u MDK Warszawa, którzy wygrali cztery spotkania w trzech setach. Do sobotnich meczów z podgrupy A wyszedł zespół UKS-u Międzyrzecka Trójka Międzyrzec Podlaski. W drugiej grupie awans wywalczyły drużyny Tempa-25 Olsztyn i gospodarzy BAS-u Białystok. Walka o drugie miejsce premiowane grą w półfinałach toczyła się do ostatniego spotkania, ostatecznie w dalszej fazie oprócz stołecznych zagrają zawodnicy z Międzyrzeca Podlaskiego. – Turniej uważamy za bardzo udany. Wyszliśmy z grupy z pierwszego miejsca i to bez straty seta, co podbudowało nasze morale. Muszę przyznać, że grało nam się zdecydowanie łatwiej, niż się tego spodziewaliśmy przed turniejem. Mimo tak dobrego występu zauważyłem, że musimy popracować przez najbliższe dwa tygodnie nad koncentracją, żeby w głupi sposób nie tracić punktów, bo w półfinałach na pewno trafimy na mocniejszych przeciwników i każdy punkt może okazać się ważny – podsumował Krzysztof Kaliszuk, atakujący MDK-u Warszawa.

Do Gdańska nie przyjechali zawodnicy Astry Nowa Sól, więc było wiadomo, że do kolejnej rundy awansują gospodarze i Żak-Espadon Pyrzyce. W spotkaniu między tymi zespołami górą byli siatkarze Trefla, którzy grali z wysoką skutecznością w ataku. W drugiej grupie toczyła się walka o awans do dalszej rundy. Jurand Malbork wygrał z Kosetem Grudziądz i to on razem z AZS-em UWM Olsztyn  (dwa zwycięstwa). Siatkarze Trefla odnieśli pewną wygraną z Jurandem. – Spotkanie z Jurandem okazało się dla nas najprostsze. Zespół z Malborka jest nam dobrze znany i wiedzieliśmy o jego słabych punktach, co skutecznie wykorzystywaliśmy, stąd wygrana 3:0 – powiedział Adrian Majkowski, środkowy Lotosu Trefla. Zarówno gdańszczanie, jak i olsztynianie po sobocie byli już pewni awansu do dalszych rozgrywek, walka toczyła się o pierwsze miejsce. – Mecz z AZS-em był zdecydowanie najtrudniejszy. Rywal od początku narzucił swoje tempo. Szczególnie dużo krwi napsuł nam atakujący olsztynian, który wyróżniał się dużą ilością dostawanych piłek i wysoką skutecznością. Przegraliśmy pierwszego seta w tym turnieju, ale do drugiej partii wyszliśmy z innym nastawieniem i pokazaliśmy rywalowi, że jesteśmy mocną drużyną. Trzeci i czwarty set były bardzo trudne, grane punkt za punkt, ale udało nam się wygrać i udowodniliśmy, kto jest lepszy. Reasumując, turniej był udany dla naszej drużyny i mamy nadzieję, że losowanie przebiegnie szczęśliwie i będziemy gospodarzami również w półfinale, bo w naszej hali czujemy się bardzo mocni – dodał Majkowski.

Na turnieju w Świnoujściu w pierwszej podgrupie były trzysetowe pojedynki, dwa z nich wygrali siatkarze Chemika Bydgoszcz, a jeden Stoczniowiec Gdańsk i to oni grali dalej. Gospodarze – MMKS Maraton-LNG – rozpoczęli turniej z wysokiego pułapu. W drugim spotkaniu duże wymagania postawili siatkarze Kangurów Nowy Tomyśl, którzy polegli dopiero w tie-breaku. Jednak należy pochwalić młodych zawodników z województwa wielkopolskiego, bo do południa wygrali z Gimnazjum nr 3 Gorzów Wielkopolski i grali dalej. Po sobocie pewny awans do półfinałów mieli siatkarze Chemika i Maratonu, a w bezpośrednim starciu lepsi okazali się gospodarze. – We własnej hali czuliśmy się pewni siebie. Nasi kibice nie zawiedli, na każdym meczu były pełne trybuny, cała hala trzęsła się od krzyków i bębnów, co bardzo nam pomagało w trudnych momentach. Najtrudniej grało nam się przeciwko Chemikowi. Podeszliśmy do tego meczu mocno skoncentrowani, ponieważ wiedzieliśmy, że to będzie najtrudniejszy ze wszystkich meczów rozegranych dotychczas. Udało się wygrać 3:1 i jesteśmy bardzo zadowoleni, że wychodzimy do półfinałów z pierwszego miejsca. Kluczem do zwycięstwa były zdecydowanie bardzo dobre przyjęcie i trudna, odrzucająca przeciwnika od siatki zagrywka. Mamy dwa tygodnie, by poprawić nasze mankamenty przed kolejnym turniejem – przyznał Miłosz Kruk, przyjmujący MMKS-u Maratonu Świnoujście.

Na wrocławskim turnieju dobrze rozpoczęli gospodarze. Gwardziści pokonali MMKS Kędzierzyn-Koźle 3:1. Jednak w piątek do walki wkroczył zespół Jastrzębskiego Węgla, który wygrał dwa spotkania. – Najtrudniejsze na tym turnieju było to, że graliśmy dwa mecze jednego dnia i to w bardzo nietypowej hali, jaką jest ta przy ulicy Krupniczej. Najważniejsze jest jednak to, że osiągnęliśmy cel, czyli awans do półfinałów MP. Najwięcej kłopotów sprawił nam pierwszy mecz z kędzierzynianami, bo jeszcze nie zaaklimatyzowaliśmy się w hali, a rywale grali o pozostanie w turnieju. Natomiast popołudniu bardzo dobrze zagraliśmy z gospodarzami, wygraliśmy dość gładko, a spodziewaliśmy się większego oporu ze strony rywali – przyznał Marcin Kukulski, przyjmujący Jastrzębskiego Węgla. Z drugiej podgrupy do dalszej rywalizacji wyszły zespoły Tęczy Krosno Odrzańskie-Gubin oraz Piasta Krotoszyn. Także w tej grupie w sobotę znani byli uczestnicy półfinałów. Siatkarze z Krosna Odrzańskiego pokonali gospodarzy i to oni wraz z jastrzębianami awansowali dalej. Ostatniego dnia niespodzianki nie było, zawodnicy z Akademii Talentów wygrali 3:1. – Ciężkie spotkanie graliśmy z Tęczą, był to mecz o pierwsze miejsce w grupie i teoretycznie wygrany tego meczu powinien mieć łatwiej w półfinale i cieszę się, że to nam udało się go wygrać. Mimo wszystko myślę, że musimy popracować nad koncentracją, żeby nie tracić seriami punktów i podchodzić do każdego meczu na 100% nawet z niby słabszymi rywalami – zakończył Kukulski.

Gospodarze turnieju w Nysie w pierwszym spotkaniu zmierzyli się z Volleyem Rybnik, z którym wygrali 3:1. W pokonanym polu pozostawili także Lechię Tomaszów Mazowiecki, ale razem awansowali do finałów. – Przed turniejem u siebie zakładaliśmy, że awansujemy do półfinałów. Najbardziej obawialiśmy się meczu z Rybnikiem, ale jak się później okazało, spotkanie nie było trudne. Więcej namęczyliśmy się w piątek z zespołem Lechii, ale i tym razem wygraliśmy – przyznał Konrad Krakowiak, atakujący AZS-u PWSZ Nysa. Do tej dwójki dołączyli Amber Kalisz i KS Milicz. Najwięcej emocji dostarczyło spotkanie kaliszan z Lechią, w którym rozegrano tie-break, a w nim lepsi okazali się zawodnicy z Tomaszowa Mazowieckiego i to oni razem z nysanami zagrają za dwa tygodnie w półfinałach. – Dobrze przyjmowaliśmy zagrywki, dzięki czemu nasz rozgrywający miał pole do popisu i wystawiał sporo piłek na środek. Jesteśmy optymistycznie nastawieni na następny etap rozgrywek, dzięki zwycięstwu możemy być gospodarzem półfinałowego turnieju, w którym łatwo się nie poddamy. Na pochwałę i uznanie zasługuje nasz kapitan Krzysztof Wodała, który pociągnął naszą drużynę do zwycięstwa, był bardzo skutecznym zawodnikiem, a dobre przyjęcie trzymał Michał Hoszman – zakończył Krakowiak.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved