Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Cédric Énard: Nie zmusimy nikogo do gry w naszym klubie

Cédric Énard: Nie zmusimy nikogo do gry w naszym klubie

fot. le7.info

– Miałem okazję szkolić takich zawodników jak: Antoine Brizard, Trevor Clevenot, Thibault Rossard, Nicolas Rossard, Barthelemy Chinenyeze, Yacine Louati. Trenowałem ich, kiedy mieli mniej więcej 18-22 lata. To był świetny moment w mojej karierze, ponieważ widziałem, jak moi zawodnicy się rozwijają. Później trafili oni do wielkich klubów w Europie i byłem z nich dumny – powiedział trener Berlin Recycling Volleys, Cédric Énard. Francuski szkoleniowiec opowiedział o rozwoju ligi niemieckiej, pracy i budowie składu w zespole ze stolicy Niemiec, a także o swojej karierze trenerskiej. Énard wyznał także, dlaczego pozbawił się szansy pojechania na igrzyska do Tokio, które w tym roku odbędą się po piłkarskim Euro 2020.

Wygląda na to, że nie macie sobie równych w tym sezonie w lidze niemieckiej. Wygraliście wszystkie swoje mecze i jesteście bezapelacyjnymi liderami tabeli.



Cédric Énard:- Myślę, że to to jednak zbyt dużo powiedziane. Mieliśmy bardzo ciężkie spotkania przeciwko drużynom z Innsbrucku, Lunenburg i Friedrichshafen. Włożyliśmy wiele wysiłku w te mecze. Nie jest tak prosto, jak niektórzy sądzą. Mój zespół radzi sobie świetnie, pracujemy dobrze, a co najważniejsze mamy ,,team spirit”. Jak na razie w tym sezonie nie przegraliśmy, ale jeszcze nie mamy w rękach żadnego trofeum.

W pana zespole jest tylko trzech Niemców. Jakie są tego przyczyny?

– Kiedy budujemy zespół i rozważamy poszczególne pozycje, to patrzymy, jakich rodzimych graczy możemy wybrać, a także jaki prezentują poziom. Najlepsi Niemcy grają w ligach zagranicznych: Kampa, Grozer, Fromm, Bohme, Karlitzek, Sossenheimer są zawodnikami klubów spoza kraju. Później myślimy o młodych utalentowanych siatkarzach, ale też mamy swoje ambicje i chcemy walczyć w Lidze Mistrzów. Po zakończeniu poprzedniego sezonu złożyliśmy ofertę Linusowi Weberowi, ale panuje takie przekonanie, że dla niemieckich graczy lepiej jest wyjechać np. do ligi polskiej czy też włoskiej. Ja jednak sądzę, że gracze powinni wykonać jeszcze jeden krok przed opuszczeniem swoich rodzimych rozgrywek. Chcieliśmy, żeby przyszedł do nas i grał w Berlinie, ale to nie było możliwe. Staramy się myśleć najpierw o Niemcach, ale jeśli nie ma takiej możliwości, to  nie zmusimy nikogo do gry w naszym klubie.

W pana zespole nie brakuje znanych nazwisk. Na pozycji rozgrywająca w Berlin Recycling Volleys grają Siergiej Grankin i Pierre Pujol. Widać, że postawił trener na doświadczenie.

– Siergiej dołączył do nas w połowie ubiegłego sezonu. Jan Zimmermann (w poprzednim sezonie reprezentował barwy Berlin Recycling Volleys przyp. red.) to bardzo dobry rozgrywający. Być może brakowało mu doświadczenia, żeby grać tutaj po przekątnej z Benjaminem Patchem. W zeszłym sezonie na pozycji rozgrywającego i atakującego mieliśmy dwóch młodych siatkarzy, może nawet zbyt młodych, żeby wytrzymali presję, która ciąży na tym klubie. Musimy wygrywać wszystko w Niemczech i dobrze prezentować się w Lidze Mistrzów. Kiedy przyszedł do nas Grankin to zmieniło się oblicze zespołu. Dla nas to było ważne, żeby zatrzymać tak doświadczonego zawodnika. Myślę, że to dla nas najlepsze rozwiązanie.

W tym sezonie nie mieliście jednak szczęścia w losowaniu w Lidze Mistrzów. W grupie gracie z Kuzbassem Kemerowo i Fakiełem Nowy Urengoj. Wciąż macie szanse na awans, ale są one tylko matematyczne.

– Wciąż mamy matematyczne szanse. Jak miałbym obstawiać to wynoszą one około 5%. Będzie bardzo ciężko, ale zagramy na 100% swoich możliwości. Wiemy, że jest trudno w Lidze Mistrzów dla klubów takich jak nasz. Mamy znacznie mniejszy budżet niż Perugia, Lube czy Zenit, te wielkie firmy europejskie. Jednak jeżeli ma się trochę więcej szczęścia w losowaniu, to można zrobić trochę więcej. Takie jednak jest życie i losowania nie przeskoczymy.

Niedawno zdecydował się trener przedłużyć kontrakt z klubem do 2022 roku. Jakie są powody tej decyzji?

– Zdecydowałem się na to, ponieważ mam odczucie, że budujemy coś większego. Mam świetne relacje z drużyną. Głównym powodem są jednak coraz większe ambicje klubu. Prezes, ale także wszyscy inni w zarządzie, mają wysokie cele i chcą nie tylko, żeby zespół dobrze prezentował się  w rozgrywkach krajowych, ale także w europejskich pucharach. Kaweh Niroomand (prezes klubu – przyp. red.) mocno na to naciska, a mnie się to bardzo podoba. Czuję się dobrze w Berlinie, w tym klubie naprawdę mamy świetną infrastrukturę, jedną z najlepszych w Europie. Ciekawie się tu pracuje. Jestem bardzo ambitny, prezes także ma wysokie cele i chcemy wycisnąć z zespołu jak najwięcej. Zgodziliśmy się spędzić i przepracować razem kolejne dwa lata.

Wydaje się, że w Berlinie panuje dobra atmosfera do rozwoju siatkówki. Mam na myśli nie tylko licznych fanów, ale także miasto i CEV. Wiele wydarzeń, ostatnie dwie edycje kwalifikacji do igrzysk olimpijskich siatkarzy, finały Ligi Mistrzów w 2015, 2019 i 2020 roku odbędą lub odbyły się właśnie w stolicy Niemiec.

– Mamy wielu kibiców w Berlinie. Max-Schmeling-Halle to wspaniały obiekt do gry. Ludzie z zarządu także pracują ciężko, żeby przyciągnąć widzów na trybuny. Atmosfera w hali jest rewelacyjna. Dobre rezultaty też przyczyniają się do popularności klubu, to naturalna kolej rzeczy. Wydaje mi się, że w zeszłym roku mieliśmy największą średnią frekwencję na kontynencie, wynosiła około 5300 kibiców. To kapitalny wynik. Także wiele międzynarodowych imprez organizuje się w Berlinie m.in. kwalifikacje olimpijskie. Działania klubu są bardzo dynamiczne jeśli chodzi o promocję siatkówki, duża w tym zasługa prezesa.

Mam jednak wrażenie, że generalnie w Niemczech ciężko wzbudzić większe zainteresowanie siatkówką poza takimi ośrodkami jak Berlin lub Friedrichshafen. Jak to wygląda w pozostałych klubach w lidze?

– Mam wrażenie, że ta sytuacja teraz się dynamicznie zmienia. Kiedy byłem trenerem we Francji i oglądałem mecze z ligi niemieckiej, to było widać dużą różnicę między dwoma czołowymi klubami, a resztą stawki. Teraz takie zespoły jak Frankfurt, Innsbruck, Lunenburg, Herrsching radzą sobie dobrze. Według mnie liga niemiecka jest obecnie na takim samym poziomie co liga francuska. Nawet te słabsze drużyny się poprawiają. Większość zespołów jest już profesjonalna. Wiele klubów rozwija swoje struktury. Rozgrywki w tym kraju potrzebują tego, żeby nie tylko dwie ekipy prezentowały wysoki poziom, ale tego, żeby cała liga była lepsza. Uważam, że Niemcy są na dobrej drodze. Potrzeba jednak także takich silnych klubów jak Berlin Recycling Volleys lub VfB Friedrichshafen, żeby wyznaczały kierunki. Również drużyna z Frankfurtu jest dobra, także austriacki Innsbruck podnosi poziom ligi. Mają umowę z Unterhaching i w ten sposób mogą brać udział w lepszych rozgrywkach.

Rozwijał pan swoją karierę jako szkoleniowiec w Spacer’s de Toulouse Spędził pan w tym klubie łącznie 13 lat. Co trenerowi dał tak długi okres spędzony w jednym zespole?

–  W klubie z Tuluzy grałem jeszcze jako zawodnik. Zacząłem szkolić dzieci w 2004 roku, ale już przed końcem mojej kariery wiedziałem, co chcę robić. Pragnąłem zostać trenerem i wyrobiłem sobie licencję jeszcze przed zakończeniem gry w siatkówkę. Dostałem tę szansę, a ponadto od 2005 roku klub chciał rozwijać pion siatkówki młodzieżowej, a zwłaszcza juniorski, dla siatkarzy w wieku 18-23 lata. Miałem szkolić młodych zawodników i pełnić rolę asystenta w seniorskiej drużynie. Ponadto każdego lata pracowałem dla francuskiej federacji z dziećmi, juniorami, a kilka lat temu zostałem asystentem w reprezentacji. Przez 16 lat trenowałem z różnymi kadrami, każdego lata poświęcałem czas, żeby rozwijać się jako trener, ponieważ to było moim celem. Robiłem wszystko, żeby stać się profesjonalnym szkoleniowcem. W 2011 roku zostałem pierwszym trenerem klubu z Tuluzy. Pracowałem tam przez sześć sezonów. Oczywiście, nie jest to klub z wysokim budżetem, ale z ciekawą filozofią, która polegała na pracy z młodzieżą i do pomocy mieliśmy kilku doświadczonych zawodników, którzy starali się wesprzeć ich w rozwoju. Miałem okazję szkolić takich zawodników jak: Antoine Brizard, Trevor Clevenot, Thibault Rossard, Nicolas Rossard, Barthelemy Chinenyeze, Yacine Louati. Trenowałem ich, kiedy mieli mniej więcej 18-22 lata. To był świetny moment w mojej karierze, ponieważ widziałem, jak moi zawodnicy się rozwijają. Później trafili oni do wielkich klubów w Europie i byłem z nich dumny. Dla trenera to coś wyjątkowego.

Dlaczego zdecydował się pan rozwiązać kontrakt z klubem?

– Po tych sześciu latach poczułem, że przestałem się dogadywać z zarządem tego klubu. Wiesz, jak wygląda praca z młodymi zawodnikami? Jeśli oni się rozwijają, to można ich zatrzymać na maksymalnie 2-3 lata, a jeśli chce się ich zatrzymać na dłużej, to sam klub musi podnosić swój poziom razem z tymi juniorami. Oni po prostu czekali i jeśli poprzedni gracze odeszli to brali nowych. Po sześciu latach byłem już tym zmęczony i miałem wyższe cele. Z tego powodu zdecydowałem się nie przedłużać kontraktu. Dostałem jednak szansę rozwoju w Tours VB, największej drużynie we Francji. Chciałem zmienić swoje cele jako trener i się rozwijać. Praca z młodzieżą i jej rozwój jest ważny, ale chciałem wiedzieć więcej o trenowaniu w wielkich klubach.

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że rozstanie się z Tuluzą było dobrym krokiem. Pana trenerska kariera potoczyła się bardzo szybko.

– Teraz można tak powiedzieć. (śmiech) Kiedy zdecydowałem się nie przedłużać kontraktu z Tuluzą, to nie miałem nic. Czasem odmawia się poprzedniemu klubowi, ponieważ ma się na stole lepszą ofertę, ale u mnie czegoś takiego nie było. W tamtym sezonie szkoleniowcem Tours VB miał być Giampaolo Medei. Dwa, trzy tygodnie później Lube zdecydowało się wykupić tego trenera, żeby pracował u nich. Klub z Francji nie robił problemów, bo Włosi zapłacili kwotę odstępnego. Później włodarze Tours zadzwonili do mnie i dogadaliśmy się w 15 minut, ponieważ dla mnie to najlepsza opcja. Nie mam wątpliwości, że to posunięcie było właściwe. Wszystko wyszło na dobre i podoba mi się droga, którą obrałem. Z Tours zdobyłem mistrzostwo Francji, a rok później wygrałem ligę niemiecką. Jeśli zdecydowałbym się pozostać w Tuluzie, to nie mógłbym zdobywać doświadczenia w wielkich klubach.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-02-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved