Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Cecylia Pietruszka: Wygranie play-out jest naszym celem

Cecylia Pietruszka: Wygranie play-out jest naszym celem

fot. wtswloclawek.pl

Siatkarki WTS-u Włocławek w ostatniej chwili dowiedziały się, że pomimo zajęcia dopiero czwartej lokaty w turnieju finałowym II ligi wystąpią jednak na zapleczu ekstraklasy. W trakcie sezonu poczyniono kilka wzmocnień, ale drużyna beniaminka I ligi z zaledwie jednym zwycięstwem i 5 punktami na koncie powoli przygotowuje się już do walki o utrzymanie. – Zaczynamy się porównywać, patrzymy, kto gdzie grał, co osiągnął i wtedy troszkę głowa zaczyna nam „siadać”. Uważam, że mamy znacznie większe umiejętności niż pokazujemy to w trakcie meczów, bo trochę z nich odbiera nam właśnie ta sfera mentalna – mówi Cecylia Pietruszka, przyjmująca włocławskiego klubu.

Wasza gra w play-out już jest przesądzona, ale poza poziomem sportowym wydaje się, że musicie szukać pozytywów, by nie przegrać meczów play-out „w szatni”. Jednym z przebłysków nadziei może być to jedno zwycięstwo z toruniankami, które świadczy o tym, że nie jesteście tak zupełnie bezradne i potraficie zagrać mecz na dobrym, I-ligowym poziomie. W tym upatrywałabyś waszych szans?



Cecylia Pietruszka: Jasne, mamy przecież te 5 punktów zgromadzone po tej jednej wygranej i kilku tie-breakach. Teraz rzeczywiście nie myślimy o tabeli, nawet zwycięstwo nie przyniosłoby nam zmiany sytuacji, nie ma już możliwości ucieczki z ostatniej pozycji. Potrzebujemy jednak jak tlenu wygranego meczu czy chociaż pojedynczych setów. Mam nadzieję, że te trzy kolejki pozwolą nam wyczyścić głowy i odzyskać pozytywne nastawienie, by w play-out pokazać to, co potrafimy grać.

Z krośniankami i zespołem BlueSoft Mazovii rozegrałyście 5-setowe spotkania. Formuła walki o utrzymanie pomiędzy zespołami z miejsc 11-14 i 12-13 jest dla was więc w pewnym sensie korzystna…

– To prawda, te drużyny, na które prawdopodobnie trafimy w play-out, to zespoły, z którymi w fazie zasadniczej walczyłyśmy jak równy z równym, podjęłyśmy rękawicę. Nawet na wyjazdach w Toruniu czy w Warszawie potrafiłyśmy urywać sety, właściwie tylko w starciach z mielczankami ta sztuka nam się nie udała. Prawda jest taka, że wszystko to, co było dotychczas, przepada. To już jest nieważne, liczą się tylko trzy ostatnie mecze. Mam nadzieję, że w końcu będą to spotkania, w których wszystko ułoży się po naszej myśli.

W meczu ostatniej kolejki z Wisłą Warszawa byłyście skazywane na porażkę, bo rywalki walczą o zupełnie inne cele. Mimo wszystko zgodzisz się chyba z tym, że przytrafiały się wam błędy, np. komunikacji, które nie powinny się pojawiać. Co jest ich przyczyną, bo trudno sądzić, że leży ona w samych umiejętnościach?

– Faktycznie były piłki, które powinnyśmy dogrywać lepiej, też przyjmować. W ataku i rozegraniu też było dużo niedokładności. Popełniłyśmy masę własnych błędów. Nie chcę mówić, że gdybyśmy je ograniczyły, to mogłybyśmy liczyć tutaj na zdobycz punktową, być może byłby to zbyt duży optymizm. Z drugiej strony wynik dwóch setów na pewno wyglądałby lepiej. Z czego to wynikało? Być może z jakiegoś rozkojarzenia czy bojaźni. Musimy odzyskać wiarę w swoje umiejętności i myślę, że stąd taki obraz naszej gry.

Wydawało się, że drużyna może nabrać więcej wiary i jakości po transferach przeprowadzonych już w trakcie sezonu. Po części chyba tak się stało, bo Anastazja Baidiuk stała się pewnego rodzaju liderką, której tej ekipie brakowało. Jest to fundament, na którym możecie opierać swoją grę?

– Faktycznie mamy problem z kończeniem piłek i myślę, że to jest nasza największa bolączka. Przez to nasze statystyki i procenty w ataku wyglądają bardzo słabo. Na tle innych drużyn wypada to blado. Kilka dziewczyn do nas dołączyło, ale też kilka odeszło, więc myślę, że ten skład i tak jest dość okrojony. Trudno jest szczególnie na treningach, bo nie możemy skompletować „6” po drugiej stronie siatki. Co do Anastazji to rzeczywiście jak na razie ciągnie naszą grę i mam nadzieję, że w play-out będzie miała jeszcze więcej wsparcia ze strony pozostałych zawodniczek.

Jak do tej pory wybierasz chyba najbardziej optymalną z możliwych ścieżek rozwoju, bo po występach w Młodej Lidze w Ostrowcu Św. trafiłaś do Włocławka, gdzie z II ligi wraz z drużyną awansowałaś na zaplecze ekstraklasy. Wszystko potoczyło się tak, jak sobie to zaplanowałaś?

– Powiem szczerze, że nie, bo jestem trochę zaskoczona tempem i obrotami tych zmian. (uśmiech) Nie spodziewałam się, że już w swoim drugim sezonie gry jako seniorka dostanę szansę na grę w I lidze. Skłamałabym mówiąc, że nie jest mi miło, bo jest to dla mnie jakieś wyróżnienie. Ogrywam się, skupiam się oczywiście na tym, by drużynie wiodło się jak najlepiej, ale też staram się cały czas indywidualnie czynić postępy. Muszę przyznać, że też muszę się przełamywać, bo czasami sama gram bojaźliwie i z brakiem wiary w siebie, bo jednak widzę, że brakuje mi dużo umiejętności, wzrostu czy warunków. Jestem jednak dobrej myśli i wierzę, że jeszcze kilka takich sezonów i to się zmieni.

W I lidze często musicie mierzyć się z zespołami, które mają w swoim składzie zawodniczki o bardzo bogatym siatkarskim CV, często nawet próżno szukać siatkarek o takim dorobku w ekstraklasie. Jest to dla was, młodych dziewczyn, które dopiero chcą im dorównać, coś, co was usztywnia?

– Jasne, że tak. Zaczynamy się porównywać, patrzymy, kto gdzie grał, co osiągnął i wtedy troszkę głowa zaczyna nam „siadać”. Uważam, że mamy znacznie większe umiejętności niż pokazujemy to w trakcie meczów, bo trochę z nich odbiera nam właśnie ta sfera mentalna.

Być może wyjdę tutaj trochę na adwokata diabła, ale przed tym sezonem WTS Włocławek niemal do ostatniej chwili przygotowałyście się do gry w II lidze. Chyba nikt do końca nie spodziewał się, że dostaniecie szansę gry na zapleczu ekstraklasy, była to bardziej nagroda za awans do turnieju finałowego i dobrą grę w zeszłym sezonie…

– Była to dla nas niespodzianka i tym bardziej smutno mi, że teraz właściwie ze wszystkich stron słyszymy takie pytanie „czy lepiej byłoby, gdyby ten zespół grał nadal w II lidze, czy dobrze się stało, że gramy na zapleczu ekstraklasy?”. Dla mnie takie gdybanie nie ma sensu. Jesteśmy w I lidze i trzeba spełnić oczekiwania, które się z tym wiążą. Nawet jeżeli tym celem jest wygranie play-out, to naszym celem jest pozostać w tej lidze i pokazać, że zasługujemy na to i należy nam się miejsce na tym poziomie rozgrywkowym.

Jak wiele osób interesuje się siatkówką we Włocławku, czy udało wam się skraść choć kawałek tego koszykarskiego kibicowskiego tortu?

– Na pewno dużo nam jeszcze brakuje, by przyciągnąć do hali tyle ludzi, ile pojawia się na meczach Anwilu. (uśmiech) Mimo wszystko jestem dość pozytywnie zaskoczona naszymi kibicami, chociaż wydaje mi się, że w tamtym roku frekwencja była trochę większa. Jednak ja się nie dziwię, bo gdy drużyna nie może się przełamać i za każdym razem przegrywa, to to zainteresowanie maleje. Dla mnie bardzo miłym jest fakt, że są ludzie, którzy pomimo tego, że czasami nie gramy zachwycającej siatkówki, pojawiają się na naszych meczach, tworząc grupę stałych kibiców.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-02-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved