Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Casus Stysiak może okazać się bardzo niebezpieczny

Casus Stysiak może okazać się bardzo niebezpieczny

fot. chemik-police.com

Wyjazd młodej atakującej reprezentacji Polski juniorek z Polic i wojna na oświadczenia z Chemikiem zaskoczyła niemal wszystkich obserwatorów siatkówki w Polsce. Sprawa zapewne będzie miała swój finał w sądzie, ale niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw zarówno dla zawodniczki, jak i rynku transferowego i systemu ekwiwalentów za wyszkolenie, który obowiązuje w naszym kraju.

Przypomnijmy chronologię zdarzeń. 21 grudnia po powrocie z meczu Ligi Mistrzyń w Stambule młoda atakująca Chemika Police opuściła klub i stwierdziła, że nie będzie w nim już grała. O sprawie poinformował w specjalnym oświadczeniu klub z Polic, zaznaczając, że jego zdaniem zawodniczka ma ważny kontrakt do końca sezonu 2019/2020 i jej działanie jest wbrew obowiązującej umowie.



Chemik twierdzi, że siatkarka podpisała umowę w wieku 16 lat jako osoba niepełnoletnia i zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem podpis pod umową złożyli również jej rodzice (wymagana jest zgoda przynajmniej jednego opiekuna prawnego). Zdaniem klubu taka umowa jest ważna bez względu na osiągnięcie przez zawodniczkę pełnoletności w trakcie jej trwania i Magdalena Stysiak ma obowiązek umowę wypełnić. W przeciwnym razie klub będzie domagać się od niej na drodze sądowej zadośćuczynienia, które może być wcale niemałe.

Co innego twierdzą agent siatkarki i sama zawodniczka. W wydanych oświadczeniach nie zaprzeczyli istnieniu umowy oraz złożonych pod nią podpisów, ale ich zdaniem umowa przestała obowiązywać 3 grudnia 2018 roku, czyli w momencie osiągnięcia przez Magdalenę Stysiak pełnoletności. Ponieważ agent i zawodniczka nie doszli do porozumienia w sprawie nowej umowy, opiewającej na wyższą kwotę, ich zdaniem ta podpisana dwa lata temu przestała obowiązywać i siatkarka mogła opuścić klub i podjąć treningi z innym zespołem.

O tym, czy umowa podpisana dwa lata temu jest nadal ważna, czy też wygasła z momentem uzyskania pełnoletności przez zawodniczkę, muszą teraz rozstrzygnąć prawnicy. Przede wszystkim ci z Polskiej Ligi Siatkówki i PZPS-u, bowiem zawodniczka będzie chciała zmienić barwy klubowe, nie jest tajemnicą, że przebywa w Łodzi i sezon będzie chciała dokończyć w zespole Budowlanych Łódź. Aby taki transfer mógł zostać zatwierdzony, Magdalena Stysiak musi rozwiązać swą umowę z Chemikiem Police lub też PLS SA i PZPS powinny się zgodzić z argumentacją agenta, że umowa ta straciła swą ważność.

Przeanalizujmy, co może się wydarzyć w jednym, jak i w drugim przypadku. Jeśli PLS SA i PZPS stwierdzą, że umowa nadal obowiązuje, zawodniczka będzie musiała wrócić do Polic – trudno jednak oczekiwać, że po tych wszystkich wydarzeniach nadal będzie tam grała. Chemik Police prawdopodobnie natychmiast poda zawodniczkę do sądu o wypłatę ogromnego odszkodowania. Sprawa na pewno będzie się ciągnęła, w przypadku braku ugody pomiędzy stronami Magdalena Stysiak nie będzie mogła nigdzie grać i czeka ją przynajmniej pół roku przerwy, jeśli nie dłużej. Oczywiście będzie to ze stratą dla samej zawodniczki, jak i reprezentacji Polski juniorek, ale wówczas trudno Chemikowi odmówić dochodzenia swoich praw. Oczywiście możliwa jest ugoda i wypłacenia odszkodowania (przez nowy klub zawodniczki, przez nią samą, agenta lub jakiegoś sponsora) i wówczas siatkarka może za porozumieniem stron rozwiązać swój kontrakt z Chemikiem i podjąć pracę gdzieś indziej.

Co ciekawe, sama zawodniczka w swoim oświadczeniu stwierdziła, że umowa przestała obowiązywać 3 grudnia, a ona sama zagrała w kolejnych meczach bez ważnej umowy. Chemik w tym czasie rozegrał trzy ligowe spotkania z Budowlanymi Łódź, KSZO Ostrowiec Św. oraz Volleyem Wrocław, a także mecz Ligi Mistrzyń z Fenerbahce Stambuł. Zgodnie z Regulaminem Profesjonalnego Współzawodnictwa PLS SA warunkiem uzyskania licencji i gry w danym klubie jest… ważna umowa. Jej kopia jest składana przed sezonem w siedzibie PLS SA, a liga sprawdza w niej zapisy na podleganie sądowi polubownemu przy PLS oraz długość trwania kontraktu. W przypadku umów krótszych stosowna adnotacja zamieszczana jest w formularzu, który klub przedstawia komisarzowi przed każdym meczem. W trzech grudniowych spotkaniach LSK, o których mowa powyżej, Magdalena Stysiak została dopuszczona do gry bez problemu, należy więc sądzić, że takiego zapisu nie było. De facto Polska Ligi Siatkówki sprawdzając umowę Magdaleny Stysiak, przyznała więc, że jest ona ważna po 3 grudnia 2018 roku wbrew temu, co twierdzi agent i sama zawodniczka. A to implikuje konkluzję, że zdaniem PLS Magdalena Stysiak jest wciąż zawodniczką Chemika Police i wiąże ją z klubem ważna umowa.

Załóżmy jednak, że siatkarka zagrała trzy grudniowe mecze na mocy specjalnej nowej umowy dostarczonej do organizatora rozgrywek lub PLS popełnił błąd, który zostanie wskazany przez Sąd Polubowny przy PLS. Ten może orzec, że mimo umowy podpisanej przez zawodniczkę i jej rodziców wraz z osiągnięciem pełnoletności konieczne jest podpisanie nowego dokumentu. Co wówczas może się wydarzyć?

Przede wszystkim Magdalena Stysiak bez przeszkód będzie mogła podjąć pracę w innym klubie i jeśli zostaną dochowane terminy (okienko transferowe w LSK jest otwarte do 31 stycznia), grać w innej drużynie, po opłaceniu ekwiwalentu za promocję w ekstraklasie w wysokości 20 tys. złotych. Zamknie to też drogę Chemikowi do dochodzenia swoich roszczeń w PLS, chociaż ten zapewne będzie chciał skierować sprawę do sądu powszechnego. Wbrew pozorom taka decyzja pociągnie też za sobą lawinę zdarzeń, która wywróci do góry nogami system szkolenia w Polsce oraz system ekwiwalentów za wyszkolenie.

Przede wszystkim zawodnicy i ich agenci zaczną kwestionować ważność umów podpisanych przed osiągnięciem przez siatkarzy i siatkarki pełnoletności. Kluby, które szkolą siatkarską młodzież, z uwagi na niewielkie ich zdaniem sumy ekwiwalentów decydują się na podpisywanie z zawodnikami dłuższych umów, w których same gwarantują im szkolenie, często szkołę, zakwaterowanie czy wyżywienie, oczekują jednak gry dla klubu lub też korzyści finansowych z wypożyczania ich do innych zespołów. Ten system z dnia na dzień może okazać się nieaktualny, a klubom po prostu przestanie się opłacać szkolić, a wydawanie środków finansowych na młodzież przestanie być efektywne. Jakie skutki może to mieć dla poziomu polskiej siatkówki i reprezentacji w przyszłości nie trzeba nawet pisać.

Co więcej, cały system ekwiwalentów za wyszkolenie oparty jest na deklaracjach zawodnika i rodziców, którzy wybierając swój pierwszy klub (macierzysty) składają taki właśnie dokument. Jego brak jest przesłanką do niewypłacenia ekwiwalentu. Teraz taki zawodnik wraz ze swoim agentem, powołując się na casus Stysiak, będzie mógł unieważnić taką deklarację przystąpienia do klubu. Skoro umowa podpisana przez niepełnoletniego traci ważność wraz z osiągnięciem pełnoletności, to wykazanie, że dzieje się tak z każdym dokumentem (a więc również deklaracją przystąpienia do klubu), nie będzie problemem. Kluby z unieważnionymi deklaracjami nie będą mogły dostać ekwiwalentu za wyszkolenie i w tym momencie runie cały wypracowany przez lata w polskiej siatkówce system. To oczywiście czarny i najbardziej pesymistyczny scenariusz, ale wcale nie taki nierealny.

Nie rozstrzygając, kto ma rację w przypadku umowy Magdaleny Stysiak z Chemikiem Police, już teraz można stwierdzić, że ta sprawa i jej rozstrzygnięcie będzie miała ogromny wpływ na przyszłość szkolenia siatkarskiej młodzieży w Polsce. Nie ma z niej wyjścia, które zadowoli wszystkich, a ewentualne decyzje PLS i PZPS zapewne będą zaskarżane i ostateczne rozstrzygnięcie możemy poznać dopiero po kilku latach.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-12-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved