Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Brazylia za słaba! Serbowie triumfatorami LŚ 2016!

Brazylia za słaba! Serbowie triumfatorami LŚ 2016!

Po w miarę szybkim mecz o 3. miejsce reprezentacje Serbii i Brazylii rozegrały bardzo podobne spotkanie finałowe tegorocznych rozgrywek Ligi Światowej. To nie był dzień siatkarzy z Ameryki Południowej, którzy oddali zupełnie pole swoim europejskim rywalom, a Serbowie „odbili sobie” brak igrzysk olimpijskich właśnie wygraną w popularnej „Światówce”. Finał zakończył się w trzech setach.

Bernardo Rezende zaskoczył wszystkich, desygnując do gry w pierwszej „szóstce” nie doświadczonego Sergio, a Tiago Brendla. Od samego początku Serbowie nie wstrzymywali ręki w polu serwisowym, wiedząc, że to może być jeden z kluczowych argumentów, aby pokonać Brazylię. Gdy nie odrzucali rywali od siatki, natychmiast szybkie piłki na skrzydło otrzymywał Wallace (2:4). Podopieczni Nikoli Grbicia jednak świetnie odczytywali zamiary Bruno Rezende i zatrzymali blokiem właśnie Wallace’a, dzięki czemu na pierwszej przerwie technicznej mieli dwa „oczka” przewagi. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź – z brazylijską ścianą nie poradził sobie Marko Ivović. Srećko Lisinac znów należał do jednej z wyróżniających się postaci – nie tylko w ataku, ale przede wszystkim w zagrywce. Trwała twarda walka punkt za punkt, ale minimalnie lepiej prezentowali się reprezentanci Europy. Po siatkarzach Canarinhos z pewnością można było się spodziewać więcej. Gdy w aut zaatakował Wallace, szkoleniowiec poprosił o czas (13:18). Brazylijczycy konsekwentnie odrabiali straty, gdy asem serwisowym popisał się Lucarelli, Nikola Grbić poprosił na wszelki wypadek swoich podopiecznych do siebie (20:17). Ich przeciwnicy podejmowali ryzyko nawet w najtrudniejszych sytuacjach, niesamowite akcje kończył Lucarelli, lecz Serbowie „obstrzeliwali” przeciwników zagrywką. Przy piłce setowej zaryzykował z kolei Mauricio, z lecącą ponad 110 km/h zagrywką nie poradził sobie Neven Majstorović (22:24), ale po czasie zagrał w siatkę.



Zagrywka – to było słowo klucz do dobrej dyspozycji Serbów. Idealnie wymierzył Marko Ivović i choć sędziowie orzekli, że był aut, to po wideoweryfikacji okazało się, że piłka trafiła w samą linię (2:0). W swoim żywiole był Uros Kovacević – im gorszą piłkę dostawał, tym większe cuda wyczyniał. Bruno Rezende natomiast miał twardy orzech do zgryzienia, bo jego koledzy nie byli tak skuteczni w ataku, jak do tego przyzwyczaili. Na dodatek przez słabsze przyjęcie rzadziej uruchamiał środkowych. A jego vis-a-vis mógł korzystać ze wszystkich opcji. Czy to rozpoczynający przygodę z międzynarodową siatkówką Drazen Luburić czy Marko Ivović nie zawodzili. Moment dekoncentracji wystarczył jednak, by Serbowie roztrwonili czteropunktowe prowadzenie. Na Kovacevicia „zaczaił się” Wallace (12:12) i gdy już Canarinhos cieszyli się, że przejmą inicjatywę, siatkarze prowadzeni przez Nikolę Grbicia „włączyli szósty bieg”. Tuż za boiskiem Bernardo Rezende wręcz gotował się ze złości, w miejsce nieskutecznego Mauricio wprowadził Felipe Fontelesa (14:18). Dopóki piłka w grze, nie można być pewnym niczego, Ivović przeżywał w końcówce ciężkie chwile, bo najpierw został „pocelowany”, później rywale zatrzymali go blokiem. To była woda na młyn, zwłaszcza dla Wallace’a, który prezentował w ataku cały wachlarz zagrań. W decydującym momencie skarcił go jednak Kovacević, a Luburić bez żadnego zawahania skończył atak po skosie (25:22).

Brazylijczycy nie mieli nic do stracenia, dlatego rzucili wszystkie siły, by przedłużyć losy rywalizacji. Jednak sami utrudniali sobie sytuację, bo popełniali kolejne błędy – nawet Wallace, czyli ten, na którym opierała się w głównej mierze gra. Po serbskiej stronie pomyłek natomiast praktycznie nie było, na środku dobrze radzili sobie wspomniany już Srećko Lisinac i Marko Podrascanin. Jego koledzy mieli sporo szczęścia – trwała walka na siatce, najpierw Nikola Jovović wystawił ręce do przechodzącej, później akcję rozstrzygnął Drazen Luburić (10:8). Siatkarze Canarinhos kompletnie nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie rozpędzonych Serbów, ale żeby o tym myśleć, najpierw należało poprawić swoją grę. A ta po prostu zupełnie nie układała się po ich myśli, błąd gonił kolejny błąd (12:16). Marko Ivović wykorzystywał każdą okazję do zdobycia punktu, zbijając czy to po prostej, czy po skosie, a czasami nawet nad blokiem rywali. Dodatkowo Srećko Lisinac zatrzymał Fontelesa (20:15) i Serbowie mogli włączyć wsteczne odliczanie. Jeszcze Ivović nie zdążył się schować przed zagrywką Wallace’a i Nikola Grbić na wszelki wypadek wziął czas (22:19). Jego podopieczni mogli skończyć mecz przy pierwszej piłce meczowej, ale co nie udało się przy pierwszej próbie, udało się po błędzie Brazylijczyków na zagrywce.

Serbia – Brazylia 3:0
(25:22, 25:22, 25:21)

Składy zespołów:
Serbia: Ivović (16), Luburić (10), Kovacević (9), Lisinac (8), Podrascanin (7), Jovović (1), Majstorović (libero) oraz Nikić
Brazylia: Wallace (18), Lucarelli (11), Mauricio (6), Souza (5), Lucas (4), Bruno (2), Tiago (libero) oraz Felipe (4), Eder (3), Evandro (1) i William

Zobacz również:
Wyniki rundy finałowej Ligi Światowej 2016

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-07-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved