Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Bogdan Serwiński: Taki ruch nakazywał mi mój honor zawodowy

Bogdan Serwiński: Taki ruch nakazywał mi mój honor zawodowy

– Przez wiele lat padały zarzuty, że Serwiński sam się nie zwolni, bo najpierw był prezesem, a potem uwikłany był w przyjacielskie relacje z aktualnym prezesem, więc będzie dozgonnym trenerem. Okazało się, że nie, że mam swoje ambicje, swój charakter. Bez żadnego nacisku czy przymusu zrobiłem taki ruch, który nakazywał mi mój honor zawodowy – powiedział Strefie Siatkówki Bogdan Serwiński, który zrezygnował z prowadzenia Polskiego Cukru Muszynianki Enea Muszyna.

Porażka z PTPS-em przepełniła czarę goryczy i stała się ostatecznym powodem do zmian na ławce trenerskiej?



Bogdan Serwiński:Nie, już miesiąc temu sygnalizowałem takie rozwiązanie. To nie była decyzja podjęta na gorąco, pod wpływem jakiegoś impulsu, jest ona bardzo świadoma. Wszak prawdziwymi kryteriami oceny trenera jest wynik i poziom sportowy prezentowany przez zespół. Dokonałem głębokiej analizy naszych parametrów sportowych. Wynikło z niej, że obecny poziom gry jest znacznie słabszy od tego, który prezentowaliśmy w poprzednich latach, co mnie nie satysfakcjonuje. A skoro cały czas starałem się przekonywać zawodniczki, że na nie w profesjonalnym sporcie spada odpowiedzialność za to, co robią, to nie mogę nie ponieść odpowiedzialności za obecne wyniki jako trener. Nie będę szukał usprawiedliwienia w postaci kontuzji, nie będę też odpowiedzialności przekładał na zawodniczki, nie będę udawał, że zrezygnowałem ze względów zdrowotnych czy rodzinnych. Po prostu nie satysfakcjonowała mnie gra mojego zespołu, stąd też podjąłem taką – wydaje mi się logiczną – decyzję.

Czyli wyczerpała się pewna formuła pana współpracy z zespołem?

W pracy trenerskiej są różne etapy, zarówno sukcesy, jak i porażki. Jest to całkiem naturalne. Trener jednak musi mieć satysfakcję z wyników, a jak jej nie ma, to rozwiązanie jest bardzo proste i klarowne – składa rezygnację. Oczywiście, mogę teraz na swoją pracę popatrzeć przez pryzmat popełnionych błędów czy zastanowić się nad tym, jak można było inaczej poprowadzić ten zespół, ale to jest śpiewka przyszłości.

Ale był już taki moment, kiedy wydawało się, że zespół otrząsnął się po kontuzjach. Zagrał dobre mecze z Impelem, Tauronem MKS czy Atomem Treflem…

Tak, ale zespół jest cały czas rozchwiany. Po perturbacjach zdrowotnych nie byłem w stanie ustabilizować jego gry. Ciągle znajduje się on na skrajnych biegunach. Nawet w tych niezłych meczach miał momenty dobrej, ale też bardzo słabej gry. Wiąże się to zapewne z brakiem pewności siebie, a ona z kolei wynika z psychiki. Liczę na to, że nowi trenerzy wniosą inne spojrzenie, inne wymagania, inną stanowczość do zespołu, co stanie się dla zespołu dodatkowym bodźcem, który pozwoli mu osiągnąć wyższy poziom sportowy.

Czyli nowa miotła ma pobudzić dziewczyny do walki i podnieść je psychicznie?

W wielu przypadkach to się sprawdza. Nowa miotła zamiata trochę w innym kierunku i stanowi nowy bodziec dla zespołu. Jednak tak naprawdę – jak na początku powiedziałem – kluczowe znaczenie miał dotychczasowy poziom gry zespołu. Przez wiele lat padały zarzuty, że Serwiński sam się nie zwolni, bo najpierw był prezesem, a potem uwikłany był w przyjacielskie relacje z aktualnym prezesem, więc będzie dozgonnym trenerem. Okazało się, że nie, że mam swoje ambicje, swój charakter. Bez żadnego nacisku czy przymusu zrobiłem taki ruch, który nakazywał mi mój honor zawodowy.

No właśnie, przez lata zawodniczki się w Muszynie zmieniały, a pan trwał na stanowisku trenerskim, stając się jedną z ikon klubu. Jak pan wspomina te lata spędzone w sztabie szkoleniowym Muszynianki?

Dotychczas były to same lepsze lata, poza początkami w ekstraklasie Muszynianka miała pasmo sukcesów. Nawet ostatnie sezony nie były złe, bo dwa lata temu wywalczyliśmy brązowy medal. Dysponując takim, a nie innym składem personalnym, to był może nawet większy sukces niż mistrzostwo Polski. Ale obecnie nie wszystko szło po mojej myśli, stąd zaszły takie decyzje. Nie chciałbym jednak podsumowywać jeszcze swojej pracy, bo nie odchodzę z klubu. Nie powiedziałem, że rezygnuję z pracy trenerskiej, chociaż może spodoba mi się to, że nie będę musiał wsiadać w autokar i jechać kilkanaście godzin na mecze, bo z Muszyny jest wszędzie daleko. Na razie jednak interesuje mnie teraźniejszość. Zrobię wszystko, żeby Ryszard i Marcin [Ryszard Litwin i Marcin Wojtowicz – przyp. red.] mieli komfort pracy trenerskiej, żeby wszystkie kwestie organizacyjne mieli zapięte na ostatni guzik.

Przed sezonem mówił pan, że ten zespół jest w stanie powalczyć nawet o medale. Czy po wszystkich perturbacjach zdrowotnych nadal uważa pan, że w tym zespole tkwi tak duży potencjał?

Mówiłem, że zespół jest w stanie walczyć o czwórkę. Jednak kontuzja Ani Grejman w kadrze oraz Małgosi Lis w pierwszym meczu ligowym, które wykluczyły je z gry praktycznie w tym sezonie, mocno pokrzyżowały nam plany. Wypadły nam z gry dwie szóstkowe zawodniczki, co było olbrzymią stratą. Obecnie różnica punktowa jest dość duża, więc będzie bardzo trudno powalczyć o czwórkę, ale jest to zespół, który śmiało może rywalizować o piąte-szóste miejsce. Liczę na to, że pokaże jeszcze wielką ambicję oraz determinację i powalczy o jak najwyższe pozycje.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-12-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved