Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Błażej Krzyształowicz: Na boisku nigdy nie ma spokoju

Błażej Krzyształowicz: Na boisku nigdy nie ma spokoju

fot. Sylwia Lis-Dubiel

Siatkarki Grot Budowlanych Łódź w sobotę czeka kolejny etap siatkarskiego maratonu. Tym razem, po zwycięstwie w przedostatnim meczu eliminacyjnym Ligi Mistrzyń, podopieczne Błażeja Krzyształowicza czeka starcie z jednym z najsilniejszych ligowych rywali, Developresem Rzeszów. – Ja jestem zdania, że nigdy nie ma spokoju na boisku. Kiedy wygrywasz, to chcesz jeszcze więcej i emocje idą w górę. To są naczynia połączone – po zaciętej walce kończysz długą akcję, jest zadowolenie, jest też lepsza gra – mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki trener łodzianek, Błażej Krzyształowicz.

Nie dajecie specjalnie argumentów tym, którzy narzekają na styl waszej gry, bo kolejny raz zrealizowaliście cel wzorowo. Trudno jednak chyba zgodzić się z tym, że to zwycięstwo było pewne i niezagrożone, w dwóch pierwszych setach walczyliście niemal „o życie”…



Błażej Krzyształowicz: – Ja szczerze mówiąc, nie lubię oceniać meczów w kategorii pewnego lub niepewnego zwycięstwa. Równie dobrze można spojrzeć na to inaczej, że zespół z Francji musiał zagrać bardzo źle, który mając taką przewagę w secie, „wypuścił ją” i przegrał. Czy było nerwowo? Tak, ale czasami po prostu drużynie nie idzie i my też w różnych momentach, w różnych formacjach i elementach mieliśmy słabsze okresy gry. Cały czas mieliśmy jednak z tyłu głowy wizję tego, jak powinniśmy grać. Dziewczyny wiedzą i doskonale czują, co muszą poprawić. Ta świadomość i umiejętność naprawy błędów w trakcie meczu jest niezwykle ważna. To jest naprawdę budujące, że dzięki temu po raz kolejny przegrywając wiele punktów z rzędu w secie, potrafimy wyjść z „przegranych” partii. W jednym z setów było już 18:22, a w drugim chyba nawet 11:16. Nie pękamy w takich sytuacjach w przyjęciu, mógłbym wymienić jeszcze wiele innych aspektów, które są bardzo pozytywne. Zdaję sobie sprawę, że grając lepiej, wygralibyśmy sety z większą przewagą, a media i kibice powiedzieliby wtedy, że rzeczywiście było spokojniej. Ja jestem zdania, że nigdy nie ma spokoju na boisku. Kiedy wygrywasz, to chcesz jeszcze więcej i emocje idą w górę jeszcze bardziej. To są naczynia połączone – po zaciętej walce kończysz długą akcję, jest zadowolenie, jest też lepsza gra.

Czy nawet pana zaskoczyło to, że już po tych kilku rozegranych meczach widać, że ten zespół może liczyć nie tylko na swoją liderkę, Jovanę Brakocević, ale też często inicjatywę potrafią przejąć inne zawodniczki?

– Ja nigdy, w żadnym wywiadzie, nie powiedziałem, że Jovana Brakocević ma być liderką tego zespołu. Liczę tylko na to, że wniesie ona dużo jakości do naszej gry i zdobędzie dużo cennych punktów. Chcę, aby na boisku było 6 liderek. Proszę spojrzeć choćby na grę Jaroslavy Pencovej. Gdyby ona w meczu z Francuzkami nie była liderką, to Femke Stoltenborg nie posłałaby do niej aż tylu piłek. Nawet przy słabszym przyjęciu czy w kontrze mimo wszystko nasza rozgrywająca wybierała tego „fasta”. Jovana z kolei była swojego rodzaju liderką, jeśli chodzi o wysokie, trudne piłki. Agata Babicz jeśli tylko dostanie szybką piłkę, taką jaką lubi, to też w ataku jest nie do zatrzymania. Dlatego jeszcze raz podkreślę, że nie zgodzę się z tym, że naszą liderką ma być Jovana. Chciałbym, aby każda z dziewczyn wywiązywała się z zadań, które do niej należą.

W zeszłym sezonie do pełni szczęścia zabrakło wam tylko wygranych w Lidze Mistrzyń, choć grupa była arcytrudna. Czy teraz jest szansa, by pokusić się o lepszy wynik?

– Może sportowiec i trener, który prowadzi zespół, nie powinien tak mówić, ale w tamtym roku zdawaliśmy sobie sprawę, że nie mamy szans wygrać Ligi Mistrzyń. Niezależnie od tego, jaka trafiłaby nam się grupa. Tym większe było moje zadowolenie, kiedy okazało się, że trafiliśmy na trzy zespoły z absolutnego światowego topu. To pokazało dziewczynom, które były z nami w zeszłym sezonie, w jakim kierunku powinna iść nasza siatkówka. To nie było dla nich coś wyimaginowanego, moje zawodniczki przekonały się o tym na własnej skórze. Wydaje mi się, że z tej lekcji wyniosły coś pozytywnego na koniec sezonu, gdy graliśmy mecze o medale z Developresem. Ja mogę tylko obiecać, że w tym roku zrobimy wszystko, by zajść jak najdalej. Poświęcimy swój czas, swoje zdrowie, święta i wolne weekendy tylko po to, by wygrywać każdy mecz, wyjść na boisko jak najlepiej przygotowanym. I choć tak jak w zeszłym sezonie wygrać Ligę Mistrzyń będzie… bardzo ciężko, ale gra z najlepszymi zespołami w Europie jest czymś bezcennym. I dla dziewczyn, i dla mnie jako dla trenera.

W drużynie Grot Budowlanych pozostały raptem dwie zawodniczki z zeszłorocznego składu. Jak pracuje się z takim odmienionym zespołem?

– Nie wiem czy trudniej, ale na pewno inaczej. Wielu trenerów mówi, że nie można być takim szkoleniowcem, który każdy zespół powinien dostosowywać do swojego schematu, filozofii gry. To my musimy ten styl gry wypracować, w zależności od tego jakie mamy zawodniczki, także charakterologicznie. Kontynuacją tej drużyny jest za to sztab trenerski, bo my wszyscy w dużej mierze pozostaliśmy. Nigdy nie ukrywam, ale też się tym nie chwalę, że wiele uczę się, mając możliwość pracowania na kadrze z trenerem Jackiem Nawrockim czy Waldemarem Kawką. My chcemy, aby nasza siatkówka szła w kierunku tego, co pokazuje nam światowa siatkówka i to jest rozwinięcie idei z zeszłego roku.

Już w sobotę rozegracie jeden z najważniejszych dla siebie meczów, być może nawet w sezonie, bo ligowe podwórko to dla was priorytet…

– Tak, ale liga jest bardzo długa, a w tym roku sześć zespołów gra w play-off. Tutaj grając z ASPTT Mulhouse i dostając „baty”, mogłoby to oznaczać dla nas odpadnięcie z Ligi Mistrzyń, więc to spotkanie było dla nas bardzo ważne. Liga będzie pełna „wygranych” i „przegranych” drużyn. Wszystkie zespoły, włącznie z tymi, które stawia się teraz najwyżej, poniosą porażki, zarówno Chemik, ŁKS, jak i my. Z własnego doświadczenia powiem, że zwykle ta przegrana przychodzi w najmniej spodziewanym momencie, do tej pory pamiętam, jak w zeszłym sezonie we własnej hali po świętach ulegliśmy Legionovii. Trzeba pamiętać, że to na końcu trzeba grać najlepiej. Nawet piękny rezultat, w postaci 5, 6 czy 7 wygranych z rzędu na początku sezonu nie zrekompensuje porażki w najważniejszym momencie sezonu, sport jest brutalny.

Czy brak czasu na regenerację da się „zamaskować” energią psychiczną jaką daje wam zwycięska passa?

– To jest tak, że w trakcie meczu, zaraz po nim i może jeszcze z godzinę po spotkaniu te endorfiny w tobie są. Wchodzi się na taką emocjonalną górkę, ale zaręczam, że następnego dnia rano wszyscy będzie już poczucie takiej pustki. Wejście na taki poziom emocji ponownie jest bardzo trudne. Moim zdaniem większym pozytywem jest wzrost pewności siebie, świadomość własnych umiejętności. Sfera mentalna i nasze ciało, czyli sfera fizyczna to jest coś, nad czym trzeba pracować cały czas. Trzeba cały czas przypominać sobie pewne rzeczy, jeden wyskok tego nie zmieni. Musimy cały czas pamiętać, dlaczego to robimy, dlaczego lubimy to robić, bo bez tego nie będzie wyników.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved