Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Bełchatowianie mocno wierzą w awans

Bełchatowianie mocno wierzą w awans

fot. Katarzyna Antczak

W pierwszej odsłonie rywalizacji 1/12 fazy play-off Ligi Mistrzów PGE Skra pokonała Ziraat Bankasi 3:1. Zwycięstwo za trzy punkty stawia bełchatowian w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem. – Ze względu na siłę tej drużyny i atmosferę, jaka panuje na jej meczach, w Ankarze na pewno nie będzie łatwo. Jesteśmy tego świadomi. To będzie ciężki mecz, ale chcemy wygrać i awansować do kolejnej rundy – zapowiada Kacper Piechocki.

Chcielibyśmy przypieczętować awans. Wygraliśmy u siebie za trzy punkty, więc wystarczy nam zwycięstwo 3:2. Chcemy zagrać dobrą siatkówkę i przyjechać do Bełchatowa z awansem do następnej fazy rozgrywek. W Ankarze jest specyficzna hala i atmosfera. Wiadomo, że przyjdzie dużo kibiców, będzie głośno i gwarno, na pewno nie będą nas dopingować, ale odetniemy się od tego i skupimy się na tym, aby pokonać przeciwnika. To na pewno będzie trudniejszy mecz niż ten w sobotę. Łuczniczka zagrała naprawdę dobre spotkanie, ale graliśmy u siebie i mieliśmy za sobą kibiców. Teraz będziemy „bić się” z mocnym tureckim zespołem, będzie ciężko. Wydaje mi się, że nasze głowy muszą być „wyczyszczone”, bo jeśli będziemy myśleć o tym, co było w ostatni weekend, to nam to nie pomoże. Liga Mistrzów to jest zupełnie inna rozgrywka niż nasze krajowe podwórko. Postaramy się awansować, nie patrząc na to, jak idzie nam w PlusLidze – komentuje Mariusz Marcyniak



Najjaśniejszymi postaciami bełchatowskiej drużyny w pierwszym meczu rozgrywanym 17 lutego w Łodzi byli Facundo Conte (18 pkt.), Srećko Lisinac (17 pkt.) i Israel Rodriguez (16 pkt.). – Ziraat to bardzo dobra drużyna, ale wydaje mi się, że w tym meczu nie grała swojej najlepszej siatkówki. Zwycięstwo na naszym terenie jest kluczowe, bo w meczu rewanżowym musimy wygrać tylko dwa sety. W Ankarze o wygraną nie będzie łatwo. Kilka razy grałem w Turcji, ale przyznam, że dla mnie miejsce rozgrywania spotkania nie ma znaczenia. Wręcz przeciwnie, lubię, gdy fani drugiej drużyny są przeciwko nam. To mnie motywuje, może nawet troszkę bardziej niż wtedy, gdy wszyscy są ze mną. To super uczucie, gdy ty wygrywasz, a oni milkną – ocenił pierwsze spotkanie 1/12 fazy play-off Ligi Mistrzów Argentyńczyk.

Zaczęliśmy mecz bardzo dobrze. W pierwszym secie kontrolowaliśmy przebieg rywalizacji. Podobnie było w drugim, ale kiedy mogliśmy zakończyć partię, popełniliśmy błędy, a rywale swoich szans nie zmarnowali. Najważniejsze, że wygraliśmy za trzy punkty. Wiemy, czego możemy się spodziewać w rewanżu. Kibice są mocną stroną zespołu Ziraatu, ale my lubimy grać przy takiej atmosferze. Myślę, że uda nam się awansować do kolejnej rundy – przekonuje Serb.

Mocnym ogniwem w ataku był również wspomniany Rodriguez, który rywalizował przeciwko swojemu byłemu klubowi. – Ten mecz był dla mnie szczególny, ponieważ miniony rok spędziłem właśnie w zespole z Ankary. Znam ich kilku zawodników, mam tam przyjaciół, ale to nie miało znaczenia. Liczyło się tylko zwycięstwo mojego obecnego zespołu. Jestem zadowolony, że mogłem pomóc w wygranej. Ziraat to dobra drużyna, ma doświadczonych graczy, ale my również. Ważna była gra blokiem (11:5 na korzyść bełchatowian), obrona oraz kontratak. W Ankarze będzie na pewno trudniej, ale z wygraniem dwóch setów, których potrzebujemy do awansu, nie powinno być problemu – zapowiada Hiszpan.

Rywale jednak nie tracą wiary w odwrócenie losów rywalizacji. – Ciągle możemy awansować do kolejnej rundy Ligi Mistrzów – podkreśla trener zespołu z Ankary, Fernando Muñoz Benitez. PGE Skra Bełchatów to trudny przeciwnik, ale oczekujemy przede wszystkim naszej lepszej gry od początku spotkania oraz wspaniałego widowiska. Mam nadzieję, że postawimy PGE Skrze trudniejsze warunki – dodaje Marcus Nilsson, atakujący Ziraatu Bankasi. W przypadku wygranej przez gospodarzy 3:0 lub 3:1 o awansie do kolejnej rundy Ligi Mistrzów zadecyduje „złoty set”. – Nie lubię tej reguły, ponieważ to pewien rodzaj loterii. Nasza drużyna ma przewagę rozegrania decydującej partii u siebie, ale ona w dużej mierze jest kwestią szczęścia. Jeden szczęśliwy as czy blok i gra jest skończona, ale cóż, taki jest system i trzeba go zaakceptować – uważa Nilsson.

źródło: skra.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved