Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Beata Olenderek: Za bardzo chciałyśmy udowodnić, że jesteśmy lepsze

Beata Olenderek: Za bardzo chciałyśmy udowodnić, że jesteśmy lepsze

fot. Klaudia Piwowarczyk

Siatkarki DPD Legionovii Legionowo nie zdołały pokonać we własnej hali drużyny z Wrocławia. Choć w tie-breaku gospodyniom udało się ze stanu 9:14 doprowadzić do walki na przewagi, to ostatecznie legionowianki musiały uznać wyższość młodego zespołu #VolleyWrocław. – Myślę, że za bardzo chciałyśmy udowodnić, że jesteśmy lepsze. Wkradła się nerwowość, byłyśmy spięte i przez to wiele elementów nam nie wychodziło tak jak na treningach – powiedziała po spotkaniu przyjmująca zespołu z Legionowa, Beata Olenderek.

Spotkanie z wrocławiankami było meczem walki i oba zespoły miały trudności z kończeniem sytuacyjnych piłek. Wydawało się, że taka rwana gra będzie domeną raczej młodych wrocławianek, ale w sobotę nie byłyście sobą.



Beata Olenderek: Myślę, że za bardzo chciałyśmy udowodnić, że jesteśmy lepsze. Wkradła się nerwowość, byłyśmy spięte i przez to wiele elementów nam nie wychodziło tak jak na treningach. Wyjątkiem od tego były dwa sety, gdzie rzeczywiście złapałyśmy trochę tego luzu. W ostatniej partii znów za bardzo chciałyśmy i to nas gdzieś usztywniało. Wydaje mi się, że wbrew pozorom młode wrocławianki w sobotę lepiej od nas wytrzymały tę presję i w nagrodę zwyciężyły. Szkoda tego meczu, ale myślę, że we Wrocławiu uda nam się zrewanżować, bo z pewnością będziemy miały na to apetyty. Teraz czeka nas jeszcze wyjazd do Bydgoszczy i mecz u siebie z pilankami. Musimy skoncentrować się na tym, by w tych spotkaniach zapunktować. Rundę zakończymy meczem z bielszczankami na wyjeździe i to będzie tuż przed świętami. Myślę, że znajdziemy się w okolicach miejsc od 6-8 i to będzie niezłym punktem startowym przed drugą częścią sezonu.

Do tej pory pokonałyście swoich bezpośrednich rywali w tabeli, kaliszanki, radomianki i ostrowczanki, ale poległyście w tych pozostałych meczach. Można powiedzieć, że ten bilans wyszedł trochę na zero?

– W Radomiu wygrałyśmy po tie-breaku, ale z kolei w Łodzi udało nam się na wyjeździe urwać punkt brązowym medalistkom mistrzostw Polski. Myślę, że mamy przed sobą kilka spotkań, w których grając na swoim równym poziomie, możemy walczyć na równi z rywalkami i liczę, że tak się stanie.

Zespoły od 6 do 12 miejsca w tabeli LSK dzielą tylko dwa wygrane spotkania i tutaj walka o uniknięcie zagrożonej strefy będzie toczyć się do samego końca. Jest jednak szansa, że w nagrodę za lepszą grę jedna z tych drużyn załapie się do gry w ćwierćfinale…

– Oczywiście byłoby wspaniale, gdybyśmy to były my. Zobaczymy, ja mogę obiecać, że będziemy ostro trenowały i gryźć parkiet w każdym meczu. W play-off będzie grać sześć drużyn i wydaje mi się, że tutaj decydować mogą pojedyncze punkty.

W kolejnej kolejce zagracie z pilankami, które ostatnio pokazują się z coraz lepszej strony, napsuły nawet krwi faworyzowanemu zespołowi z Rzeszowa. Pojedziecie tam z taką myślą, że nie macie nic do stracenia i uda się uniknąć tej presji, o której mówiłaś wcześniej?

– W Pile gramy już we wtorek, więc czasu nie ma zbyt wiele. Nie mamy nic do stracenia, musimy pokazać, co potrafimy. Musimy bardzo szybko się zregenerować, prawdopodobnie w czasie tych dwóch dni znajdzie się tylko miejsce na jakieś lekkie treningi. To musi wystarczyć, by wygrać ten mecz.

Dodatkowym smaczkiem meczu w Legionowie był fakt, że nagrodę MVP otrzymała Aleksandra Rasińska, która ostatnie trzy lata broniła barw Legionovii…

– Ola zna halę bardzo dobrze i ogromny plus za to dla niej, że dzisiaj potrafiła to doskonale wykorzystać. Gratuluję jej świetnego spotkania.

Jak ci się gra się w zespole prowadzonym przez męża? Udaje się nie przenosić spraw sportowych na grunt rodzinny?

– Jest moim trenerem już trzeci rok, w momencie wejścia na halę on staje się szkoleniowcem, a ja zawodniczką i tak siebie traktujemy. Wchodząc do domu, staramy się, by było na odwrót, rzadko rozmawiamy o meczu, o treningach, żyjemy po prostu swoim prywatnym życiem. Trudno byłoby mi jeszcze do tego wracać i tak 24 godziny na dobę, choć oczywiście on o tym myśli, bo ustala plan na kolejne mecze itd. Natomiast w domu niezależnie od wyniku meczu jest spokojnie. (uśmiech)

W meczu z #VolleyWrocław w trzecim secie na boisku pojawiła się Cassidy Picrell i w kolejnej partii pozostała na parkiecie, w nagrodę za dobrą grę. Czy twoim zdaniem amerykanka nabrała już pewności siebie?

– Myślę, że tak, poradziła sobie bardzo dobrze. Cassidy musi się też wdrożyć, bo grała nieco mniej, ale jest bardzo pozytywną zawodniczką i umiejętności też jej nie brakuje. Potrzebujemy takich zmian, jakie dają nam Cassidy i Bailey. W sobotę bardzo dużo dało nam szczególnie wejście Bailey, która posłała 4 czy 5 zagrywek, które przyniosły nam bezpośrednie lub niemal bezpośrednie punkty.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-12-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved