Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Bartosz Kwolek: Dziś patrzę na to wszystko z dystansem

Bartosz Kwolek: Dziś patrzę na to wszystko z dystansem

fot. Piotr Sumara / plusliga.pl

– Miałem oferty z kilku klubów, też zagranicznych, ale planowałem zostać w Polsce. To jeszcze nie ten etap, żeby wyjeżdżać. Mój agent, Jakub Malke, powtarzał mi: „Bartek, nie martw się. Nawet jeśli spełni się najgorszy scenariusz, na pewno coś się znajdzie” – mówi w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Bartosz Kwolek. – Moim zdaniem w tym sezonie możemy wspólnie zrobić coś fajnego – dodaje siatkarz Vervy Warszawa.

Słyszałem, że jest pan zawodnikiem, który przy trenerze czy starszych graczach nie boi się wyrazić swojego, często odmiennego, zdania.



Bartosz Kwolek:Byłem taką osoba, to prawda. Ale już się tego oduczyłem, bo nie ma sensu być takim we współczesnym świecie. I nie chodzi tu tylko o siatkówkę, ale również o życie prywatne. W domu, z dziewczyną czy z rodziną, mówimy sobie wszystko szczerze i wprost. W sporcie moim zdaniem nie można tak robić, bo prędzej czy później zostanie się za to rozliczonym. Dlatego często nie wyrażam emocji tak, jakbym chciał. Wiem, że nie każdemu to by się spodobało. Życie, granie w siatkówkę, nauczyło mnie, że ludzi, którzy mogą mi zaszkodzić, jest więcej niż tych, którzy mnie zrozumieją.

Jak zareagował pan, gdy dowiedział się od Vitala Heynena, że nie znajdzie się w składzie na mistrzostwa Europy?

– Był gniew, nie zaprzeczę, ale też duża motywacja. Wiedziałem, że trener wybierał między mną, Arturem Szalpukiem, Kubą Kochanowskim i Bartkiem Bednorzem. Na kwalifikacje do igrzysk nie wziął „Kochana” i Bednorza, a tu postanowił zabrać Kubę zamiast mnie. Wydaje mi się, że później, w Pucharze Świata, zaprezentowałem się całkiem nieźle. Dziś patrzę na to wszystko z dystansem. Dzięki tej decyzji dłużej potrenowałem w klubie, co było dla mnie zbawienne i pomaga mi teraz podczas spotkań w lidze.

Przez długi czas nie było pewne, czy w ogóle w niej wystartujecie. Kiedy po raz pierwszy usłyszał pan o problemach sponsora?

– Już w maju. Wtedy usłyszeliśmy od prezesów, że może być ciężko z ostatnią wypłatą i premiami, bo ONICO ma coraz większe problemy na giełdzie. Wiedzieliśmy, że sprawa jest poważna i sponsor prawdopodobnie się wycofa. Poszukiwanie nowego i niepewność, czy w ogóle będzie siatkówka w Warszawie, trwały niemal pół roku.

Bał się pan, że nagle zostanie z niczym?

– Nie, podchodziłem do tego spokojnie. Wiedziałem, że przyjmujących jest mało na rynku, prawie wszyscy mieli podpisane kontrakty. Pomogło mi nagłe odejście Sama Deroo z ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle do Dynama Moskwa, bo uruchomiło lawinę. Jeżeli z klubu z Warszawy nie zostałoby nic, miałbym alternatywy.

To prawda, że kilkanaście razy zapewniano was, że już za chwilę, za kilka dni, nowy sponsor zostanie oficjalnie ogłoszony?

– To mnie właśnie denerwowało. Nie sam fakt, że klubu może nie być, ale ciągłe obiecywanie. Nie lubię czegoś takiego. Uważam, że jeden czy drugi prezes powinien powiedzieć w twarz, jaka jest sytuacja, a nie zwodzić nas z tygodnia na tydzień, odwlekać to wszystko i wmawiać nam, że za chwilę zostanie ogłoszona pomyślna decyzja. Wszyscy wiedzieli, że to nieprawda i nic z tego nie będzie. W pewnym momencie tego typu obietnice stały się obiektem drwin i żartów na każdym treningu. Nie mam pretensji do sponsora. Takie życie. Firma ma dwie, trzy nietrafione inwestycje i pojawia się gigantyczny problem. To się zdarza. Nie mogłem natomiast zaakceptować ciągłego mydlenia oczu. Na szczęście w końcu udało się znaleźć sponsora i kłopoty są już za nami. Dostaliśmy jakieś pieniądze, cieszę się też, że w drużynie zostali niemal wszyscy. Moim zdaniem w tym sezonie możemy wspólnie zrobić coś fajnego.

Miał pan już różnych trenerów. Czym na tle innych wyróżnia się Andrea Anastasi?

– Widzi w nas nie tylko zawodników, ale przede wszystkim ludzi. I bardzo dobrze nas rozumie. Kiedy przychodzisz na trening i on dostrzega, że masz gorszy dzień, jesteś zmęczony czy wybiegasz myślami gdzieś indziej, nie potrzebuje za wiele. Potrafi wziąć takiego zawodnika na bok i powiedzieć: „Rozumiem, że jest ci ciężko, dlatego nie przejmuj się niczym i zacznij od małych rzeczy. Skup się na nich. Dasz radę”. Nie spotkałem się jeszcze w siatkówce z takim podejściem. Kogo w ostatnim czasie nie pytałem o trenera Anastasiego, czy chłopaków z kadry, czy tych, którzy pracowali z nim w Gdańsku, wszyscy mówili, że to bardzo dobry trener. I ja mogę się dzisiaj pod tymi słowami podpisać.

Rozmawiał Jakub Radomski – cały wywiad w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-12-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved