Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Bartosz Kurek: Zabrakło nam argumentów

Bartosz Kurek: Zabrakło nam argumentów

fot. Katarzyna Antczak

Asseco Resovia Rzeszów nie zagra po raz drugi z rzędu w finale Ligi Mistrzów. Podopieczni Andrzeja Kowala, pomimo dobrej gry, szczególnie w dwóch pierwszych setach, nie zdołali pokonać wielkiego Zenitu Kazań i ulegli Rosjanom w czterech setach. – Zenit zagrał troszkę słabiej początek meczu, ale bez wątpienia jest to dominator, który do każdego meczu przystępuje w roli faworyta – mówił po meczu atakujący Resovii, Bartosz Kurek.

Rzeszowianie znakomicie rozpoczęli sobotni półfinał z Zenitem Kazań. Podopieczni Andrzeja Kowala kontrolowali premierową odsłonę seta i pewnie ją wygrali. Jeszcze na pierwszej przerwie technicznej drugiej części gry tablica wskazywała wynik 8:3. Później jednak Rosjanie złapali wiatr w żagle i do końca seta toczył się wyrównany bój. Więcej zimnej krwi w końcówce zachowali jednak goście i to oni mogli cieszyć się z triumfu. Dwa kolejne sety również padły łupem siatkarzy Władimira Alekny, którzy zameldowali się tym samym w finale imprezy. – Zabrakło nam argumentów i trochę chłodnej głowy. Mam nadzieję, że zdobędziemy brązowy medal. Chcemy zakończyć ten turniej zwycięstwem, by podziękować kibicom za fantastyczny doping – mówił zaraz po meczu atakujący rzeszowian, Bartosz Kurek. „Bombardier” mistrzów Polski był jednak zadowolony z postawy swojej ekipy i do pełni szczęścia zabrakło tylko korzystnego wyniku. –  Jedno jest pewne – możemy schodzić z parkietu z podniesionymi głowami, dumni z tego, co zrobiliśmy. Trochę czegoś zabrakło, ale na pewno nie przestraszyliśmy się przeciwnika w szatni. Graliśmy do końca i to też powinno nas podbudować – stwierdził były zawodnik m.in. Cucine Lube, która również występuje w Krakowie.



Zenit zagrał troszkę słabiej początek meczu, ale bez wątpienia jest to dominator, który do każdego meczu przystępuje w roli faworyta i tak trzeba go traktować. Mam nadzieję, że finał będzie dobrym widowiskiem dla kibiców i skończy się zwycięstwem lepszej drużyn. Przez półtora seta mieliśmy kontrolę nad meczem. Później wróciliśmy do gry w czwartej partii, w której zagraliśmy twardą siatkówkę i postawiliśmy się Zenitowi, lecz tak naprawdę w końcówce zadecydowały indywidualne akcje naszych rywali – ze smutkiem wracał do meczu reprezentant Polski.

Z kim Bartosz Kurek wolałby zagrać w „małym finale” Final Four? – Nie chcę powiedzieć, że przeciwnik w meczu o brązowy medal będzie słabszy, bo to nie jest dobre określenie w stosunku do drużyn, które tu występują – wyjaśniał zawodnik, podkreślając jednocześnie, że w drugim półfinale kibicował będzie swojej byłej drużynie z Civitanovy. – Wolałbym jednak, żeby mój były klub dotarł do finału i tam spłatał figla Zenitowi i stanął na najwyższym stopniu podium. Nasz mecz z Trentino też byłby fajnym wydarzeniem – dodał siatkarz.

Co ciekawe występ Asseco Resovii Rzeszów w Final Four, jest siódmym z rzędu występem polskiego zespołu w tym etapie tych rozgrywek. Kiedy więc można się spodziewać, że ekipa z Polski sięgnie w końcu po upragniony triumf w Lidze Mistrzów? – Nie mam żadnego klubu we władaniu i takiej mocy sprawczej, żeby stworzyć zespół, który wygrałby Ligę Mistrzów (śmiech) – żartował Kurek. – Mówiąc poważnie, myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku i powoli budujemy mocne zespoły. Liga jest coraz bardziej wyrównana. W tym turnieju mogłyby uczestniczyć wszystkie zespoły z czołowej czwórki PlusLigi i każda z nich zaprezentowałaby się godnie. Trzeba odpowiedniej ekipy, w dobrym czasie i miejscu, żeby to się udało. Taka grupa ludzi będzie mogła pokonać wszystkich, nawet wielki Zenit. Nie w tym roku, nie udawało się to w poprzednich, może kiedyś – wyjaśniał atakujący.

Przed meczem z Zenitem w polskich mediach wiele mówiło się o krakowskim Final Four. Pojawiały się nawet porównania z piłkarską Ligą Mistrzów i stawianie Resovii w roli Atletico Madryt, które w ćwierćfinale najlepszych klubowych rozgrywek w Europie pokonało FC Barcelonę. – Myślę, że FC Barcelona okazywała już jakieś znaki słabości, dlatego też to porównanie nie jest zbyt trafne. Tutaj było inaczej, Zenit wszystko wygrywa, więc jeżeli chcielibyśmy być Atletico Madryt, to mogłoby to nie wystarczyć. Więcej piłkarskich analogii się nie doszukuję, chyba, że odnosi się to do kilku obron nogami (śmiech) – skwitował na wesoło zawodnik.

Rzeszowianie, pomimo porażki z Zenitem, wyraźnie odżyli i nie przypominają już tej bezradnej w wielu meczach drużyny z początku sezonu. – Od dłuższego czasu widać już, że łapiemy rytm. Cały czas trzymaliśmy się jako grupa razem i już gramy na lepszym poziomie. Szkoda, że początek sezonu był niezbyt udany, może wtedy nie musielibyśmy czekać do ostatniej kolejki na awans do finału. Niemniej jednak jesteśmy tu, gdzie jesteśmy – dodał Kurek, który przyznał się, że nie wierzył w awans przed meczem Skry z BBTS-em. Zawodnicy z Bielska-Białej sprawili jednak rzeszowianom sporą radość, bo dzięki wygranemu setowi Resovia przeskoczyła w ligowej tabeli Skrę Bełchatów. – Nie wierzyłem, że BBTS może wygrać seta. Byłem w szoku. W hali Energia skończyło się to źle dla miejscowych, ale emocje w pierwszym secie na pewno sięgnęły zenitu. Brawo dla chłopaków z Bielska-Białej, podeszli do niego skoncentrowani, bo nie mieli nic do wygrania – zakończył Bartosz Kurek.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved