Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > Bartosz Bednorz: Nie należy ufać temu, co mówią o nas inni

Bartosz Bednorz: Nie należy ufać temu, co mówią o nas inni

fot. Klaudia Piwowarczyk

Turniej Ligi Światowej w Łodzi był dla Bartosza Bednorza pierwszym występem w seniorskiej reprezentacji przed polską publicznością. Zawodnik opowiedział, jak poradził sobie z presją debiutanta, a także zdradził, jak ważny dla biało-czerwonych będzie Final Six. Nie zabrakło także wątku rywalizacji z Arturem Szalpukiem na obu płaszczyznach. – Walczymy nie tylko w kadrze, ale i w klubie. Myślę, że obaj dobrze na tym wyjdziemy – stwierdził przyjmujący.

Zarówno w Kaliningradzie, jak i Łodzi Stephane Antiga mocno rotował składem. Ma mu to pomóc w wyborze „dwunastki” na igrzyska. Nie da się ukryć, że rywalizacja o jedno z miejsc toczy się między tobą a Arturem Szalpukiem.



Bartosz Bednorz: – Walczę o ten bilet, naprawdę ciężko pracując na treningach. Na meczach bywa różnie, ale trzeba sobie z tym radzić i eliminować błędy, które się pojawiają. Myślę, że trójka Michał Kubiak, Mateusz Mika i Rafał Buszek to są już ci zawodnicy pewni wyjazdu, więc rywalizacja jest między nami, dwoma młodymi zawodnikami.

Obserwuje was Philippe Blain, który będzie waszym trenerem w Bełchatowie. Tam również czeka was walka o miejsce w składzie. To dobra sytuacja?

Myślę, że dobrze na tym wyjdziemy, bo depcząc sobie po piętach, jeszcze bardziej motywujemy się do pracy. Nie skupiam się jeszcze na rywalizacji klubowej. Jestem osobą, która żyje z dnia na dzień i myślę tylko o tym, co jest tutaj. Nie patrzę pod takim kątem, że za wszelką cenę muszę wyrzucić Artura z reprezentacji, absolutnie nie jestem taką osobą. To jest jak najbardziej zdrowa rywalizacja, a na końcu decyzję i tak podejmuje Stephane. Wcześniej uznał, że nie powinienem jechać do Krakowa, teraz podjął decyzję, że gram. Każdą decyzję szanuję i staram się wykorzystywać szansę.

Nie ułatwiacie trenerowi zadania, bo z Arturem jesteście zawodnikami o podobnej charakterystyce i poziomie.

W tym przypadku decydują już takie rzeczy jak więcej bloków czy obron. Na pewno nie jest to łatwa sytuacja, ale z każdą trzeba się będzie pogodzić, choć wewnętrznie będzie bolało, ale taki jest sport. Na wszystko trzeba być przygotowanym.

Niektórzy chyba za bardzo przejmują się waszymi porażkami w Lidze Światowej. Jak wy podchodzicie do takich opinii?

Kibice niekoniecznie wiedzą o tym, jak pracujemy poza meczem. Treningi są naprawdę intensywne, niektórzy mają siłownię przed spotkaniem. To my najlepiej wiemy, jak się czujemy i po jakiej pracy jesteśmy, dlatego nie do końca należy wierzyć temu, co mówią inni. Wychodząc na boisko, walczymy ze swoim ciałem. Jestem spokojny o to, że w Krakowie nasza gra będzie wyglądała dużo lepiej i mam nadzieję, że z Rio – ze mną czy beze mnie – chłopaki przywiozą medal.

Final Six odbędzie się w Polsce. Zależy wam na wyniku w Krakowie? Wszyscy wiemy, że dobry występ na Lidze Światowej szczęścia na igrzyskach raczej nie przynosi.

Przywiązujemy ogromną wagę do turnieju w Krakowie. Może teraz tego nie widać, ze względu na to, że Stephane mocno rotuje składem. Dał odpocząć Michałowi Kubiakowi, z kontuzjami zmagają się Mateusz Mika i Fabian Drzyzga. Luki trzeba wypełnić, więc dla nas młodych to jest ogromna szansa. Możemy pokazać się przed naprawdę dużą publicznością, przed wszystkimi znawcami polskiej oraz światowej siatkówki, więc musimy to wykorzystywać. Raz wychodzi nam to lepiej, raz gorzej.

Do tej pory byłeś zawodnikiem, który raczej ocierał się o kadrę i szybko wracał ze zgrupowania. Teraz masz za sobą występy w „szóstce”. Na pewno dużo to dla ciebie znaczy?

Jeśli mógłbym cofnąć czas, to bym z tego nie skorzystał. Niczego w swoim życiu nie żałuję, wszystkie podjęte przeze mnie decyzje na pewno w jakimś stopniu na mnie wpłynęły, wyciągnąłem z nich wnioski i dzięki temu jestem w miejscu, w jakim jestem. Wychodzę w „szóstce” na mecze Ligi Światowej, a jadąc do Kaliningradu, nie spodziewałem się, że będę w ogóle grał. Przed Memoriałem Wagnera wyjechałem na wakacje, wróciłem, miałem 4 czy 5 dni treningu i już były mecze. Więc nie było dużo czasu, żeby się wdrożyć, a chłopaki z kolei byli „w gazie” po turnieju w Japonii. Ja niestety przez 11 dni, czy nawet więcej, nie miałem z siatkówką żadnej styczności, ale ostatecznie wyszło na dobre. Powoli czas spędzony na boisku się zwiększał i mam nadzieję, że będzie go coraz więcej. Zdaję sobie sprawę, że w tych ważniejszych meczach Stephane będzie stawiał na zawodników bardziej doświadczonych, ale jestem spokojny, bo dobro kadry jest najważniejsze. Nieważne, kto jest na boisku, ważne, żebyśmy wygrywali wszystkie mecze.

Liga Światowa w Łodzi jest twoim pierwszym turniejem w seniorskiej reprezentacji przed polską publicznością. Jak wrażenia?

Faktycznie pierwszy, i od razu na takim poziomie, dlatego emocje sięgały zenitu. Niesamowita atmosfera, niezapomniane przeżycie i ogromnie się cieszę z tego, że dane mi było tego wszystkiego doświadczyć. Tym bardziej, że nie stałem w kwadracie, a wychodziłem w „szóstce”. Muszę wyciągnąć z tego jak najwięcej wniosków, bo z reprezentacją bywa tak, że dzisiaj się jest, a jutro już cię może w niej nie być. Dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko i każdego dnia dawać z siebie maksa, pokazując trenerowi, że zasługuję się na to miejsce w kadrze.

W piątek frekwencja na meczach nie była zbyt wysoka. Czy uważasz, że mogło to wpłynąć na twoją grę?

Jeśli chodzi o to, czy brakuje mi większej publiczności, absolutnie nie. Uważam, że każdy kibic jest na wagę złota, nawet mała garstka ludzi wiele dla nas znaczy. Czujemy wsparcie każdego, choć oczywiście gdy hala jest wypełniona, emocje są ogromne i jeszcze lepiej się nam gra, a może po prostu trudniej się gra rywalom, bo kibice są po naszej stronie. Kilka tysięcy ludzi robi niesamowite wrażenie i jeszcze bardziej nas to nakręca.

Miałam na myśli to, czy może łatwiej było opanować emocje w piątek, skoro na trybunach nie było kompletu?

Jestem osobą, która, na całe szczęście, nie skupia się na tym, co się dzieje na trybunach, tylko na tym, co na boisku. Miałem już kilka meczów przy dużej publiczności, chociaż oczywiście nie takiej, jak to się dzieje na reprezentacji, i każdy mi powtarzał, że nie można się na tym skupiać. Trzeba się wyłączyć i myśleć o tym, co do nas należy. Na kilku zajęciach z psychologiem pracowaliśmy nad tym, żeby mieć chłodną głowę, oczyścić umysł i nie rozpraszać się tym, co się dzieje wokół nas. Wiadomo, że to od razu nie zadziała, ale trzeba pracować nad tym i być konsekwentnym. Wierzę, że w końcu spokój przyjdzie i tych błędów będzie mniej.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Światowa, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-06-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved