Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > B. Serwiński: Trzeba mieć graczy, nie zawodników

B. Serwiński: Trzeba mieć graczy, nie zawodników

fot. Cezary Makarewicz

Polskie żeńskie zespoły dość szybko pożegnały się z rozgrywkami na arenie międzynarodowej. Po niezwykle owocnych latach kibice nie mogą także doczekać się kolejnych spektakularnych sukcesów żeńskiej reprezentacji. W czym tkwi więc problem? – Ludwik Mięta Mikołajewicz, zasłużony trener koszykarek, mawiał: „trzeba mieć graczy, nie zawodników, bo zawodnik zawodzi, a gracz gra” i to jest chyba clou. A w kobiecej siatkówce robi się wszystko, żeby nie było dobrych ligowych zawodniczek, nie mówiąc o graczach – mówi Bogdan Serwiński, trener Muszynianki Muszyna.

W Pucharze CEV Azeryol ograł was w dwumeczu. Jak oceniasz występy pucharowe zespołu?



Bogdan Serwiński: W kontekście wyniku…”szału” nie było, natomiast w kontekście pozostałych kobiecych „pucharowiczów” z Orlen Ligi nasz występ był bardzo przyzwoity.

W pucharach Europa bardzo szybko zatrzasnęła drzwi przez zespołami Orlen Ligi. Przypadek czy za wysokie progi?

– Powiem zdecydowanie, że to nie są za wysokie progi. W 2013 roku zdobyliśmy Puchar CEV, pokonując dwukrotnie Fenerbahce Stambuł w stosunku 3:2. Co ciekawe w moim zespole grało pięć aktualnych policzanek. A Anka Werblińska dwumecz finałowy zagrała zdecydowanie lepiej od gwiazdy Kim. Dwukrotnie graliśmy w drugiej turze play-off Ligi Mistrzyń. Wygrywaliśmy z najlepszymi zespołami Europy. Nutkę goryczy w wypowiedziach Micellego i Cuccariniego doskonale rozumiem. Liga rozumiana jako całość podchodziła i podchodzi do zespołów grających w pucharach w przedziale od beztroski do złośliwości, a tworzony terminarz jest w wielu wypadkach amatorski. Gra w pucharach jest mimo wszystko obowiązkiem dla polskiej klubowej siatkówki i myślę, że uzasadnianie tego stwierdzenia jest zbędne.

Hipotetycznie, gdybyś otrzymał propozycję pracy z reprezentacją, jaki byłby twój „złoty środek” na sukces?

– Hipotetycznie to mogę pożartować: Muszynę od Warszawy dzieli dystans prawie 500 km i chyba nie sądzisz, że tam wiedzą, że u nas gra się w siatkówkę…

A tak na poważnie?

– Ludwik Mięta Mikołajewicz, zasłużony trener koszykarek, mawiał: „trzeba mieć graczy, nie zawodników, bo zawodnik zawodzi, a gracz gra” i to jest chyba clou. A w kobiecej siatkówce robi się wszystko, żeby nie było dobrych ligowych zawodniczek, nie mówiąc o graczach.

Co masz na myśli?

– Zamknięcie ligi i rezygnacja ze sportowej ścieżki awansu i spadku zwalnia siatkarki z odpowiedzialności – to jest widoczne w treningu i grze. Decyzje administracyjne w sprawie tak istotnej jak awans i spadek to budowanie systemu wasalnego, w którym kilku suwerenów siatkówki zawłaszczyło sobie prawo do decydowania w sprawach, w których powinien decydować „czysty sport”.

Ponoć planuje się „restrykcje” w Orlen Lidze i zmniejszenie limitu zawodniczek zagranicznych, które zabierają miejsce polskim talentom, młodym perełkom?

– Talent wszystkiego nie załatwi. Paganini miał talent, ba miał iskrę bożą i ćwiczył godzinami, żeby stać się wirtuozem. Oprócz talentu trzeba mieć pasję do siatkówki, a nie pasję do podpisywania kontraktów. Kontrakt ma być bodźcem, a nie celem samym w sobie. Wspomniani przeze mnie „suwerenowie siatkówki” zapominają o takim słowie jak „konkurencja”, która decyduje o postępie. W styczniowym turnieju kwalifikacyjnym w Ankarze zazdrośnie patrzyliśmy na młode perełki Bonity, a przecież włoska federacja zezwala na cztery zawodniczki zagraniczne na parkietach Lega Pallavolo Serie A Femminile (najwyższa klasa żeńskich rozgrywek ligowych we Włoszech – przyp. red.). W Italii jak widać rozumieją, co znaczą wzorce osobowe, co znaczy rywalizacja, a mówiąc wprost, co to jest sport profesjonalny.

A przepis zawodniczka „under 23” obowiązkowo na parkiecie?

– Czysty socjalizm i system nakazowo-rozdzielczy połączony z rozdawnictwem. Pomysłodawcy muszą zdawać sobie sprawę, że pracują w instytucjach sportowych, a sport to rywalizacja. Tylko trening czyni mistrza. Prawo do podejmowania decyzji musi wiązać się ze świadomością następstw forsowanych pomysłów. A następstwa takiej decyzji to licytacja klubów (oczywiście wygrają ją wysokie budżety), a kontrakty tej grupy zawodniczej pójdą niebotycznie w górę. Natomiast w praktyce sportowej sprowadzi się to do tego, że przykładowo dobra 24-latka powędruje do kwadratu dla rezerwowych, a słaba „małolata siatkarska” na parkiet. Szanowni decydenci, eskperymentowaliście przez wiele lat z kobiecą reprezentacją i sprowadziliście ją do parteru. A teraz w imię jej naprawy chcecie empirycznie sprawdzać swoje pomysły na siatkówce klubowej.

To może lansowany pomysł rozszerzenia Orlen Ligi do 14 zespołów jest remedium na problemy?

– Jakie remedium? To sabotaż! Aspiracje klubów pierwszoligowych w systemie zamkniętej/otwartej ligi są jak najbardziej uzasadnione. Ale biorąc pod lupę potencjał kadrowy, widzimy przecież możliwości naszych siatkarek. Mamy świadomość, jak sądzę, że w profesjonalnym sporcie zawodnik musi być fizyczne, technicznie, taktycznie i mentalnie gotowy do tej rywalizacji. „Nie rzuca się na głęboką wodę tego, który pływać nie potrafi”. Jedynie menadżerowie będą zacierać ręce, bo to nakręci im finansową koniunkturę, choć prywatnie naśmiewają się z tego pomysłu.

Menadżerowie ostatnio ostro obrywają od klubów…

– Nie można mieć pretensji do ludzi za zagospodarowanie jednej z płaszczyzn biznesu, choć moim zdaniem nie mogą mylić roli pełnomocnika zawodniczki z rolą menadżera. To dwa inne pojęcia. Trzeba wymagać od nich odpowiedzialności, tak jak od wszystkich pracujących w siatkówce. W braku odpowiedzialności kryje się cały problem polskiej siatkówki kobiecej.

źródło: mksmuszynianka.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-03-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved