Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > AZS po sezonie – częstochowianie odbili się od dna

AZS po sezonie – częstochowianie odbili się od dna

fot. Klaudia Piwowarczyk

Miniony sezon nie był najlepszy w wykonaniu AZS-u Częstochowa. Wprawdzie podopieczni Michała Bąkiewicza odbili się od ligowego dna, ale tak naprawdę dobrą formę złapali pod koniec sezonu. Ostatecznie akademicy spod Jasnej Góry uplasowali się na jedenastej pozycji, choć ich ambicje sięgały trochę wyżej.

Po latach glorii i chwały dla AZS-u Częstochowa nadeszły chude lata. Drużyna, która jeszcze kilka lat temu walczyła nawet o mistrzostwo Polski, zaczęła szorować po dnie siatkarskiej PlusLigi, kończąc sezon 2014/2015 na ostatnim miejscu. Przełomem miały być zakończone niedawno rozgrywki. Wszak gorzej już być nie mogło. W nich częstochowianie mieli odbić się od dna, a pomóc miała w tym już kolejna na przestrzeni ostatnich lat rewolucja kadrowa w zespole. Zostało w nim tylko dwóch szóstkowych zawodników – Rafał Szymura oraz Adrian Stańczak. Nową jakość drużynie, na ławce trenerskiej której w dalszym ciągu miał zasiadać Michał Bąkiewicz, miał dać zagraniczny zaciąg. Pierwszoplanową postacią w szeregach akademików miał być brazylijski bombardier, Felipe Bandero. Jednak już w drugiej kolejce nabawił się kontuzji, która wyeliminowała go z gry w dużej części rundy zasadniczej i odbiła się na wynikach. Jego zmiennik, Bartłomiej Lipiński, nie do końca wykorzystał szansę, którą otrzymał od losu, a częstochowianom często brakowało siły ognia w ofensywie.



Ważnymi ogniwami mieli być też Rafael Redwitz oraz Matej Patak. Obaj jednak nie do końca spełnili pokładane w nich nadzieje. Doświadczony rozgrywający w niektórych meczach pokazał swój siatkarski kunszt, ale jego forma mocno falowała. Podobnie było ze słowackim przyjmującym, który na dodatek borykał się z kłopotami zdrowotnymi. Przeciętnie zaprezentowali się środkowi, a po powrocie do Polski miejsca w podstawowym składzie nie wywalczył Stanisław Wawrzyńczyk.

Wprawdzie w okresie przedsezonowym podopieczni trenera Bąkiewicza prezentowali się przyzwoicie, ale na pierwsze zwycięstwo w lidze musieli czekać do ósmej kolejki, w której wykazali wyższość nad MKS-em Będzin. Potem przyszły jeszcze wygrane z zespołami z Warszawy, Kielc i Bielska-Białej, ale częstochowianie z trudem wypełnili minimum stawiane przez PLPS, czyli pięć zwycięstw w rundzie zasadniczej. Praktycznie przez cały okres znajdowali się w dolnych rejonach tabeli, nie mogąc nigdy złapać siatkarskiego wiatru w żagle. Trudno było im nawiązać wyrównaną walkę z ligowymi potentatami, choć bełchatowskiej Skrze urwali punkt po porażce w tie-breaku. To był jednak tylko wyjątek potwierdzający regułę, że ekipa spod Jasnej Góry straciła swój dawny blask, co jednak w dużej mierze spowodowane było zdecydowanie mniejszym niż przed laty budżetem.

Być może częstochowianie mogliby powalczyć o lepszą lokatę, gdyby w pełni dysponowany był Bandero, ale to tylko wróżenie z fusów. A ponadto jeden zawodnik nie powinien decydować o obliczu drużyny, w której po raz kolejny szansę ogrywania się i zbierania boiskowego doświadczenia dostała utalentowana młodzież. Wspomniany już Lipiński nie do końca ją wykorzystał, stracony sezon ma też Tomasz Kowalski, który rzadko pojawiał się na parkiecie, za to wydaje się, że okazję do rozwoju wykorzystał Michał Szalacha, który do AZS-u trafił z I-ligowego AGH Kraków. Siatkarzom spod Jasnej Góry nie sprzyjał też system rozgrywek, w którym zabrakło klasycznej fazy play-off. Dobrą formę i świeżość złapali oni dopiero pod koniec rozgrywek, ale wystarczyło to jedynie do ogrania BBTS-u Bielsko-Biała i zakończenia sezonu na jedenastej pozycji. Gdyby system rozgrywek był inny, to można pokusić się o wysunięcie tezy, że nawet dziewiąta lokata była w ich zasięgu. Choć i tak akademicy osiągnęli lepszy wynik niż przed rokiem, to na pewno ich ambicje sięgały trochę wyżej. Wszak każdy sportowiec chce wygrywać jak najwięcej, a im ta sztuka zbyt często się nie udawała.

W kontekście przyszłości częstochowskiego zespołu pojawia się wiele znaków zapytania. Zanosi się na to, że Michał Bąkiewicz lub jakikolwiek inny szkoleniowiec będzie musiał budować drużynę w dużej mierze od nowa. Przesądzone jest już odejście Bandero, a wielce prawdopodobne jest też rozstanie z dwoma pozostałymi obcokrajowcami. Zanim jednak działacze akademickiej drużyny wezmą się za kompletowanie składu na następny sezon, najpierw muszą znaleźć pieniądze na funkcjonowanie zespołu, a z tym wcale nie musi być tak łatwo. Sytuacja AZS-u Częstochowa po raz kolejny jest trudna, a jej start w PlusLidze stoi pod pewnym znakiem zapytania, tym bardziej że chętnych na jego miejsce nie brakuje. Czas pokaże, czy ekipa spod Jasnej Góry po raz kolejny ucieknie spod finansowego topora i postawi na młodzież, czy jednak zabraknie chętnych do wspierania zasłużonego dla polskiej siatkówki klubu, którego zabraknie w końcu w elicie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved