Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > Australia – nieobliczalny rywal w Tokio

Australia – nieobliczalny rywal w Tokio

fot. FIVB

Reprezentacja Australii będzie jednym z rywali biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich, który już za kilka dni rozpocznie się w Tokio. Podopieczni Roberto Santillego nie są zaliczani do faworytów, co jednak nie oznacza, że nie mogą sprawić niespodzianki. Stać ich bowiem na utarcie nosa najlepszym.

W Tokio o cztery olimpijskie przepustki powalczy osiem zespołów, a wśród nich reprezentacja Australii, która obecnie plasuje się na trzynastym miejscu w rankingu FIVB. Wprawdzie nie jest ona stawiana w roli jednego z faworytów, zespołu, który może odegrać kluczowe role w Japonii, ale bez wątpienia może być języczkiem u wagi, a niewykluczone, że powalczy choćby o ostatni bilet do Rio de Janeiro. W teorii bowiem trzy pierwsze lokaty powinny być zarezerwowane dla Francuzów, Irańczyków i Polaków. Ale czy tak też będzie w praktyce?



Australia od wielu lat próbuje przebić się do szerokiej czołówki światowej, ale jak na razie wychodzi jej to z różnym skutkiem. Wystarczy wspomnieć, że nawet na kontynencie azjatyckim nie odgrywa kluczowej roli. Tylko raz w historii zdobyła mistrzostwo Azji (2007). Stawała też na drugim i trzecim stopniu podium tych rozgrywek, ale w ostatnich latach nie zdołała przebić się na pozycje medalowe. Regularnie występuje za to na mistrzostwach świata, choć w nich także odgrywa raczej trzecioplanową rolę. W czempionacie globu, który odbywał się w Polsce, ówcześni podopieczni Jona Uriarte wyszli nawet z grupy, ale w drugiej fazie turnieju byli już raczej chłopcami do bicia. Siatkarze zza oceanu biorą udział również w igrzyskach olimpijskich. W ostatnich latach zabrakło ich jedynie w Pekinie, ale na tym froncie też próżno dopatrywać się ich oszałamiających osiągnięć. Największym ich sukcesem było wywalczenie ósmego miejsca w Sydney w 2000 roku.

Za to ostatnimi czasy Australijczycy furorę zrobili w Lidze Światowej, do której powrócili po piętnastu latach przerwy. W 2014 roku wygrali bowiem turniej drugiej dywizji, w finale przed własną publicznością po tie-breaku ogrywając faworyzowanych Francuzów. Dzięki temu zyskali możliwość rywalizowania w pierwszej dywizji, a co za tym idzie – także szansę na zbieranie cennego doświadczenia w konfrontacji z najlepszymi drużynami świata. Ubiegły rok nie był już tak udany dla zawodników z Antypodów, bowiem w nim w Lidze Światowej nie odegrali znaczącej roli. Byli raczej tłem dla Brazylijczyków, Serbów i Włochów, a przykładowo jedna wygrana z tymi ostatnimi spowodowała, że uplasowali się na końcu stawki w grupie A.

W ostatnim czasie doszło do zmian na ławce trenerskiej reprezentacji Australii. Jona Uriarte zastąpił na niej Roberto Santilli. Głównym zadaniem Włocha była zmiana oblicza zespołu z Kraju Kangurów. Wcześniej bowiem prezentowany przez niego styl określany był mianem siatkówki drwali, co wynikało w dużej mierze z warunków fizycznych poszczególnych zawodników. Włoski szkoleniowiec miał dorzucić do tego odrobinę taktyki oraz poprawić aspekty techniczne w grze zespołu, co miało sprawić, że stanie się on jeszcze groźniejszy dla czołowych drużyn świata. Trudno jednak zwiększać siłę australijskiej siatkówki, kiedy oparta jest ona na kilku graczach. Wyróżniającymi się postaciami w teamie Roberto Santillego są dwaj atakujący – Thomas Edgar oraz Paul Carroll. To na nich w dużej mierze opiera się siła ofensywna ekipy z Antypodów. Ciekawymi postaciami są też dwaj środkowi – Aidan Zingel i Nehemiah Mote, a także stosunkowo młody, ale ograny już libero – Luk Perry. Najmniej stabilni są rozgrywający i przyjmujący, którym obok dobrych meczów przytrafiają się także te zdecydowanie słabsze.

Teoretycznie biało-czerwoni nie powinni mieć problemów z ograniem rywali z Antypodów, ale w praktyce może być różnie. Wprawdzie w ostatnich konfrontacjach obu tych zespołów zdecydowanie lepsi okazywali się podopieczni trenera Antigi, którzy bez problemów pokonali przeciwników chociażby w ubiegłorocznym Pucharze Świata oraz w mistrzostwach świata, ale Australijczycy potrafili też w przeszłości utrzeć nosa naszym siatkarzom. Stało się tak na igrzyskach olimpijskich w Londynie, gdzie porażka z volleyroos sprawiła, że biało-czerwoni w ćwierćfinale trafili na Rosjan, czyli późniejszych mistrzów olimpijskich. Mają więc nauczkę, że żadnego rywala lekceważyć nie można, tym bardziej że jeśli gra idzie o dużą stawkę, to kluczowe znaczenie mają nie tylko umiejętności czy forma fizyczna, ale w dużej mierze także dyspozycja psychiczna. Ponadto podopieczni trenera Santillego są dość nieobliczalni. Jeśli da się im rozwinąć skrzydła, a oni uwierzą w możliwość sprawienia niespodzianki, to mogą być trudni do zatrzymania. Już wielokrotnie udowodnili, że w pojedynczym meczu są w stanie sprawić niespodziankę, ogrywając chociażby Iran w ubiegłorocznym Pucharze Świata. Poza tym wydaje się, że łatwiej będzie im się grało z faworytami, bo wówczas nie ciążyła będzie na nich żadna presja, a zdecydowanie trudniej z przeciwnikami będącymi w ich zasięgu, czyli chociażby Wenezuelą, Japonią czy Kanadą, bo wszak wszystkie te zespoły liczą, że zakręcą się gdzieś wokół olimpijskich przepustek. A czy wywalczą je Australijczycy i pojadą do Rio de Janeiro? Czy tym razem utrudnią zadanie biało-czerwonym? Przekonamy się w najbliższych dniach.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Igrzyska Olimpijskie

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved