Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Artur Szalpuk: Wybrałem Skrę. Na co miałem czekać?

Artur Szalpuk: Wybrałem Skrę. Na co miałem czekać?

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Może trzeba zaufać nam i sztabowi, że forma przyjdzie na kwalifikacje do igrzysk, a nie na dwa tygodnie przed – apeluje Artur Szalpuk. W rozmowie ze Strefą Siatkówki przyjmujący podkreśla, że polska kadra potrzebuje spokoju przed turniejem w Tokio. 21-latek komentuje także decyzję o przejściu do PGE Skry Bełchatów.

Czy porażki z Bułgarią i Serbią mogą polskiej reprezentacji wyjść na dobre?



Artur Szalpuk: – Nie traktowałbym tego w kategorii porażki czy zwycięstwa. Wiadomo, że fajnie jest wygrywać, bo kibice są wtedy zadowoleni. Jednak dla nas najważniejsze są kwalifikacje w Tokio, a memoriał to turniej towarzyski. Na pewno nasza gra nie była zadowalająca dla nas, wymagamy od siebie więcej. Dlatego chcemy się skupić na tym, żeby w Japonii wywalczyć kwalifikację do igrzysk olimpijskich.

Po pierwszym dniu Memoriału Huberta Jerzego Wagnera w mediach pojawiły się nawet głosy, że z taką formą nie macie czego szukać w Tokio. Co ty na to?

– Dobrze, że to inni panikują, a nie my. My wyników w memoriale nie bierzemy tak do serca. Może trzeba zaufać nam i sztabowi, że forma przyjdzie na kwalifikacje do igrzysk, a nie na dwa tygodnie przed?

Z drugiej strony niektórzy uważają, że w zasadzie to możecie się już pakować do Rio. Ze skrajności w skrajność.

– Ani jedna, ani druga opcja nie jest dobra. Naprawdę, nam potrzebny jest spokój. Twierdzenie, że jesteśmy już na igrzyskach, też nam dobrze nie zrobi. Kwalifikacje do tych igrzysk muszą się odbyć, a my nikogo nie zlekceważymy. Do Japonii wszyscy jadą w tym samym celu. Nikt na pewno nie odpuści, więc uznanie przed turniejem w Tokio, że jesteśmy już pewni gry w Rio, to błąd.

Powiedziałeś, że potrzebujecie spokoju, ale wystarczy przypomnieć sobie wasze turnieje kwalifikacyjne. Podczas Pucharu Świata jeden set zadecydował, że nie awansowaliście za pierwszym razem, za to podczas kwalifikacji w Berlinie byliście dwa punkty od odpadnięcia z walki o bilet do Brazylii.

– Taka jest siatkówka, że czasami jedna piłka decyduje o tym, czy grasz dalej, czy odpadasz. Niektórzy mówią, że na tym polega piękno tego sportu. Jakbyśmy nie wygrali tie-breaka z Niemcami, to oni by się przygotowywali do turnieju w Tokio, a my pewnie rozpoczynali dopiero zgrupowanie. W sumie to nawet nie wiem, do czego byśmy się przygotowywali. Pewnie niektórzy dostaliby dłuższe wakacje przed Ligą Światową… Ale na szczęście to nas nie dotyczy. Nie jest tak, że nie pamiętamy o kwalifikacjach w Berlinie, ale teraz liczy się wyłącznie Tokio.

Wszystko może się zdarzyć, ale teoretycznie Polska i Francja są faworytami tych kwalifikacji.

– W zasadzie to najłatwiejszą drogę do kwalifikacji mają siatkarze z Azji, bo najlepsza drużyna z tamtego kontynentu ma od razu zagwarantowane miejsce na igrzyskach. Nie chcę teraz rozsądzać, czy mamy większe szanse niż ekipy spoza Europy. Może jesteśmy tymi teoretycznie silniejszymi i dlatego się mówi, że będziemy mieli łatwiej, ale musimy udowodnić swoją pozycję, bo jeszcze raz powtórzę, że nikt nam niczego za darmo nie da.

W trakcie tego sezonu rywalizowałeś z Wojtkiem Żalińskim o miejsce w kadrze. Zabrakło cię w Berlinie, to był impuls do lepszej gry, żeby powrócić na turniej w Tokio?

– Nie patrzyłem tak na to, bo z Wojtkiem żyliśmy w bardzo dobrych relacjach. Życzyłbym sobie, żeby zawsze w takiej atmosferze walczyć o miejsce w składzie. W tamtym momencie trener uznał, że Wojtek jest w lepszej formie i to on zasługuje na wyjazd do Berlina. Ja musiałem to zaakceptować i pracować dalej, żeby do reprezentacji powrócić.

A propos powrotów to w reprezentacji znów obecny jest trener przygotowania mentalnego. Czy to dla ciebie jest nowość?

– Już rok temu mieliśmy spotkanie i ten, kto uznał za stosowne, mógł z obecności Jakuba Bączka skorzystać. Podobnie działa to teraz, pierwsze spotkanie jest ogólne i dla wszystkich, późniejsza praca skupia się już na indywidualnych potrzebach. Na pewno w siatkówce stanowi to swego rodzaju nowość. Może jeszcze z tego skorzystam, takie rozmowy są pomocne. Nie ma się czego wstydzić, bo to nie jest tak, że jesteś chory i musisz iść do psychologa czy psychiatry. Tak samo jak trening na siłowni czy techniczny ma służyć podniesieniu swoich umiejętności, tak samo takie spotkanie ma pomóc w byciu lepszym zawodnikiem, żeby dawać z siebie drużynie więcej.

Nie jest tajemnicą, że jednym z powodów twojego przyjścia do Radomia była osoba Raula Lozano. Jak ci się z nim pracowało? Wiemy, że Argentyńczyk zwracał uwagę na całokształt, nie tylko na siatkarskie elementy.

– Czasami trener nawet nie wiadomo skąd wiedział, że poprzedniego wieczora posiedzieliśmy z chłopakami dłużej, bo oglądaliśmy film czy mecz. Naprawdę takie sytuacje miały miejsce, trener zwracał na to uwagę. Ja sobie bardzo cenię współpracę z Raulem Lozano, choć to chyba była moja najkrótsza współpraca z jakimkolwiek szkoleniowcem, bo przyjechałem bardzo późno, a Raul wyjechał na początku kwietnia. Na pewno sporo się nauczyłem pod jego okiem, jestem mu za to ogromnie wdzięczny.

Można powiedzieć, że masz szczęście pracować z dobrymi trenerami. Jakub Bednaruk, który super się odnajduje w trenowaniu młodych zawodników, później Raul Lozano, teraz Philippe Blain…

– Żaden z tych trenerów krzywdy mi nie zrobił.

A to już dużo.

– Zdecydowanie, to jest bardzo dobrze. A dodatkowo od każdego z trenerów czegoś innego się nauczyłem, więc jak na razie pod tym względem moja przygoda z siatkówką przebiega bardzo dobrze.

Philippe Blain będzie też twoim trenerem w PGE Skrze Bełchatów. To chyba dość odważny krok,  żeby przejść do Bełchatowa?

– Jakbym nie czuł się gotowy, to do Skry bym nie poszedł. Czy odważny? W moim wieku wszyscy wielcy zawodnicy też szli do takich klubów, więc nie traktuję tego w kategoriach odwagi. Dla każdego zawodnika musi przyjść moment, że decyduje się na grę w jednym z lepszych klubów. Na co miałem czekać?

Wszyscy wiemy, jak mało szans na grę w barwach Asseco Resovii Rzeszów otrzymał Olek Śliwka. Nie boisz się, że z tobą może być podobnie?

– Różnica jest taka, że Olek nie miał wyboru, to nie była jego decyzja, bo cały czas był zawodnikiem Asseco Resovii Rzeszów i po prostu został tam ściągnięty. Ja kontrakt ze Skrą podpiszę tylko na jeden sezon. Jeśli mi się nie uda, wrócę do punktu wyjścia. Na przejściu do Skry mogę tylko zyskać i nie widzę minusów, nawet jakby nie daj Boże przydarzyło mi się to, co Olkowi, to znowu znajdę się w punkcie, w którym jestem teraz. Podobnie jak Olek – teraz idzie do teoretycznie słabszej drużyny i wrócił do momentu, w którym był w Politechnice.

O miejsce w „szóstce” będziesz rywalizował z Bartkiem Bednorzem. Obaj jesteście w tym samym wieku, prezentujecie podobny styl gry. To plus czy minus tej sytuacji?

– Zdecydowanie plus. Myślę, że w takich drużynach można się nawzajem uzupełniać i gdy jednemu nie idzie, to drugi może pomóc. Rywalizacja na treningach sprawia z kolei, że podnosisz swoje umiejętności. Ja rywalizacji się nie boję, a wręcz ją bardzo lubię. W pierwszym sezonie w Politechnice Warszawskiej musiałem walczyć o miejsce z Iwanem Kolewem. Tak to już jest, że w topowym zespole jest wielu zawodników o wysokich umiejętnościach, więc się z tym liczyłem.

Mówiło się sporo o tym, że wybierzesz ofertę Lotosu Treflu Gdańsk. Czy możesz zdradzić, dlaczego w końcu związałeś się z PGE Skrą Bełchatów?

– Faktycznie rozmawiałem z drużyną z Trójmiasta, ale zdecydowałem się na ofertę Skry. To była moja decyzja. Tak to już jest przyjęte, że później nie komentuje się takich decyzji.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved