Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Artur Ratajczak: Cieszy zwycięstwo, ale nie gra

Artur Ratajczak: Cieszy zwycięstwo, ale nie gra

fot. Aleksandra Twardowska

Środkowy MKS-u Będzin, Artur Ratajczak, był umiarkowanie zadowolony po sobotnim zwycięstwie jego drużyny w Częstochowie z tamtejszym AZS-em 3:2. Były siatkarz m.in. Lotosu Trefla Gdańsk cieszy się z triumfu, ale czuje niedosyt spowodowany zgubieniem jednego punktu meczowego. Ponadto zwraca uwagę na grę swojego zespołu, która momentami jest bardzo nierówna.

Na pewno cieszy nas zwycięstwo w Częstochowie na niełatwym dla nas terenie, ale nie cieszy mnie nasza gra, dlatego że strasznie szarpaliśmy. Potrafiliśmy mieć czteropunktową przewagę, a za chwilę AZS Częstochowa wychodził na prowadzenie. Tak nie możemy grać, jeżeli chcemy naprawdę powalczyć o jakieś wyższe cele. Musimy taką przewagę szanować i umieć ją trzymać do samego końca i to boli – powiedział tuż po zakończonym meczu Artur Ratajczak.



MKS Będzin zdążył już w tym sezonie uzbierać trochę punktów, chociaż ma na swoim koncie dopiero trzy zwycięstwa. Tych oczek byłoby zdecydowanie więcej, gdyby będzinianie grali równiej. – Tracimy pierwszego seta, potem gonimy, rwiemy i ta gra jest szarpana. Cały czas to powtarzam, że mamy praktycznie cały nowy skład, nowych rozgrywających, a siatkówka lubi spokój i czas, w którym można potrenować. Mam nadzieję, że z meczu na mecz to się będzie tam gdzieś stabilizowało, bo największym zagrożeniem na ten moment dla nas, dla tej drużyny to jesteśmy my sami – podkreśla.

W trakcie tego spotkania jego kolega z zespołu grający na tej samej pozycji, Mateusz Przybyła, doznał poważnie wyglądającej kontuzji kolana. – Akurat byłem pod siatką i widziałem, jak już leżał na boisku. Mam nadzieję, że zakończy się to tylko jakimś stłuczeniem. Liczę na to, że rozejdzie się po kościach na przełomie kilku dni. To nie wyglądało dobrze, ale trzeba być dobrej myśli i wierzę, że wszystko będzie ok – wierzy głęboko Artur Ratajczak.

Dla naszego rozmówcy zwycięstwo pod Jasną Górą 3:2 jest lekkim niedosytem, ponieważ MKS mógł postarać się o pełną pulę, prowadząc w meczu 2:1. – Czuję niedosyt. Myślę, że można to określić w ten sposób, że jest to dla nas jeden stracony punkt, mimo że AZS Częstochowa grał dobrze, bo robił nam duży problem z serwisem, tylko że to my robimy sobie przewagę, której później nie umiemy utrzymać i to boli. Do ilu mamy wygrywać seta? Do 10, żeby to utrzymać do samego końca? Cztery, pięć punktów przewagi – to już trzeba jakoś trzymać, a tu dochodzi taki moment dekoncentracji i za moment zamiast kończyć seta, oni prowadzą dwoma punktami – uważa, kontynuując: – To są drużyny z naszego zasięgu. Wiadomo, że bić się trzeba z każdym od początku do końca, ale to jest nasza gdzieś tam druga połowa tabeli. To jest bardzo cenne zwycięstwo, nie ma co się oszukiwać – mówi środkowy MKS-u.

Podopieczni Stelio DeRocco potrzebują czasu, aby móc zgrać się jak najlepiej, ponieważ do zespołu dołączyło wielu nowych zawodników. – Myślę, że atmosferę mamy bardzo dobrą. Każdy stara się sobie pomóc. Trenerzy mają fajną myśl, która mi się podoba. Tak jak powiedziałem wcześniej, w siatkówce jest potrzebny czas, aby to wszystko wdrożyć, żeby to wszystko działało, chociażby tak jak na treningach. Czekam na następne spotkanie i mam nadzieję, że gdzieś to się ustabilizuje. Jeszcze nie jesteśmy zgrani na sto procent. Na pewno są duże rezerwy. To charakteryzuje całe nowe ekipy. PlusLiga jest bardzo mocna, jak się popełni dwa, trzy, cztery niewymuszone błędy własne, to się przegrywa seta i tak to wygląda – twierdzi na koniec Artur Ratajczak.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-11-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved