Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Anna Lewandowska: Wygrana była w zasięgu ręki

Anna Lewandowska: Wygrana była w zasięgu ręki

fot. Wisła Warszawa

Bardzo blisko czwartego zwycięstwa z rzędu były zawodniczki Wisły Warszawa. Do pokonania zespołu wicemistrzyń Polski i sprawienia ogromnej sensacji warszawskim syrenom zabrakło jednak dwóch punktów w tie-breaku. To właśnie o te dwa oczka lepsze były siatkarki ŁKS-u i to one pojadą do Nysy, ale gospodynie wstydu swoją grą kibicom nie przyniosły. – Moim zdaniem, pomimo tego, że na tablicy wyników ostatecznie mamy jedynie różnicę dwóch punktów, to jednak wygrał zespół lepszy. Łodzianki mają od nas zdecydowanie większy potencjał i większą szansę na zdobycie o Pucharu Polski – powiedziała po meczu środkowa gospodyń, Anna Lewandowska.

Przegrałyście, ale lepszego stylu, w jakim odpadacie z Pucharu Polski chyba nie mogłyście sobie wyobrazić. Przy stanie 13:13 w tie-breaku trudno było wskazać zespół, który jest bliżej tego awansu, ale pomimo to chyba nie macie sobie zbyt wiele do zarzucenia…



Anna Lewandowska: Jest po naszej stronie duży niedosyt. Co prawda walcząc na przewagi, przegrałyśmy tie-breaka, ale wygrana na pewno była w zasięgu ręki. Myślę, że gdybyśmy były trochę bardziej skoncentrowane na tę końcówkę i być może podjęły inne decyzje w kluczowych momentach, to mogłyśmy wygrać ten mecz.

W tym sezonie wyjątkowo dużo problemów dotyka zespół Wisły, bo niedawno doszło do zmiany trenera, Piotra Chilko zastąpiła Ewa Cabajewska, a dodatkowo w drużynie macie obecnie tylko 10 zawodniczek. Jednak w trzech ostatnich meczach ligowych odniosłyście zwycięstwa. Można powiedzieć, że wychodzicie z małego kryzysu?

Myślę, że naszą siłą jest teraz kolektyw. Zmiana na stanowisku trenera zwykle korzystnie odbija się na drużynie i u nas też tak było. Każdy szkoleniowiec wnosi swoje metody treningowe i sposób przygotowania do meczów, to daje taki powiew świeżości. Nowe pomysły były nam potrzebne, dobrze współpracuje nam się z trener Ewą Cabajewską i też z Asią Mirek, która daje nam dużo cennych wskazówek. Udaje nam się wykorzystać to potem w meczach i to przełożyło się na naszą lepszą grę w starciach ligowych.

Przez to, że macie bardzo mało możliwości rotacji na poszczególnych pozycjach, wzrasta odpowiedzialność każdej z zawodniczek. Taka adrenalina i presja były wam potrzebne?

Nasz zespół składa się z dziewczyn doświadczonych, z których praktycznie każda występowała już w ekstraklasie. Wyjątkiem jest tutaj Kasia Marcyniuk, ona akurat nie miała do czynienia z grą w najwyższej klasie rozgrywkowej. W ostatnich meczach Kasia gra jednak fajne zawody. Myślę, że wyniki są raczej efektem doświadczenia i ciężkiej pracy na treningach, wąski skład raczej nam tutaj nie pomaga.

Jeśli chodzi o środkowe, to akurat trener Cabajewska może mieć mały ból głowy, bo tutaj czwórka zawodniczek grających na tej pozycji prezentuje dość wyrównany poziom. Cieszysz się z tego, że inaczej, niż było to na początku sezonu, teraz dostajesz więcej szans na grę?

Na początku sezonu rzeczywiście ta współpraca z trenerem Chilko nie układała nam się za dobrze i nie dostawałam za dużo szans, żeby pokazać swoje umiejętności. Oprócz tego mam na swojej pozycji dwie bardzo doświadczone zawodniczki, więc wiedziałam, że o tę szóstkę będzie mi trudno walczyć. Natomiast uważam, że dla każdej siatkarki przychodzi taki moment w sezonie, kiedy ma zwyżkę formy i gra lepiej. Trzeba czekać na swoją okazję, wierzę, że ja mam teraz taki moment i to może przełożyć się na dobre występy i punkty zdobyte dla drużyny.

Urodziłaś się w Toruniu i tam też spędziłaś aż 8 sezonów, reprezentując barwy miejscowych Budowlanych. Z tą drużyną awansowałaś do ekstraklasy i zadebiutowałaś w LSK. Trudno było zmienić otoczenie?

W Toruniu zawsze byłam „u siebie”. To zawsze nowe dziewczyny przychodziły do mnie, a nie odwrotnie. W Warszawie nie miałam jednak problemów z aklimatyzacją w zespole, mamy naprawdę wspaniałe osoby w zespole i myślę, że to one najbardziej pomogły mi w przeprowadzce i odnalezieniu się w nowym zespole.

Wisła w ostatnich sezonach przystępowała do ostatniej fazy rozgrywek jako jeden z murowanych kandydatów do walki o medale, wydawało się, że w tym sezonie będzie inaczej, ale temu z kolei przeczą wasze ostatnie wyniki. Jak należy traktować drużynę Wisły Warszawa przed meczami play-off?

Na początku sezonu nie złapałyśmy formy i nasza gra wyglądała bardzo słabo. Tym bardziej że oczekiwania kibiców były bardzo wysokie, bo Wisła zawsze była w czołówce ligowych zespołów. Złapałyśmy „zadyszkę” i teraz odrabiamy punkty i staramy się piąć w górę tabeli. My nie kalkulujemy tego, na ile wystarczy nam czasu i z kim przyjdzie nam grać w play-off. Ostatnie mecze pokazały, że jesteśmy w stanie wygrać nawet z liderem. Musimy skupić się głównie na swojej grze, reszta przyjdzie z czasem.

Niemal co roku przy takich okazjach jak mecze zespołu z ekstraklasy i I ligi pada pytanie, czy różnica dzieląca te klasy rozgrywkowe się zaciera czy poszerza…

Uważam, że jest dużo dziewczyn, które z parkietów ekstraklasowych zeszły o poziom niżej, ja jestem też tego przykładem. Nie chcę, żeby zrozumiano mnie źle, bo nie jestem zdania, że I liga i ekstraklasa prezentują taki sam poziom. Myślę jednak, że jest między nimi dużo podobieństw. Każdy może wygrać z każdym, zwłaszcza że wiem, jaka presja ciążyła w tym meczu na zespole z ekstraklasy. Wydaje mi się, że warto to wykorzystać i nam się to udało, bardziej bawiłyśmy się i cieszyłyśmy z każdego punktu niż „spinałyśmy”.

Jak twoim zdaniem sprawdza się nowa formuła rozgrywek Pucharu Polski, która sprawia, że wystarczy sprawić jedną niespodziankę, pokonując drużynę z ekstraklasy, by znaleźć się w finałach? To krok w dobrą stronę?

– Myślę, że to dobre posunięcie, bo tak naprawdę w trakcie sezonu znacznie łatwiej jest znaleźć siły na ten jeden mecz i wykrzesać z siebie wszystko. Uważam, że ta dłuższa formuła była trochę bez sensu, bo były takie sytuacje, że trenerzy decydowali się odpuścić te rozgrywki. Takie podejście nie było fair wobec kibiców i też samych zawodniczek.

Czy twoim zdaniem w tym ćwierćfinale nie zabrakło wam po prostu trochę szczęścia i to właśnie sprawia, że odczuwacie tak duży niedosyt? Przyznasz chyba, że tutaj łodzianki nie miały tego meczu pod kontrolą…

Nie uważam tak. Moim zdaniem pomimo tego, że na tablicy wyników ostatecznie mamy jedynie różnicę dwóch punktów, to jednak wygrał zespół lepszy. Łodzianki mają od nas zdecydowanie większy potencjał i większą szansę na zdobycie o Pucharu Polski. Życzę im jak najlepiej, a my skupiamy się teraz na walce o mistrzostwo I ligi.

Kolejny przystanek – Tarnów. Jak ostudzić emocje po takim meczu jak ten z ŁKS-em?

Myślę, że tutaj same będziemy walczyły raz ze swoim zmęczeniem, a dwa – z euforią, która towarzyszy nam po ostatnich meczach. Ostatnie trzy mecze to bardzo ciężkie tie-breaki w naszym wykonaniu. Wierzę jednak, że to pięciosetowe spotkania najmocniej scalają drużynę i motywują do dalszej pracy. Wiemy, że stać nas na dużo więcej niż na początku sezonu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet, Puchar Polski

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved