Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Anna Bączyńska: Chcemy pokazać, że nie jesteśmy zespołem „do bicia”

Anna Bączyńska: Chcemy pokazać, że nie jesteśmy zespołem „do bicia”

fot. lsk.pls.pl

Siatkarki E.Leclerc Radomki Radom w meczu z legionowiankami w dwóch setach rozbiły lokalne rywalki, wygrywając 25:14, ale to jednak drużyna spod Warszawy okazała się wyjść obronną ręką z derbów województwa mazowieckiego. Po przegranej w tym bardzo nierównym i oferującym kibicom doznania rodem z rollercoastera meczu Anna Bączyńska mówiła tak: – Chcemy pokazać, że status beniaminka nie oznacza, że jesteśmy zespołem „do bicia” – przyznała przyjmująca radomianek.

Wygrałyście drugiego seta 25:14, w takim samym stosunku zwyciężając również w partii czwartej. Aż ciężko w to uwierzyć, że po tym meczu dopiszecie jednak do tabeli tylko jedno oczko. Jak opisałabyś to spotkanie?



Anna Bączyńska: Myślę, że ten mecz dobrze pokazał, jak wygląda kobieca siatkówka. Nigdy nie można obstawić wyniku i być pewnym, że dana drużyna wygra. Nie ukrywam, że chciałyśmy zgarnąć tutaj trzy punkty albo przynajmniej powalczyć o te dwa w tie-breaku, kiedy nadarzyła się taka okazja. Nie jestem przesądna, ale ewidentnie jedna połowa była dla nas szczęśliwa. Zaczęłyśmy na niej piątego seta, niestety w końcówce weszłyśmy już na tę pechową stronę.

Przez dwa minione sezony reprezentowałaś barwy klubu z Legionowa. Zależało ci, aby tutaj coś pokazać, udowodnić byłemu zespołowi?

– Czy udowodnić? Tego nie wiem, ale zawsze grając ze swoim byłym klubem, na pewno podświadomie pojawia się taka dodatkowa motywacja, podwójnie zależy nam wtedy na zwycięstwie. Udowodnić też, ale bardziej sobie, że jednak reprezentuje się jakiś poziom, rozwija się. W momencie gdy wychodzimy na boisko, rywalizacja staje się już czysto sportowa i nie ma tutaj mowy o żadnych podtekstach.

Serie punktowe na korzyść jednej ze stron były w derbach Mazowsza zjawiskiem bardzo częstym. Czy jednak to one sprawiły, że dany set miał jedną stronę, która zdecydowanie przeważała?

– Dziewczyny parę razy ustrzeliły nas zagrywką, ale my je również. Tutaj akurat bilans zysków obu zespołów był podobny, bo obie drużyny stanęły na wysokości zadania. My może potrzebowałyśmy na to więcej czasu, bo na początku pierwszego seta ta zagrywka nam nie siedziała. Później już jednak utrzymywałyśmy wysoki poziom gry w tym elemencie. Zabrakło u nas za to kończącego ataku i w paru sytuacjach również mogłyśmy zrobić więcej w obronie.

W weekend uległyście łodziankom, jednak tam również potrafiłyście momentami przeważać na boisku i początkowo znajdowało to odzwierciedlenie w wyniku. Pokazałyście, że grać potraficie czy zatem czynnikiem, który może decydować o porażce jest to, co dzieje się w waszej głowie?

– Nie uważam, że przegrywamy w głowach. Dla mnie jest to jakieś abstrakcyjne wytłumaczenie. Przegrywamy, po prostu będąc słabsze na boisku. W Łodzi na początku setów obejmowałyśmy prowadzenie, ale później brakowało nam już tych sportowych walorów. Myślę, że w przypadku meczu z ŁKS-em to na pewno ustępowałyśmy rywalkom doświadczeniem. W naszych głowach jest tylko chęć zwycięstwa i podniesienia się w końcu z dołu tabeli.

Przed wami mecz z Developresem Rzeszów na własnym terenie. To jeden z najsilniejszych rywali w lidze, ale we własnej hali rozgrywacie do tej pory chyba najlepsze wasze mecze. Myślisz, że macie szansę na sprawienie niespodzianki?

– Szanse są zawsze. Czy to na wyjeździe, czy to u siebie, to nie ma znaczenia. Grając z teoretycznie lepszymi od nas zespołami, towarzyszy nam jeszcze większa chęć, by te punkty im urwać. Nam jako beniaminkowi przyświeca takie hasło, że my możemy, a nie musimy. Myślę, że przed takim meczem jak ten z rzeszowiankami takie podejście jest jedynym, które może pozwolić nam coś ugrać. Chcemy pokazać, że status beniaminka nie oznacza, że jesteśmy zespołem „do bicia”.

Mecz z legionowiankami pokazał, że nawet w trudnych sytuacjach odnajdujecie się z Alicją Grabką bezbłędnie. Znajomość z poprzedniego klubu, nomen omen Legionovii, ma tutaj znaczenie?

– Myślę, że tak, kiedy zna się rozgrywającą, to oczywiście szybciej się z nią zgrywa w nowym zespole. Uważam jednak, że ten sezon przygotowawczy był na tyle długi, bo trwał aż trzy miesiące, że każda z zawodniczek miała wystarczająco dużo czasu, by zgrać się z Alą.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-11-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved