Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Andrzej Kowal: Na wyjazdach jesteśmy zdecydowanie lepsi

Andrzej Kowal: Na wyjazdach jesteśmy zdecydowanie lepsi

fot. Sylwia Lis-Dubiel

W emocjonującym i niezwykle zaciętym hicie 16. kolejki PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów uległa w hali Podpromie 2:3 PGE Skrze Bełchatów. Mimo że rzeszowianie przegrywali już 0:2, to udało im się doprowadzić do tie-breaka, w którym to jednak minimalnie lepsi okazali się przyjezdni. Aktualnie bełchatowianie są wiceliderem tabeli, a zespół z Podkarpacia plasuje się na 3. pozycji ze stratą trzech oczek, co oznacza, że ekipa Andrzeja Kowala musi się nieźle natrudzić i liczyć każdy punkt, aby zagrać o mistrzostwo Polski.

W poprzednich sezonach waszą siłą było to, że wygrywaliście zacięte końcówki. W tym je przegrywacie, tak jak ze Skrą. I to nie przez złą grę zespołu, ale przez proste, indywidualne błędy…

Andrzej Kowal: – Tak, brakuje cierpliwości. W takich końcówkach my nie możemy sobie sami narzucać presji, musimy czuć radość z gry. Gdy narzucamy sobie presję, to wkrada się niepewność i to ma później przełożenie na obraz gry.



Ale mieliście swoje szanse, trochę kontr, niestety nieskończonych. W tych sporo było niedokładności, zwłaszcza na rozegraniu. Szkoda, bo to mogło pozwolić na przełamanie.

– Gdybyśmy tak to rozpatrywali, to po obu stronach były duże niedokładności. W końcówce drugiego seta zawiódł nas serwis. My nie możemy zakładać, że na kontrach zagramy na sto procent, bo tak zespoły nie grają. Na pewno podaliśmy im rękę prostymi błędami w zagrywce w drugiej partii, w pierwszej przegraliśmy także naszymi akcjami. Ja szukam jednak nie tylko problemów, ale też pozytywnych rzeczy. A jedną z nich jest to, że wróciliśmy do meczu i graliśmy jak równy z równym. A wszystko jest jeszcze do wygrania.

Oddawaliście też punkty w prostych sytuacjach. W pierwszym secie ataki na pojedynczym bloku czy na czystej siatce lądowały w aucie. Popełniając 10 czy 11 błędów w secie, nie da się wygrywać na tym poziomie.

– Z drugiej jednak strony z takim przeciwnikiem musimy ryzykować. Jak nie będziemy tego robić, to gra będzie wyglądała jak podczas Pucharu Polski we Wrocławiu, gdzie oni grali na 70 procent w ataku. Oczywiście mamy zawodników, którzy powinni nam trzymać poziom gry. Na pewno brakuje nam cierpliwości w grze i nad tym musimy pracować.

Brakuje chyba też spokoju, chłodnej głowy. Po dwudziestym punkcie wkrada się do gry nerwowość. Dziś choćby wpadły w przyjęciu takie zagrywki, które wcześniej spokojnie byście przyjęli, a tu bez ruchu lądowały w boisku.

– Trzeba te zagrywki rywali oglądnąć na wideo, bo dwie lub trzy wpadły naprawdę między dwóch zawodników. To może się zdarzyć. My oczywiście poprzez taktykę gry staramy się ustalać tę potencjalną strefę zagrywki, by ją pokryć, ale przeciwnik też te strefy zmienia. To nie jest tak łatwo. Na porażkę nie składa się tylko jeden element, to jest zagrywka, przyjęcie i wszystkie elementy techniczne.

Cały wywiad Marcina Lwa do przeczytania w serwisie sport.pl

źródło: rzeszow.sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-02-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved