Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Andrea Anastasi: Wykorzystywaliśmy swoje okazje

Andrea Anastasi: Wykorzystywaliśmy swoje okazje

fot. Łukasz Krzywański

W miniony weekend zespół Andrei Anastasiego odniósł szóste zwycięstwo z rzędu. Zdobywcy Pucharu Polski pokonali na wyjeździe MKS Będzin 3:0 i umocnili się na piątym miejscu w tabeli. O tym spotkaniu, życiu w Polsce oraz pracy trenera porozmawialiśmy z trenerem Trefla Gdańsk Andreą Anastasim. – Dla mnie praca w Gdańsku nie różni się od pracy we Włoszech mówi były trener reprezentacji Polski.

Pierwsze dwa sety w meczu z MKS-em Będzin były świetne, jednak na początku trzeciego coś się zacięło w waszej grze i przegrywaliście 5:10. Byliście jednak w stanie odwrócić losy tego seta i wygrać całe spotkanie 3:0. Co o tym zadecydowało?



Andrea Anastasi: – Tak jak powiedziałeś, pierwsze dwa sety były bardzo dobre w naszym wykonaniu, odnieśliśmy w nich zwycięstwo bez większego problemu. Na trzeciego seta wróciliśmy po dziesięciominutowej przerwie, MKS dokonał dużo zmian w swoim składzie i po nie najlepszym początku musieliśmy odnaleźć swój rytm gry, dokonaliśmy drobnych roszad w zespole. Kiedy je zrobiliśmy, pojawiła się współpraca pomiędzy blokiem i obroną, wykorzystywaliśmy również swoje okazje. Może nie prezentowaliśmy się tak dobrze jak w pierwszej i drugiej partii, ale wystarczyło do wygranej.

Wprowadzenie na boisko doświadczonego Wojciecha Grzyba dało dużo pozytywnej energii całej drużynie.

– Wojtek gra bardzo dobrze, w poprzednich sezonach był podstawowym zawodnikiem. W meczu przeciwko będzinianom zaprezentował się z rewelacyjnej strony. Chciałem dać mu szansę gry, jego wejście na boisko okazało się dobrym posunięciem.

Jak powiedział mi pan parę tygodni temu, czuje się pan bardzo związany z zespołem z Gdańska, jednak nasz kraj, a zwłaszcza nasze drogi nie zrobiły na panu najlepszego pierwszego wrażenia.

– Tak, to prawda. (śmiech) Kiedy byłem trenerem polskiej kadry i mieszkałem w Warszawie, to podróże np. do Katowic czy Sosnowca były dla mnie dramatem. Teraz jest zupełnie inaczej, Polska bardzo się zmieniła, ludzie teraz to widzą i czują. To świetny kraj.

Jak zaczęła się pana przygoda z siatkówką?

– O mamo, to było bardzo dawno temu. (śmiech) Miałem wtedy dziesięć lat i musiałem wybierać, czy chcę uprawiać siatkówkę, czy piłkę nożną. Zasadniczo grałem w tenisa, ale mogłem to robić tylko latem. Cała drużyna piłkarska nakłaniała mnie do gry w niej, ale spotkałem nauczyciela, który był moim trenerem, mentorem, a później został moim przyjacielem. Podziwiałem jego osobowość, w sumie dalej czuję do niego ogromny szacunek. Przez niego poczułem miłość do siatkówki i zacząłem uprawiać ten sport.

Jest pan związany z siatkówką wiele lat. Jaki sukces uważa pan za swoje największe osiągnięcie?

– Trudno jest mi wybrać. Najlepiej pamiętam to, co się zdarzyło ostatnio, czyli zdobycie Pucharu Polski we Wrocławiu. Było bardzo ciężko, ponieważ mieliśmy trudną podróż i bardzo się cieszę, że wygraliśmy.

Czuje się pan bardzo związany ze swoim miastem rodzinnym – Poggio Rusco. Krążą legendy, że zna pan w nim każdego mieszkańca.

– Troszkę jest w tym prawdy. Mam szczęście, ponieważ z Gdańska jest bezpośrednie połączenie lotnicze do Bergamo i jak najczęściej staram się odwiedzać moją żonę i przyjaciół w Poggio Rusco. Czasem do Polski przyjeżdża moja żona, która zresztą teraz jest w Gdańsku. Dla mnie praca w Gdańsku nie różni się od pracy we Włoszech. Czuję się komfortowo w Trójmieście, biorąc pod uwagę zarówno kwestie zawodowe, jak i prywatne.

Jakie sporty poza siatkówką pana interesują?

– Śledzę piłkę nożną, tenis, koszykówkę, zwłaszcza NBA. Właśnie teraz, kiedy rozmawiamy, Roger Federer z Andreasem Seppim grają w półfinale turnieju w Rotterdamie, jestem bardzo związany z tą dyscypliną. W lidze włoskiej kibicuję Juventusowi.

Ma pan jakieś pasje poza sportem?

– Będę teraz całkowicie z tobą szczery, podczas sezonu nie mamy za dużo wolnego czasu. Jestem szczęściarzem, ponieważ mieszkam w Gdańsku, kiedy trafi mi się jeden dzień wolnego, to w tak dużym mieście mogę robić co chcę. Jak już mówiłem, to świetne miejsce do pracy, ale również przyroda jest rewelacyjna. Poza tym lubię spędzać czas w dobrych restauracjach, czytać ciekawe książki, takie normalne rzeczy. Następnego dnia spotykam się moim z przyjacielem i bardzo się z tego cieszę.

Co pan lubi, a czego nie lubi w pracy trenera i czy jakieś zachowanie zawodników pana irytuje?

– Mam taką filozofię, żeby skupiać się tylko na pozytywnych stronach. Kocham moją pracę, oczywiście bycie trenerem to odpowiedzialne zadanie, szkoleniowiec ma duży wpływ na zespół. Uwielbiam ten rodzaj odpowiedzialności oraz fakt, że mogę tworzyć siatkówkę, którą lubię i budować zespół według mojego własnego pomysłu.

Pracę z jakimi zawodnikami wspomina pan najlepiej?

– Trudne pytanie. Bardzo dobrze pracowało mi się z takimi graczami jak: Andrea Giani, Lorenzo Bernardi czy Andrea Gardini. To byli prawdopodobnie najlepsi gracze, jakich znam.

Jeśli miałby pan zbudować drużynę marzeń, kto by się w niej znalazł?

– Lloy Ball jako rozgrywający, Clayton Stanley na pozycji atakującego. Gustavo i Andrea Gardini na środku siatki, Lorenzo Bernardi i Andrea Giani jako przyjmujący, a Serginho byłby libero.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-02-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved