Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Andrea Anastasi: Buzują we mnie emocje

Andrea Anastasi: Buzują we mnie emocje

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Pięć sezonów to szmat czasu, a ja nawet jako zawodnik nie spędziłem tylu lat w jednym klubie. Gdy pomyślę o całej drodze, jaką przeszliśmy w Gdańsku, buzują we mnie emocje – powiedział Andrea Anastasi, który po pięciu latach pracy w Treflu zdecydował się opuścić Gdańsk.

Andrea Anastasi przez ostatnie pięć sezonów był szkoleniowcem Trefla Gdańsk. Wraz z pomorską drużyną sięgnął po medal w PlusLidze oraz po Puchar Polski, ale nadszedł czas na nowe wyzwania. Doświadczony szkoleniowiec ma przenieść się do Onico Warszawa, ale z sentymentem będzie wspominał pracę w Gdańsku. – Pięć sezonów to szmat czasu, a ja nawet jako zawodnik nie spędziłem tylu lat w jednym klubie. Gdy pomyślę o całej drodze, jaką przeszliśmy w Gdańsku, buzują we mnie emocje. Żegnając się z prezesem Dariuszem Gadomskim, podziękowałem mu, że miałem szczęście prowadzić taką drużynę i poczuć się jak w domu – powiedział Andrea Anastasi, który był z Treflem na dobre i na złe. Nie odszedł z drużyny, kiedy ta miała kłopoty finansowe, a jej dalsze funkcjonowanie stanęło pod znakiem zapytania. – Podpisując umowę w Gdańsku, zobowiązałem się do współtworzenia tego klubu, a dodatkowo w tym kryzysowym momencie moje działania też ważyły na jego wizerunku. Miałem wsparcie władz, a one moje, więc decyzja o pozostaniu była naturalna – dodał doświadczony szkoleniowiec.



Dla gdańskiego zespołu szczególnie poprzedni sezon był bardzo trudny. Chociaż w nim Trefl sięgnął po Puchar Polski, to niewiele brakowało, aby został wycofany z rozgrywek. – Pamiętam taki moment zeszłego sezonu, gdy przez trzy tygodnie trwaliśmy w zawieszeniu. Spotykałem się na treningu z drużyną i mówiłem: „Chłopaki, będę z wami szczery, ale nie mam pojęcia, jak będzie i czy przetrwamy”. Oni pracowali w pełnym skupieniu i zjednoczeniu w tym trudnym momencie. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że przez pół roku pracowaliśmy za jedną wypłatę. A jednak w styczniu zeszłego roku sięgnęliśmy po Puchar Polski. W takiej sytuacji władze naszego klubu mogłyby powiedzieć: „Ok, zwijamy interes”, ale tego nie zrobiły – podkreślił Anastasi, który żałował tego, że ze sponsorowania klubu wycofał się Lotos, co sprawiło, że trudno było ściągnąć do Gdańska klasowych siatkarzy. – Gdyby naszym sponsorem pozostał Lotos, mielibyśmy pieniądze, by rywalizować na dobrym poziomie w PlusLidze zamiast sprzedawać zawodników. Po zdobyciu Pucharu Polski w poprzednim sezonie straciliśmy już połowę drużyny. Bez wysokiego budżetu trudno było przekonywać zawodników do przedłużenia umów – dodał.

W międzyczasie Anastasi miał oferty z ligi włoskiej, rosyjskiej oraz tureckiej, a także propozycję prowadzenia reprezentacji Iranu oraz Chin. Ostatecznie wybrał kierunek belgijski, ale z tamtejszą kadrą pracował tylko przez rok. – Poczułem, że to za dużo dla mnie, choć Belgia to ciekawa drużyna. Awansowaliśmy do drugiej rundy mistrzostw świata, w których byliśmy o krok od pokonania Brazylijczyków. Wiem, że wielu trenerów łączy funkcje, tak jak selekcjoner polskiej kadry Vital Heynen. Nawet on odchodzi jednak z VfB Friedrichshafen, bo każdy trener decyduje, co będzie dla niego najlepsze w tym momencie – skomentował włoski szkoleniowiec, który bardzo dobrze czuje się w Polsce. Nie zamierza przerywać pracy w naszym kraju. – Chyba jedyną alternatywą byłby powrót do ojczyzny, ale na razie Polska pozostaje na czele mojej listy. I niech tak zostanie – zakończył Andrea Anastasi.

źródło: inf. własna, Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-05-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved