Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Anastazja Bajdiuk: Chciałam wrócić do kraju, w którym spędziłam dzieciństwo

Anastazja Bajdiuk: Chciałam wrócić do kraju, w którym spędziłam dzieciństwo

fot. Stanisław Adamiak

Siatkarki WTS-u Włocławek rzutem na taśmę trafiły na zaplecze ekstraklasy i w pierwszej rundzie rozgrywek dość kosztownie za to zapłaciły. Podopieczne Marka Zacharka mają na swoim koncie tylko jedno zwycięstwo, ale w zespole już w trakcie sezonu zaszły spore zmiany i ostatnie spotkania mogą wskazywać na to, że włocławianek nie należy jeszcze stawiać na straconej pozycji. – Oczywiście, że mamy potencjał, żeby grać dużo lepiej – mówi Anastazja Bajdiuk, która jest jednym z istotnych wzmocnień drużyny z Włocławka. W naszej rozmowie atakująca WTS-u opowiada także o tym, jak spełniła swoje marzenie związane z grą w polskiej lidze. – Kiedy przez 4 lata mieszkałam w Baku miałam na ścianie zdjęcie polskiej reprezentacji i bardzo chciałam wrócić do kraju, w którym spędziłam dzieciństwo – przyznaje.

Dwa ostatnie spotkania to dla WTS-u Włocławek pięciosetowe maratony i choć wygrać tych starć się nie udało, to we wcześniejszych meczach raczej nie stawiałyście rywalkom poprzeczki tak wysoko. Co zmieniło się w zespole, że ta gra wygląda już dużo lepiej?



Anastazja Bajdiuk: Myślę, że przemyślałyśmy wszystko, co wydarzyło się do tej pory. Mam nadzieję, że ta runda rewanżowa będzie jeszcze lepsza i zaczniemy wygrywać takie tie-breaki jak ten czy ten w meczu z krośniankami, a przede wszystkim nie będzie tylu wyników 0:3 z naszej strony. Trenujemy intensywnie, też na początku nie było łatwo, bo jesteśmy zespołem niejako „wyrwanym” z II ligi. Przez to przygotowania zaczęliśmy również później niż pozostałe drużyny, mamy też kilka kontuzji, ale jestem optymistycznie nastawiona i myślę, że czeka nas dobra przyszłość.

W tie-breaku pojawiło się kilka spornych decyzji, więc chyba tym bardziej macie czego żałować.

– Powiem tak, sędzia zawsze ma rację i tego się trzymajmy. (uśmiech) Nie ma co roztrząsać takich sytuacji, to już nic nie zmieni.

O tym, że WTS zagra w I lidze, dowiedzieliśmy się bardzo późno, równie późno, co włodarze klubu. Stąd też ekipie Marka Zacharka potrzebne były wzmocnienia i ty jesteś jednym z nich, ale też nie rozpoczęłaś tego sezonu od samego początku…

Tak, ominęły mnie dwa pierwsze mecze. Oczywiście, że mamy potencjał, żeby grać dużo lepiej. Powiedziałabym, że jest to drużyna, w której czuję się najlepiej spośród tych, w których występowałam, odkąd rozpoczęłam karierę. Atmosfera, dziewczyny, cała otoczka, wszystko jest na swoim miejscu. Na pewno potrzebowałyśmy czasu, brakowało nam zgrania. Wierzę, że teraz już zaczniemy zdobywać punkty. Pokażemy, że potrafimy nie tylko walczyć, co udowadniamy już w ostatnich spotkaniach, ale i wygrywać.

Choć na półmetku rundy zasadniczej macie zaledwie 5 punktów i jedno zwycięstwo, to uniknięcie czwórki, która gra w play-out, wciąż wydaje się w waszym zasięgu. Jest to według ciebie realny scenariusz na drugą część sezonu?

Jest realny. Będziemy walczyć i postaramy się zrobić wszystko, żeby nie grać w barażach, bo tego nigdy żadna zawodniczka nie chce. To 8-9 miejsce na pewno jest w zasięgu, ale nie będziemy się na to oglądać, tylko spróbujemy zajść jak najwyżej się da.

Rundę rewanżową zaczynacie od wyjazdu do Mielca. Wiele zmieniło się od tego 0:3 z pierwszej kolejki, a to jest drużyna, z którą na pewno możecie powalczyć o punkty…

Polska liga charakteryzuje się tym, że wszyscy rywale są do ogrania i naprawdę może zdarzyć się wszystko. Ostatnio tarnowianki wygrały z dziewczynami z Wieliczki, choć w tabeli dzieli je kilka miejsc. Ta sama sztuka powiodła się siatkarkom Jokera Świecie. Dlatego nie ma co spuszczać głów, trzeba trenować i wierzyć w końcowy sukces.

Już rok temu zadebiutowałaś na polskich boiskach w barwach zespołu z Dąbrowy Górniczej. Jako przyjmująca nie miałaś jednak stałego miejsca na parkiecie, teraz wydaje się, że jesteś jedną z siatkarek będących tzw. pierwszym wyborem trenera Zacharka. Dlaczego wybrałaś właśnie klub z Włocławka?

– Przyszłam tutaj, bo chciałam grać i to było dla mnie najważniejsze. Jestem bardzo zadowolona, że trafiłam do Włocławka. Jestem też wdzięczna trenerowi i całemu zespołowi za to, że mnie wspierają i we mnie wierzą. Mam nadzieję, że będzie tak do samego końca sezonu, a ja będę mogła się za to zaufanie odwdzięczyć.

Przez długi czas w polskiej ekstraklasie mieliśmy okazję oglądać twoją mamę, Irinę Bajdiuk. Jak to się stało, że pomimo ukraińskich korzeni i kilku sezonów spędzonych w bardzo silnej lidze azerskiej zatoczyłaś koło i wróciłaś grać do Polski?

Rzeczywiście, poszłam w ślady mojej mamy, która przez 10 lat grała w Polsce. Chodziłam tutaj do przedszkola i te lata dzieciństwa wspominam jak bajkę, czułam się naprawdę świetnie. Swoją przygodę z siatkówką rozpoczęłam jednak na Ukrainie, gdzie grałam w mistrzostwach tego kraju. Trener zaproponował nam testy w klubie z Baku. Zmieniono nam obywatelstwo pod kątem gry w reprezentacji, ale mnie cały czas ciągnęło do tego, by wrócić do Polski. Występowałam w Telekomie Baku i przyjechałyśmy do Polski rozegrać mecz Ligi Mistrzyń. Trener wpuścił mnie na boisko i zostałam wtedy dostrzeżona, dostałam propozycję gry w Dąbrowie Górniczej od Magdy Śliwy. Jestem bardzo szczęśliwa, że trafiłam do Polski, bo to zawsze było moje marzenie. Kiedy przez 4 lata mieszkałam w Baku miałam na ścianie zdjęcie polskiej reprezentacji i bardzo chciałam wrócić do kraju, w którym spędziłam dzieciństwo. Marzenie się spełniło, teraz tylko muszę pokazać, że jestem warta tego, by tutaj grać.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-12-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved