Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Aleksiej Werbow: Mam wielki szacunek m.in. do Vitala Heynena

Aleksiej Werbow: Mam wielki szacunek m.in. do Vitala Heynena

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Nie pamiętam, żebym przeżywał tak pozytywne emocje podczas zawodniczej kariery jak w czasie Uniwersjady. Nie potrafię tego nawet wyrazić słowami. Jeśli życie trenera ma wyglądać tak, jak na studenckich igrzyskach, każdy chciałby nim być. Pracowałem ze świetną drużyną. Może nie byliśmy najmocniejsi pod względem czysto sportowym, ale dzięki temu atmosfera była kapitalna i nie czuliśmy wielkiej presji – mówił w rozmowie z Przeglądem Sportowy kiedyś świetny libero, a aktualnie trener Aleksiej Werbow. 

W zeszłym sezonie, wciąż będąc aktywnym zawodnikiem, w kilku spotkaniach wystąpił pan jako szkoleniowiec Zenitu Kazań. Prawdziwy debiut w roli trenera zaliczył pan jednak w lipcu podczas Uniwersjady w Neapolu pracując z akademicką reprezentacją Rosji. W półfinale tej imprezy przegraliście z Polską 2:3. Po turnieju we Włoszech już pan wie, jak trudna to praca?



Aleksiej Werbow:  Przede wszystkim muszę powiedzieć, że jestem… bardzo szczęśliwy. Nie pamiętam, żebym przeżywał tak pozytywne emocje podczas zawodniczej kariery jak w czasie Uniwersjady. Nie potrafię tego nawet wyrazić słowami. Jeśli życie trenera ma wyglądać tak, jak na studenckich igrzyskach, każdy chciałby nim być. Pracowałem ze świetną drużyną. Może nie byliśmy najmocniejsi pod względem czysto sportowym, ale dzięki temu atmosfera była kapitalna i nie czuliśmy wielkiej presji. Rezerwowi wspierali tych, którzy akurat byli na parkiecie. Wszyscy tańczyli z radości, kiedy zdobywaliśmy punkty i to nawet jeśli mecz nie układał się po naszej myśli. Chcę, by moje zespoły tak wyglądały, by zawodnicy po zakończeniu współpracy ze mną stawali się choć trochę lepsi. Jestem młodym szkoleniowcem, wciąż się uczę. Przyglądam się wielu trenerom. Mam wielki szacunek m.in. do Vitala Heynena i jego filozofii. 

Lubi pan ten pierwiastek szaleństwa u naszego selekcjonera? 

– Rzeczywiście, bywa szalony. Jego podejście to coś nowego. Vital znalazł drogę, jak sprawić, by zawodnicy byli bardziej zrelaksowanymi w kluczowych chwilach. Oni muszą się cieszyć grą. Nie powinni myśleć o presji, a w Rosji siatkarze nadal z nią przegrywają. Nowy selekcjoner naszej kadry Tuomas Sammelvuo może jednak dokonać zmiany. To przedstawiciel innej, młodej fali trenerskiej i już widzę, że nasi chłopcy podczas pracy z Finem częściej się uśmiechają, są radośni na parkiecie i poza nim. To też niezwykle ważne.

Mówi pan o obserwowaniu trenerów. Przez całą karierę najczęściej oglądał pan w akcji Władimira Aleknę, pracując z tym szkoleniowcem i w kadrze, i w klubie.

– O nim możemy rozmawiać przynajmniej przez pół godziny.

Trudno się z nim pracowało?

– Oczywiście. Ma taki szacunek w środowisku, że czasem nie musi nic mówić. Wystarczy, że spojrzy i już wiadomo, o co chodzi. Obaj byliśmy zakręceni na punkcie siatkówki, ale myślę, że mieliśmy zupełnie inne charaktery. 

Z Wołkowem i Kliuką rosyjska reprezentacja może nie schodzić z podium wielkich imprez. Ale ostatnio nie wdrapała się na nie podczas igrzysk i mistrzostw świata. Może przełamanie przyjdzie w Tokio? Do turnieju olimpijskiego Sborna awansowała bez problemu. 

– Zobaczymy, co się wydarzy. O kryzysie w poprzednich latach nie można jednak mówić, bo zdobyliśmy mistrzostwo Europy i wygraliśmy dwie ostatnie edycje Ligi Narodów. Oczywiście, w największych turniejach nam nie wyszło, ale w Rio nie mieliśmy pełnego składu, a w igrzyskach każda absencja robi różnicę. Na sukces składa się wiele czynników. W zeszłym roku byliśmy faworytem bukmacherów przed mistrzostwami świata. Zatrzymały nas jednak problemy wewnątrz drużyny. Nie chcę o nich mówić, ale to był powód, dlaczego nie sięgnęliśmy po medal. Mieliśmy największy potencjał, dużo większy od Polski, ale to ona zdobyła złoto. 

A jak jest teraz z potencjałem polskiej drużyny? Od niedawna występuje w niej już Wilfredo Leon, z którym grał pan w Kazaniu.

– Z nim potencjał waszego zespołu jest większy. Dzięki Wilfredo reprezentacja Polski jest teraz o krok przed resztą stawki. Zawsze myślałem, że to cały zespół pracuje na wynik, a jeden zawodnik sam niczego nie ugra. Ale Leon zmienił moje podejście do tego tematu. Co prawda w półfinale Ligi Mistrzów mój Zenit pokonał Perugię z Wilfredo w składzie, ale to nie zmienia faktu, że on jest niesamowity. W tym momencie to bez wątpienia najlepszy przyjmujący, a moim zdaniem nawet najlepszy siatkarz na świecie bez podziału na pozycje. 

Cały materiał Piotra Chłystka w serwisie Przeglądu Sportowego

źródło: przegladsportowy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, Mistrzostwa Europy

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-08-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved