Strefa Siatkówki – Mocny Serwis

Aleksandra Jagieło: Wszystkiego nie można mieć

fot. Sylwia Lis-Dubiel

Aleksandra Jagieło to jedna z najbardziej znanych zawodniczek ostatniej dekady. Jest dwukrotną złotą oraz brązową medalistką mistrzostw Europy. Aż osiem razy, z różnymi klubami, sięgała po mistrzostwo Polski. W długiej karierze był również czas indywidualnych wyróżnień oraz nagród.

Pasmo sukcesów nie zostało uwiecznione tylko występem w igrzyskach olimpijskich w Pekinie, bo ówczesny trener reprezentacji, Marco Bonitta, nie widział jej w składzie. – Wszystkiego nie można mieć – z uśmiechem nieco bagatelizuje tę sprawę była znakomita siatkarka, Aleksandra Jagieło.



A dlaczego szczęściara? W długiej karierze nie miała żadnych poważnych kontuzji, a to ewenement w zawodowym sporcie. Jagieło od blisko dwóch lat już nie oglądamy na parkietach. Karierę zakończyła tam, gdzie zaczynała wielkie granie, czyli w BKS-ie Stali Bielsko-Biała. Ale siatkówki nie porzuciła. Została dyrektorką sportową w BKS-ie. Teraz, za niespełna miesiąc, kończy jej się urlop macierzyński. Zajmuje się więc swoją urodzoną kilka miesięcy temu córką Alicją i – rzecz jasna – starszą 7-letnią Agnieszką. – Na początku stycznia wracam do pracy, a córki do swoich obowiązków, do szkoły i żłobka, bo taki jest naturalny podział ról – uśmiecha się nasza bohaterka.

Gdy młoda zawodniczka na poważnie myślała o siatkówce, akurat w Sosnowcu, pod patronatem Polskiego Związku Piłki Siatkowej, rozpoczęła działalność Szkoła Mistrzostwa Sportowego. To z niej wyszło większość późniejszych reprezentantek kraju, które sięgnęły po najwyższe laury w Europie. Zanim jednak Aleksandra Przybysz trafiła do Sosnowca, rozpoczęła edukację w tyskim liceum im. C.K. Norwida. Dopiero w drugiej klasie przeniosła się do szkoły sportowej, choć wcześniej była już w kadrze juniorek. – To był trafny wybór. Zajęcia były odpowiednio ułożone. Wiele z nich odbywałyśmy w górach. Sporą uwagę kładziono też na przygotowanie motoryczne. Trenerzy dobrze przygotowali nasze organizmy do specjalistycznych treningów. Może dzięki temu przez całą karierę miałam tylko skręcone stawy skokowe, ale to akurat typowy, standardowy uraz dla naszej dyscypliny – podkreśla nasza bohaterka.

W końcu musiała zdecydować się na poważny skok w dorosłe sportowe życie. Jej wybór padł na BKS Stal Bielsko-Biała, który przechodził pokoleniową rewolucję. Bielscy działacze chętnie sięgnęli po absolwentki sosnowieckiej szkoły i ich trenera Krzysztofa Leszczyńskiego. – Obok doświadczonej Katarzyny Zubel, na którą mówiłyśmy „mamuśka”, wraz ze mną do klubu przyszły m.in. Kasia Gajgał (wówczas Biela), Asia Staniucha (dziś Szczurek), Wiola Leszczyńska, Dorota Pykosz czy Sylwia Pycia – wspomina Jagieło.

Po drugim mistrzostwie kraju i 5-letnim pobycie w Bielsku-Białej nadszedł czas na zmiany. Marzenia o ewentualnym wyjeździe zagranicznym zmieniały się w rzeczywistość. Już wtedy reprezentantka kraju miała dwie propozycje – z francuskiego Cannes oraz z Włoch. Wybrała tę drugą ofertę. Trafiła do Rebecchi River Volley Piacenza. – Każda zmiana powoduje taką wewnętrzną mobilizację i sprawia, że praca jest przyjemnością. To był kolejny trafny wybór, bo nie tylko rozwinęłam się jako siatkarka, ale też poznałam nowych, interesujących ludzi, nauczyłam się języka włoskiego, a ponadto klimat był niezwykle sprzyjający. Sportowo niezbyt dużo zwojowałam, bo przez dwa sezony grałam w Serie A2, a tylko jeden w A1.

Włoska przygoda zakończyła się po trzech latach. – Zatęskniłam za ojczyzną i postanowiłam wrócić. Oczywiście, miałam sporo propozycji, m.in. z Bielska-Białej oraz Muszyny. Wybrałam Muszynę. I znów spędziłam wspaniały okres w ładnym, ciekawym miejscu i, co najważniejsze, z życzliwymi ludźmi – zapewnia. Kolejnym przystankiem był Chemik Police, klub z wysokim budżetem i z równie wysokimi aspiracjami. – W nim zaczęłam odczuwać presję, bo w takim doborowym towarzystwie, w jakim się znalazłam, nie wypadało przegrywać – zwierza się dwukrotna mistrzyni Europy. – To niezbyt przyjemne uczucie. Ciągle w głowie kołacze, a co będzie gdy się przegra?

W Policach grała trzy lata. – Po trzech mistrzostwach i dwóch pucharach ustaliliśmy z mężem, że pora wracać do domu. Agnieszka była coraz starsza i byłoby dobrze osiąść w swoim domu – dodaje. I tak historia zatoczyła koło. Jagieło znów znalazła się w doskonale sobie znanym BKS-ie. Ale po jednym sezonie postanowiła zejść ze sportowej sceny. – Nie, niczego mi nie brakuje i nie tęsknię za boiskiem. Nie tak dawno siedziałyśmy z Mariolą Wojtowicz (była libero BKS-u – przyp. red.) na trybunach i obserwowałyśmy mecz. Po jednej z emocjonujących akcji obie niemal równocześnie powiedziałyśmy: popatrz, a my nic nie musimy! Teraz, gdy ktoś poprosi o uczestnictwo w meczu charytatywnym, chętnie biorę w nim udział. Ale to wszystko. Czy zatęsknię za boiskiem? Nie wiem, ale chyba już nie.

Cały tekst Michała Micora i Włodzimierza Sowińskiego w katowickim Sporcie

źródło: sportdziennik.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2019-12-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved