Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Aleksandra Jagieło: Moim marzeniem było pozostać przy siatkówce

Aleksandra Jagieło: Moim marzeniem było pozostać przy siatkówce

fot. lsk.plps.pl

– Moim marzeniem było pozostać przy siatkówce. Nigdy nie myślałam o trenowaniu, bo to wiąże się z wyjazdami, a ten etap w moim życiu wolałabym już mieć za sobą. Kiedy więc zaproponowano mi stanowisko dyrektora sportowego, to bardzo się ucieszyłam. Jest oczywiście jakaś niepewność, ale mam nadzieję, że sobie poradzę – mówi w wywiadzie dla Kroniki Beskidzkiej Aleksandra Jagieło.

Gdzie te czasy, kiedy razem z koleżankami triumfowałyście w mistrzostwach Europy? Co się dzieje z polską kobiecą siatkówką?



Aleksandra Jagieło:Nie rozdzierałabym szat. To normalne, że po sukcesach przychodzi kryzys. Taka jest kolej rzeczy. Pamiętam, że jeszcze w 2002 roku potrafiłyśmy przegrać z Grecją, a rok później zdobywałyśmy mistrzostwo Europy. W obecnej kadrze jest parę fajnych dziewczyn i chociaż przed nimi jeszcze dużo pracy, to jestem przekonana, że w którymś momencie przyjdą efekty. Trzeba tylko dać im szansę i uzbroić się w cierpliwość.

Wróćmy na chwilę do tych pani najpiękniejszych wspomnień. Te reprezentacyjne są związane z nieżyjącym już trenerem Andrzejem Niemczykiem.

– Kiedy obejmował reprezentację – wstyd się dzisiaj przyznać – nawet nie wiedziałam, kto to jest. Ale on też mnie nie znał. Nie zapomnę, jak siedziałyśmy z innymi siatkarkami na ławeczce w hali, trener Niemczyk przyszedł i przedstawił się. Potem podszedł do mnie: – A ty, dziewczynko, jak masz na imię? – zapytał. Brzmi to jak żart, ale autentycznie trener Niemczyk wtedy nie znał tych młodszych dziewczyn, w tym mnie.

Z innymi trenerami też żyła pani dobrze, co nie zawsze jest normą w przypadku siatkarek.

– Tak, bo każdy czegoś mnie nauczył, każdemu coś zawdzięczam. Na początku mojej przygody z siatkówką szkolili mnie Ryszarda i Krzysztof Leszczyńscy, trenerskie małżeństwo. Pracowałam z nimi w reprezentacjach juniorskich i razem z nimi przeszłam do Bielska-Białej. Potem przez rok był trener Leszek Milewski, też bardzo dobrze go wspominam. Następnie trener Zbigniew Krzyżanowski, który poprowadził drużynę BKS-u do dwóch mistrzostw Polski. Mam bardzo pozytywne wspomnienia z trenerem Bogdanem Serwińskim w Muszyniance, chociaż mieliśmy parę mocnych starć. (śmiech) Natomiast jakieś podśmiewanie się z niego wynikało – moim zdaniem – z zazdrości. W Muszynie nigdy niczego nie brakowało. Nie wszystkie zawodniczki to doceniały. Więc faktycznie chyba z wszystkimi trenerami umiałam się dogadać.

Poza włoskim trenerem Marco Bonittą, który nie zabrał pani na igrzyska olimpijskie.

– O nim nie mogę za wiele powiedzieć, bo zbyt dobrze go nie znam. Nie dał mi szansy. Gdzieś tam mam do niego żal, że nie byłam w tej reprezentacji, nie pojechałam na igrzyska. Ale kiedy tylko dowiedziałam się, że będzie trenerem, to wiedziałam również, że raczej nie znajdę się w jego kadrze. Wcześniej poznałam go trochę prywatnie, może obawiał się, że wiem o nim za dużo.

Często była pani kapitanem drużyn, w których występowała. Czemu to pani zawdzięczała?

– I w sporcie, i w życiu staram się być osobą, z którą można się dogadać. Nie jestem konfliktowa. Uważam, że komunikacja jest najważniejsza. Jeżeli nawet coś mi nie pasowało, to o tym mówiłam, ale nigdy w sposób arogancki czy wyniosły. Wiele koleżanek bało się takich rozmów z trenerami, ja może też nieraz miałam jakieś obawy, ale potrafiłam je pokonać. Może to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego koleżanki wybierały mnie kapitanem. Poza tym mam nadzieję, że również dlatego, że mnie choć trochę lubiły. (śmiech)

Szybko trafiła pani do Bielska, gdzie powstał mocny zespół.

– Przyszłam tu wraz z grupą dziewcząt, z którymi grałam już wcześniej i faktycznie stworzyłyśmy fajną ekipę. Zresztą do dzisiaj mam kontakt z Asią Staniuchą-Szczurek, Kasią Gajgał, Wiolą Leszczyńską, Karoliną Ciaszkiewicz-Lach, Martą Solipiwko czy Sylwią Pycią. Na początku wynajmowałam mieszkanie razem z Asią Staniuchą. Mieszkałyśmy razem przez dwa lata na Złotych Łanach, najpierw na Łagodnej, a potem na Langiewicza. Aż wreszcie się „usamodzielniłam”, znalazłam ogłoszenie, wzięłam pierwszy kredyt i kupiłam mieszkanie na Krakowskiej.

Wracam do siatkówki. W polskiej lidze i reprezentacji była pani gwiazdą. Ale we Włoszech nie było tak pięknie.

– Nie da się ukryć – włoskiej ligi nie zawojowałam, ale nie podchodziłam do tego w taki sposób. Wyjazd do Włoch był moim największym marzeniem. Miałam też wówczas propozycję z francuskiego Cannes, ale wolałam ligę włoską, najmocniejszą na świecie. Akurat spotykałam się wówczas z Włochem, więc to też był jakiś dodatkowy bodziec. We Włoszech cieszyłam się grą, żyłam w przecudnym miejscu, poznałam fajnych ludzi. Przez dwa sezony grałam w Serie A2, a jeden sezon w A1.

Cały obszerny wywiad Wojciecha Małysza w serwisie beskidzka24.pl

 

 

źródło: beskidzka24.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-09-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved