Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Aleksandra Chyła: To już chyba uzależnienie

Aleksandra Chyła: To już chyba uzależnienie

fot. Michał Szymański

Aleksandra Chyła i Dominika Horbacz to para, która z turnieju na turniej osiąga coraz lepsze wyniki w tegorocznej Plaży Open. Obie te zawodniczki znają już smak medalu tej imprezy i marzą o tym, by w tym roku wspólnie stanąć na podium jednego z turniejów. – Lubię w tym sporcie to, że jednak więcej zależy od ciebie, nie ma trenera, który mógłby zadecydować o tym, że schodzisz z boiska, bo tobie „nie idzie”. To zmusza do tego, by się przełamywać, coś wymyślić i zaradzić sytuacji. W halówce zbiera się punkty cały sezon, a tutaj co weekend możesz zakończyć turniej z medalem na szyi, cały czas czuje się tę stawkę i cel. Dla mnie są to inne emocje, presja – mówi Aleksandra Chyła.

Jak rozpoczęła się twoja współpraca z Dominiką Horbacz, kiedy pomyślałaś, że to pomysł, który ma szansę przynieść obopólną korzyść każdej z was?



Aleksandra Chyła:Szukałam partnerki na ten sezon, wspólnie z Karoliną stwierdziliśmy, że obie jesteśmy dość niskie i powinnyśmy poszukać sobie zawodniczki, która powinna pełnić rolę blokującej. Na początku orientowałam się, czy ktoś spoza Trójmiasta nie byłby chętny ze mną grać, ale nie udało mi się znaleźć partnerki. Później pomyślałam o Dominice, która w sumie była na miejscu, jest doświadczona, w zeszłym sezonie pokazała, co potrafi, w Łodzi zajmując drugie miejsce w turnieju Plaży Open. Zaproponowałam jej współpracę, Dominika się zgodziła, a dodatkową korzyścią jest fakt, że na co dzień możemy razem trenować. Znamy się bardzo dobrze, prywatnie się dobrze dogadujemy, przez co na boisku jest nam dużo łatwiej. Ja zawsze byłam takim nerwusem na boisku, a w tym roku nie wiem, co się stało, ale jestem dużo spokojniejsza, to chyba Dominika tak na mnie działa. (uśmiech)

Organizacja wszystkich wyjazdów i noclegów jest często dla dwóch osób dużym przedsięwzięciem. Jak sobie z tym radzicie?

– Oczywiście jest w tym pewna doza spontaniczności. (uśmiech) To nie jest nasz pierwszy plażowy sezon, dlatego już się do tego troszkę przyzwyczaiłyśmy. Turnieje są organizowane bardzo często co roku w tych samych miastach, dlatego często mamy już jakieś doświadczenie związane z noclegiem z poprzednich lat, to może nam trochę ułatwiać sprawy organizacyjne. Często jednak na trzy dni przed turniejem zbieramy się w sobie i wszystko dopinamy.

Czy poza Plażą Open startowałyście w jakichś turniejach na plaży bądź też planujecie występy w innych zawodach?

– Raczej nie, chociaż zdarzyło mi się raz zagrać w turnieju mixtów. Co weekend odbywają się turnieje Plaży Open, w tygodniu każda z nas pracuje, dlatego raczej skupiamy się na tych zawodach. Ten sezon jeśli chodzi o mistrzostwa Polski, skończy się jednak bardzo szybko, bo finały są zaplanowane na sierpień. Jeśli tak rzeczywiście będzie, to w kolejnym miesiącu będziemy być może szukać jakichś innych turniejów dla siebie. Wiadomo jednak, że stawiamy sobie poprzeczkę wysoko i wolimy grać w eliminacjach do mistrzostw Polski, bo jest to turniej wysokiej rangi.

Jest to już twój kolejny sezon na plaży. Na czym polega magia gry na piasku?

– To już chyba jest uzależnienie. (uśmiech) Ja początkowo z plażą nie miałam nic wspólnego, występowałam w hali, dopiero trzeci raz odbijam piłkę na plaży. Szybko stwierdziłam, że nie do końca nadaję się na uprawianie indywidualnych sportów, ale też na pozycji libero chyba w pełni się nie realizowałam. Plażówka to też zupełnie inny klimat. Cały dzień spędza się na dworze, praktycznie spędza się aktywnie cały weekend. Oczywiście jest to ciężka praca, ale jednocześnie to bardzo odpręża. Lubię w tym sporcie to, że jednak więcej zależy od ciebie, nie ma trenera, który mógłby zadecydować o tym, że schodzisz z boiska, bo tobie „nie idzie”. To zmusza do tego, by się przełamywać, coś wymyślić i zaradzić sytuacji. Kolejną różnicą jest to, że przynajmniej w moim przypadku czuję większą adrenalinę. W halówce zbiera się punkty cały sezon, a tutaj co weekend możesz zakończyć turniej z medalem na szyi, cały czas czuje się tę stawkę i cel. Dla mnie są to inne emocje, presja.

Nie jest tajemnicą, że cotygodniowe wyjazdy na turnieje to całkiem duży nakład finansowy. Czy udało wam się uzyskać jakieś wsparcie?

– Samemu rzeczywiście bardzo ciężko byłoby o udział w tych turniejach. W tym roku podjęłyśmy współpracę z firmą Scrol. To jest firma, w której ja przez chwilę wcześniej pracowałam jako grafik, swoją drogą rewelacyjne miejsce, świetni ludzie. Pan Bartosz Wysocki zgodził się w tym roku nas dofinansować, mamy logo na strojach sportowych i dzięki niemu tak naprawdę jeździmy na te turnieje. Mam nadzieję, że będziemy dobrą reklamą. (uśmiech) W zeszłym roku tego sponsora nam zabrakło, cieszę się, że w tym roku udało nam się podjąć taką współpracę i jesteśmy bardzo wdzięczne.

Kiedy mamy lato, jest piękna pogoda o motywację do treningu jest pewnie łatwiej. Jak natomiast wygląda to w okresie, gdy dni są krótkie, a temperatura nie pozwala na ćwiczenia poza halą?

– Figura nas do tego zmusza. (uśmiech) A mówiąc już na poważnie, to jeśli chodzi o sezon halowy, to gramy tylko, reprezentując Uniwersytet Gdański. Myślałam o tym, by grać w halówkę, ale ostatecznie wydaje mi się to wiązać ze zbyt dużym ryzykiem, brakiem stabilności. Nie chciałabym zaangażować się w coś, co może okazać się wielką klapą. Ostatnio bardzo zafascynowałam się crossfitem, sprawia mi to przyjemność i myślę, że nie jestem w tym najgorsza, więc może gdybym nie grała już w siatkówkę, to przerzucę się na ciężary. (uśmiech)

Czy w samych turniejach Plaży Open zaszły duże zmiany, jeśli chodzi o to, co dzieje się poza boiskiem? Jak oceniasz wasze dotychczasowe tegoroczne występy?

– Organizacyjnie może aż tak dużo się nie zmieniło, ale pule nagród są większe i my bardzo to doceniamy. Bardzo miłe jest choćby to, że już miejsca 13-16 są premiowane. Dziwię się tylko troszkę, że liczba par w turnieju kobiecym jest cały czas podobna do tej z zeszłego roku, a nie rośnie. Często trzeba wybierać pomiędzy pracą a graniem, nie zawsze ma się możliwość pogodzenia obu tych kwestii, może to jest przyczyną. Wydaje mi się jednak, że przy takich czy większych pulach tych chętnych do gry będzie przybywać. Co do naszej gry – w Gdańsku nam się nie powiodło, zajęłyśmy miejsca 13-16. Wcześniej ze względów zawodowych dwa turnieje nam wypadły i przez to startowałyśmy z bardzo niskiego rozstawienia w eliminacjach. W Zamościu zagrałyśmy już dużo lepszy turniej, myślę, że miejsca 7-8 już mogły nas cieszyć. Niedużo zabrakło do lepszego wyniku, ale to jest dobry wynik i moim małym marzeniem jest, by co turniej znajdować się w tej ósemce. W Łodzi niestety Dominice przytrafiła się kontuzja i musiałyśmy wycofać się z turnieju, chociaż zajęłyśmy pierwsze miejsce w swojej grupie. Liczyłyśmy na dobry wynik, ale takie jest życie. Obiecałyśmy sobie, że w tym sezonie zdobędziemy jakiś medal, nie obrażę się, jeżeli stanie się to na finałach. (uśmiech) Gonimy czołówkę, jeśli chodzi o punkty, ale dzięki temu, że osiągnęłyśmy dobry wynik w Zamościu, teraz powinno być już z górki.

Czy uważasz, że poziom, jaki reprezentują niektóre zawodniczki na krajowym poletku, predysponowałby część z nich do gry w reprezentacji? Chyba hermetyczność siatkarskiej kadry, jeśli chodzi o plażówkę, nie do końca przysłużyła się popularności tej dyscypliny sportu…

– Generalnie kadra jest zamknięta, też uważam, że jest to wielka szkoda. Wiem, że część dziewczyn miała ambicje, by zagrać na World Tourze i myślę, że nie jest to ponad ich możliwości. Osobiście uważam też, że na przykład Iza Błasiak i Magda Saad grają na takim poziomie, że mogłyby spokojnie grać w towarzystwie międzynarodowym. Zdarza się, że wygrywają one z parami kadrowymi, które przyjeżdżają na krajowe turnieje. Myślę, że fajnie byłoby dać dziewczynom szansę. Wiadomo, że chciałabym, aby poziom zawodów Plaży Open był jak najwyższy.

Który z występów w turniejach Plaży Open wspominasz najlepiej?

– Oczywiście, że w Gdańsku, u siebie. (uśmiech) W końcu tam zdobyłam też swój pierwszy medal. W zeszłym roku w Głogowie też nam się to udało, tam był skośny piasek, idealne warunki dla nas. My, trenując w Gdańsku, „latamy” na takich twardych boiskach. Trzeba umieć wykorzystywać swoje szanse.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-07-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved