Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Aleksander Śliwka: Jesteśmy na minus

Aleksander Śliwka: Jesteśmy na minus

fot. Katarzyna Antczak

Mimo tego, że siatkarze Asseco Resovii Rzeszów nie byli głównymi pretendentami do zwycięstwa w Final Four Ligi Mistrzów, to kibice zespołu z Podkarpacia mocno trzymali kciuki za korzystne dla ich ulubieńców rozstrzygnięcia. Team Andrzeja Kowala w żadnym z meczów jednak nie potrafił sobie poradzić z rywalami i zmagania zakończył na 4. miejscu. – Można mówić, że kupiliśmy sobie ten finał, lecz wydaje mi się, że pokazaliśmy, że było naprawdę blisko i nie odstawaliśmy poziomem od przeciwników – powiedział Aleksander Śliwka po spotkaniu z Cucine Lube Civitanova.

Mimo trudnego boju z Zenitem walczyliście o medal, wyszarpując dwa sety w meczu z Włochami. Musieliście rzucić wszystkie swoje siły na boisko, by wygrać tie-breaka, a mimo to tuż przed nim odcięło wam prąd. W takich sytuacjach gra sama powinna się nakręcać, a wasza stanęła. Jak można to wyjaśnić?



Aleksander Śliwka: – To był dla nas bardzo ważny pojedynek. Mówiliśmy sobie, że to nasz mały finał, ponieważ był to mecz prestiżowy, a zdobycie brązowego medalu byłaby wielką rzeczą, lecz niestety się to nie udało. Tak jak pani powiedziała, wyszarpaliśmy te dwie partie i walczyliśmy niesamowicie niesieni dopingiem kibiców i byliśmy bardzo blisko, jednak w czwartym secie gdzieś ta gra się zacięła, a świetnie blokiem czytali nas siatkarze z Włoch. Trudno. Musimy wyciągnąć z tego wnioski i skupić się na finale PlusLigi, który jest przed nami. Bardzo szkoda, ale nic już nie możemy zrobić.

Byliście zespołem, który w tym sezonie ligowym wychodził z większych kryzysów niż te w dwóch meczach Final Four, lecz mimo tego straciliście pięć oczek w końcówce czwartej partii, by w tie-breaku czterokrotnie popełnić błąd w zagrywce. Przegraliście ten mecz głowami tak jak Skra finał?

– Na pewno presja spotkania była duża i czasem popełnia się błędy – taka jest po prostu siatkówka. Na tym ta dyscyplina polega i kto popełni mniej pomyłek, ten wygrywa, a dziś to my byliśmy słabsi i w ostatecznym rozrachunku przegraliśmy 2:3. To, czy mamy kryzys, czy nie, nie ma nic do rzeczy, ponieważ nasza postawa w czasie całego turnieju była bardzo dobra, walczyliśmy do ostatniej kropli krwi i mimo wszystko było widać nasze zaangażowanie, bieganie i radość z gry. Po prostu okazaliśmy się gorzej dysponowani niż rywale.

Do pozytywów ostatniego meczu można chyba zaliczyć obecność na boisku Damiana Wojtaszka, który znamiennie, bo przed trenerem Antigą, w defensywie spisywał się niesamowicie.

– Dokładnie tak. Fajnie, że trener Kowal dał szansę „Małemu”, bo on ją w pełni wykorzystał i zagrał bardzo fajnie. Do naszej gry wniósł całe mnóstwo pozytywnej energii, zabezpieczył przyjęcie. Fajnie, że mamy tak szeroki skład, że każdy może wyjść na boisko i dać od siebie to, co będzie wartościowe, adekwatne do danej sytuacji i nieobniżające poziomu. Mimo tego spotkanie przegraliśmy, więc w finalnym rozrachunku i tak jesteśmy na minus.

Jaki oddźwięk te porażki będą miały na finał PlusLigi? Będziecie chcieli się w nim „odgryźć”, czy też nieco was zgaszą, bo przecież nie tak miało być?

– Wydaje mi się, że z każdej porażki można wyciągnąć wnioski i myślę, że to zrobimy pod względem taktyki i czystej siatkówki. Jeżeli chodzi o sferę mentalną, to nie należy się obawiać, ponieważ w finale będziemy walczyć tak, jak w Krakowie, na sto procent. Nie odpuścimy żadnej piłki.

Przed tym turniejem Krzysztof Ignaczak powiedział, że jesteście kopciuszkiem wśród tak znakomitych rywali. Co w ogólnym rozrachunku w ciągu tych dwóch dni okazało się tym pantofelkiem, który zgubiliście po ligowym meczu z Treflem?

– Tak, grały z nami wielkie firmy, takie jak Zenit Kazań, który od początku był faworytem. Nasza rolą było bycie gospodarzem, który nie wywalczył sobie awansu sportowo i ten turniej organizował. Można mówić, że kupiliśmy sobie ten finał, lecz wydaje mi się, że pokazaliśmy, że było naprawdę blisko i nie odstawaliśmy poziomem od przeciwników. Przegraliśmy z podopiecznymi trenera Alekny, kiedy mieliśmy piłki na 2:0 i mogliśmy mieć kontrolę nad wydarzeniami na boisku, więc zabrakło detali, jednej piłki, lepszej decyzji i rozmawialibyśmy o medalu, a nie byciu gospodarzem bez „pudła”.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved