Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Aleksandar Atanasijević: Decyzja o odejściu do Perugii nie była dla mnie łatwa

Aleksandar Atanasijević: Decyzja o odejściu do Perugii nie była dla mnie łatwa

fot. LUMIKA Anna Klepaczko

– Prezes jest barwnym człowiekiem, ale to też mądry działacz, który długo zastanawia się nad każdym transferem. Analizuje nie tylko umiejętności zawodnika czy trenera, ale również jego osobowość. W klubach siatkarskich bywa różnie, ale dzięki niemu w Perugii, od kiedy w niej jestem, nie pojawił się żaden zły człowiek psujący atmosferę w drużynie. Na pewno w podobny sposób prześwietlił trenera Heynena i wynik musiał być pozytywny – mówi siatkarz Perugii, Aleksandra Atanasijević w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

Polska ma szczęście, że jej nowym reprezentantem jest Wilfredo Leon? Znacie się dobrze – od ubiegłego sezonu gracie w jednym klubie – włoskiej Perugii. Teraz w Krakowie staniecie po dwóch stronach siatki.



Aleksandar Atanasijević:Wilfredo to moim zdaniem nie tylko genialny siatkarz, ale w ogóle jeden z najlepszych sportowców w historii. W sezonie 2017/18 zdobyliśmy z Perugią trzy trofea. Nie udało się zwyciężyć w Lidze Mistrzów, gdzie zatrzymał nas Zenit Kazań, właśnie z Leonem w składzie. Rok temu trafił do nas i chociażby w finale Pucharu Włoch pokazał, że są mecze, gdy po prostu nie da się go zatrzymać. Kubańczycy mają opinię leniwych, ale on taki nie jest. Ma gigantyczny talent, ale nie zadowala się tym. Od dziecka ciągle ćwiczył i ćwiczył. Kiedyś myślałem, że Leon jest bardzo poważnym człowiekiem, taką maszyną, która rzadko okazuje uczucia, ale poznałem go i zrozumiałem, że to też fantastyczny chłopak, który bardzo lubi żartować. Ale w Krakowie na boisku żartów nie będzie. Postaramy się go zatrzymać.

W 2011 roku został pan zawodnikiem PGE Skry Bełchatów. Miał pan wtedy wątpliwości, czy jako młody zawodnik poradzi sobie w Polsce?

– Występowałem w Partizanie Belgrad i dostałem ofertę ze Skry oraz niemieckiego VfB Friedrichshafen. Chciałem wybrać tę drugą, bo wydawało mi się, że w słabszym klubie będę miał miejsce w szóstce, a w Polsce może być z tym różnie. Moi bliscy powiedzieli mi jednak, żebym poszedł do Polski i zobaczył, jak będę wyglądał u boku najlepszych siatkarzy świata. To było coś w rodzaju weryfikacji, po której miałem wybrać, czy postawić na siatkówkę czy na prawo.

Dla wielu osób było zaskoczeniem, że w drugim sezonie został pan pierwszym atakującym, a Mariusza Wlazłego trener przesunął na pozycję przyjmującego.

– Wiele zawdzięczam trenerowi Jackowi Nawrockiemu, który w Bełchatowie dał mi wielką szansę. Uwierzył we mnie, a rzadko zdarza się, by trener zaufał tak młodemu zagranicznemu zawodnikowi. Mariusz natomiast jest jednym ze sportowców, których najbardziej podziwiam. Nie dość, że przez kilkanaście lat należał do najlepszych zawodników na świecie, to jeszcze ciągle jest wierny jednej drużynie. To taki polski Francesco Totti. Wlazły to legenda, gra u jego boku była zaszczytem. Tym bardziej że moim zdaniem polska liga w latach 2011–2013 była najlepsza na świecie.

W Perugii gra pan od 2013 roku. Skąd decyzja o opuszczeniu Bełchatowa i transfer do włoskiej drużyny, która wtedy jeszcze nie była taką potęga?

– W Skrze oferowali mi kontrakt na kolejne dwa lata. Kochałem ten klub, wtedy był w najlepszej piątce w Europie, ale zadzwonił do mnie Slobodan Kovač, ówczesny trener Perugii. „Przyjdź do nas, budujemy tu bardzo mocny zespół” – powiedział. W poprzednim sezonie ta drużyna odpadła w ćwierćfinale, ale w kolejnym rzeczywiście byliśmy silni i udało nam się zagrać w finale krajowego pucharu. Decyzja o odejściu do Perugii nie była dla mnie łatwa. W Polsce, gdy graliśmy w Łodzi, na trybunach było 10 tysięcy ludzi. We Włoszech fanów też jest sporo, ale jest pewna różnica. Polacy znają się na siatkówce, ale nawet gdy przegrasz, mówią ci komplementy. We Włoszech po gorszych spotkaniach, zwłaszcza na początku w Perugii, było wiele złośliwych komentarzy. Tam presja jest dużo większa, ale mnie to odpowiadało. Później właściciel zainwestował w klub więcej pieniędzy. Sprawił, że siatkówka stała się sportem numer jeden w całej Umbrii. A rok temu ściągnął jeszcze Wilfredo Leona.

Rozmawiali Edyta Kowalczyk i Jakub Radomski – więcej w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved