Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Adam Gorol: Roberto Santilli przestał mieć przełożenie na drużynę

Adam Gorol: Roberto Santilli przestał mieć przełożenie na drużynę

fot. plusliga.pl

Roberto Santilli niezbyt długo cieszył się z pracy w Jastrzębskim Węglu, z zespołem pożegnał się 19 listopada. Jego miejsce zajął Slobodan Kovac. Powody tych decyzji tłumaczył Adam Gorol. – Szczerze mówiąc, to już wcześniej zauważyłem, że Roberto nie ma już odpowiedniego przełożenia na drużynę. Mówiąc wprost – że jest już trochę innym człowiekiem niż wówczas, gdy po raz drugi obejmował stanowisko trenera naszego zespołu. To nie był ten Santilli, którego chcieliśmy widzieć w Jastrzębiu – skomentował prezes.

Kiedy podjął pan decyzję, że czas Roberto Santilliego w Jastrzębskim Węglu dobiegł końca? Czy nie przypadkiem po pierwszym przegranym secie z Visłą Bydgoszcz? Podczas tego spotkania nie tryskał pan radością i optymizmem. Wręcz przeciwnie.



– Szczerze mówiąc, to już wcześniej zauważyłem, że Roberto nie ma już odpowiedniego przełożenia na drużynę. Mówiąc wprost – że jest już trochę innym człowiekiem niż wówczas, gdy po raz drugi obejmował stanowisko trenera naszego zespołu. To nie był ten Santilli, którego chcieliśmy widzieć w Jastrzębiu i którego obserwowaliśmy jeszcze rok temu w Olsztynie. Nie można też ukrywać, że poziom gry oraz zaangażowania zawodników pozostawiały wiele do życzenia. Widzieliśmy to przecież wszyscy. Porażki z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle czy Projektem Warszawa (lub też kimkolwiek innym) mogą się przydarzyć, ponieważ taki jest sport. Jednak najważniejsze jest to, aby nawet te ewentualne przegrane miały miejsce po pojedynkach pełnych walki. Tymczasem tu brakowało tego ważnego elementu. Wyraźnie „coś” przestało działać. Widzieli to kibice i widziałem to również ja. Obserwowaliśmy Roberto, który był wyraźnie bezradny w tych trudnych momentach. Tymczasem właśnie wtedy rola trenera jest najistotniejsza. Szkoleniowiec musi umieć podnieść drużynę pod kątem psychologicznym. Tu tego brakowało.

Jeszcze pół roku temu Roberto Santilli miał bardzo dobry kontakt z zespołem. Co zmieniło się przez te zaledwie kilka miesięcy?

– Postawienie precyzyjnej diagnozy jest bardzo trudne. Faktem jest jednak, że widzimy efekty tej zmiany. Roberto Santilli to obecnie niestety – mówiąc otwarcie – inny człowiek niż ten, z którym rozpoczynaliśmy współpracę. Prowadziłem rozmowy na ten temat zarówno ze sztabem oraz zawodnikami, jak i z samym Roberto. Pytałem go, gdzie podziała się ta jego energia i impulsywność sprzed roku, na co Włoch odparł, że pracuje nad sobą, aby być człowiekiem spokojniejszym i bardziej opanowanym. Problem jednak polega na tym, że w mojej opinii jest to zmiana czyniona „na siłę”. Nie będę ukrywał, że jestem przeciwnikiem takich… operacji. Każdy z nas jest taki, jaki jest i wyznaje określone wartości. Skoro chcieliśmy współpracować z impulsywnym Roberto Santillim, to niekoniecznie chcemy widzieć jego zmianę „na siłę” w zupełnie innym kierunku. Tak czy inaczej, rezultaty tej „pracy nad sobą” widzieliśmy w ostatnich kilku tygodniach.

Skąd pomysł na „serbski kierunek”? To bardziej efekt przemyśleń i odejścia od „kierunku włoskiego”, czy też po prostu dopasowanie się do sytuacji na „rynku trenerskim”, który siłą rzeczy w środku sezonu nie jest zbyt bogaty?

– Trzeba przyznać i podkreślić, iż rzeczywiście w połowie sezonu dostępność szkoleniowców jest ograniczona. W tym momencie nie ma możliwości działania według planu, tylko trzeba reagować błyskawicznie. Nie będę ukrywał, że zapoznałem się z tym „rynkiem” i… byłem nieco zaskoczony ilością wielkich nazwisk trenerskich, które na nim pozostawały. Co więcej, wyrażali oni zainteresowanie pracą w Jastrzębskim Węglu. Byli to głównie obcokrajowcy, ale od razu wyjaśnię, że – poza Kovaciem – do żadnych poważnych rozmów, czy też negocjacji nie doszło.

Kto jeszcze pozostawał wolny? Chyba dziś możemy już to głośniej powiedzieć.

– Raul Lozano, Daniel Castellani, Alberto Giulani, Lorenzo Bernardi… i jeszcze kilku innych. Wielkie nazwiska i ogromne sukcesy. Jednak rozmowy podjęliśmy tylko z Kovaciem.

A czy spośród Serbów pojawił się tylko Kovać?

– Tak. O tym, że postawiliśmy właśnie na Slobodana Kovacia zadecydowało kilka elementów. Po pierwsze – świeży sukces, czyli mistrzostwo Europy z reprezentacją Serbii. Po drugie – charyzma szkoleniowca i styl preferowany przez niego, czyli agresywność w grze oraz waleczność. Akurat tę ostatnią cechę w pewnym stopniu gwarantuje pochodzenie Kovacia. Wszak Serbowie z niej słyną! To są powody, dla których podjąłem taką, a nie inną decyzję. Czas pokaże, na ile była ona dobra. Osobiście jestem przekonany, że był to najlepszy możliwy wybór.

 

* Cały wywiad dostępny w portalu jasnet.pl

źródło: jasnet.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-12-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved