Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Jerzy Matlak: To wszystko, na co stać polską siatkówkę

Jerzy Matlak: To wszystko, na co stać polską siatkówkę

fot. archiwum

- Ciągłe zmiany trenerów nie sprzyjają stabilizacji. Człowiek popracuje półtora roku, dwa i odchodzi. Nikomu nie jest dane popracować parę lat. Każdy, kto przychodzi, ma inną koncepcję - mówi o sytuacji w reprezentacji siatkarek jej były selekcjoner, Jerzy Matlak.

Która twarz polskiej reprezentacji jest prawdziwa? Ta z meczów z Holandią i Włochami czy ze Słowenią i Białorusią?

Jerzy Matlak: Tu nie można mówić o dwóch twarzach, bo we wszystkich meczach polskie zawodniczki grały przeciętnie. W tym sensie, że w tych przegranych meczach zdołały ugrać jednego seta, a w tych wygranych no to umówmy się, przeciwniczki to nie ta półka. Białoruś chyba pierwszy raz na mistrzostwach Europy, Słowenia na pewno. To drużyny, które nie liczą się w ogóle w hierarchii europejskiej i światowej. My mieliśmy przed tymi mistrzostwami trochę większe aspiracje, chociażby ze względów historycznych. Graliśmy na wyższym poziomie, o medale, a u nich czegoś takiego nie było i w najbliższym czasie nie będzie.

Czy porażki w tamtych spotkaniach należało w pewien sposób wkalkulować?



Z tego, co tam słychać, takie było zadanie, aby polska drużyna była w ósemce. Ja też parę lat temu miałem takie zadanie, a zdobyliśmy brązowy medal. Różnie więc bywa z tymi zadaniami. Można mieć zadanie, które jest na miarę możliwości i tak oceniono te zawodniczki przed mistrzostwami. W pokonanym polu zostały tylko dwie drużyny, które się zupełnie nie liczą w Europie, a dwa razy drogę zagrodziły im Holenderki. Wcześniej jeszcze Włoszki. Nie dało to wszystko rady z przyczyn subiektywnych i obiektywnych. Te pierwsze, nieprzewidywalne to kontuzja Katarzyny Zaroślińskiej i nieobecność, uraz przed ostatnim meczem Ani Werblińskiej. Natomiast to, co same sobie zawodniczki zgotowały, to ta przerwa sześciotygodniowa – dla mnie zupełnie niezrozumiała – dla niektórych zawodniczek. Kiedy nie ma się czasu grać i trenować, nie daje się paru zawodniczkom sześć tygodni przerwy w trakcie sezonu, a tak było. Tu mogło być lepiej i być może wtedy byśmy o czym innym rozmawiali. Byłyby troszeczkę inaczej przygotowane.

Andrzej Niemczyk ostro skrytykował trenera Jacka Nawrockiego, który jego zdaniem przyczynił się do porażki z Holenderkami zbyt późnymi zmianami, a pan jak ocenia pracę szkoleniowca?

To był jego debiut w roli szkoleniowca żeńskiej drużyny. Ja bym może powiedział, że te późne zmiany nie były aż takie istotne, jak przegrywały z Holenderkami w setach do dwunastu, do czternastu. Istotne było to, że ten zespół nie był przygotowany od pierwszego meczu na grę taką, jaka mogła być w jego zasięgu, bo było za mało czasu. A to już była akurat jakaś strategia i trenera, i zawodniczek, które na tych zgrupowaniach nie były. Nie miały innych meczów, gdzie mogły się lepiej przygotować, nie byłoby wtedy nieporozumień na boisku. Tu uważam, że jest największa przyczyna, a nie jakieś tam zmiany, po meczu się nie sprawdzi już, co by było gdyby. Tu nie było cyklu treningowego, brakowało czołowych zawodniczek, a jak tego nie ma w siatkówce, to jakby brakowało pół drużyny z boiska. To nie tak jak w piłce nożnej, gdzie nie ma dwóch z jedenastu i nic się nie dzieje. Ten zespół nie miał miejsca i czasu się przygotować, ale to był wybór trenera i tych zawodniczek, które nie przyjechały, czy były chore, czy po kontuzjach. Nie wiem. To był raczej taki układ: jedziecie na mistrzostwa do Baku, a potem dam wam prawie dwa miesiące urlopu. Tak to wyglądało i tak pewnie było. One się za to zgodziły grać w reprezentacji. To są jednak moje spostrzeżenia, bo trochę przy takiej siatkówce pracowałem. Zaistniał układ, ale to nie był dobry układ. W poważnych zespołach nikt tak nie robi.

Czego pana zdaniem brakuje polskiej kobiecej siatkówce, by wspiąć się na poziom z czasów popularnych „złotek”. Może naturalizowania klasowej zagranicznej zawodniczki?

W tę stronę to trudno iść. To przewija się bardziej w męskiej siatkówce. Jest jedna rzecz – ciągłe zmiany trenerów nie sprzyjają stabilizacji. Człowiek popracuje półtora roku, dwa i odchodzi. Z różnych względów. Nikomu nie jest dane popracować parę lat. Każdy, kto przychodzi, ma inną koncepcję i przy skromnym zasobie osobowym tej kadry ciągle są problemy z zawodniczkami, które chcą, nie chcą grać. Jedni stawiają na młode, jak było za Piotrka Makowskiego. To z biegiem czasu wszystko ucieka. Nie ma osoby, która by to w jakiś sposób zrobiła od początku do końca normalnie. Trwa niekończąca się szamotanina ze zmianami trenera. Wykorzystują to też zawodniczki, u tego chcą być, u innego nie. Były też głosy, że powinien być trener zagraniczny, bo może komuś tak pasuje. Do związku należy to, kto powinien trenować kadrę i jak długo.

Rozmawiał Przemysław Gajzler, więcej w serwisie Eurosport.Onet.pl

źródło: eurosport.onet.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-10-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved