Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > VolleyBox 10: Chłopaki brązu nie lubią

VolleyBox 10: Chłopaki brązu nie lubią

fot. Michał Ślusarski

"Dziewczyny lubią brąz..." - chyba każdy zna ten utwór Ryszarda Rynkowskiego. Może i dziewczyny brąz lubią, ale na pewno nie faceci. Puchar Świata w Japonii zakończył się dla męskiej kadry miejscem na pudle, ale brązowy medal ma wartość zbliżoną do zera.

Patryku,

najtrudniejszy turniej globu, najbardziej wymagające siatkarskie zawody lub po prostu maraton meczów na najwyższym poziomie – tak można w kilku słowach opisać zakończony niedawno Puchar Świata. Mordercza walka w 11 spotkaniach w dwa tygodnie potrafiłaby zwalić z nóg nawet mitologicznych bohaterów. Jak się okazało, zachwiała także naszymi gladiatorami siatkarskich parkietów.

Do 22 września wszystko szło jak najbardziej po myśli kibiców, zawodników, trenerów i całego polskiego światka siatkarskiego. Passa 10 wygranych z rzędu i to z nie byle jakimi rywalami budowała morale i pewność siebie. Choć przed decydującym starciem z Włochami trzy ekipy miały szansę na wygraną i awans do igrzysk olimpijskich, to nikt nie spodziewał się, że to właśnie biało-czerwonym nie uda się postawić tego najważniejszego kroku w 2015 roku. BUM. Włosi wygrali 3:1 i pękła bańka mydlana, w której znajdowały się przepustki do Rio. Do Brazylii na pewno pojadą Amerykanie i Włosi, a my… A my musimy jeszcze poczekać. Rozczarowanie? Zawód? Uczucie pustki?



Nawet nie chciejmy drążyć tematu i dowiadywać się, co znajdowało się we wnętrzu każdego z orzełków Antigi. Nie o tej jednej porażce i braku olimpijskiego awansu chciałbym jednak napisać i porozmawiać. Brak awansu na igrzyska na tym etapie sezonie martwi, to oczywiste, ale mamy jeszcze szanse na uzyskanie biletów do Rio. Bardziej martwi mnie jednak fakt, iż w japońskim turnieju nagrodzone są tylko dwie ekipy. Brązowy medal, cytując Michała Kubiaka, to zwykły burak. Nikomu nie będzie się dobrze kojarzył i równie dobrze organizatorzy mogliby nie przyznawać medalu za trzecie miejsce. Bo po co on komu? We wszystkich innych turniejach zwycięzca meczu o trzecie miejsce cieszy się, bo wszedł na podium, wygrał to miejsce i ma z tego tytułu profity. W Pucharze Świata brąz nie daje żadnych profitów, a wręcz przeciwnie – będzie dla części zawodników najsmutniejszą pamiątką w sportowej karierze. Pyrrusowe zwycięstwo, nic więcej o tym medalu powiedzieć nie można.

Czy nie uważasz Patryku i wy drodzy czytelnicy, że Puchar Świata powinien być imprezą rozgrywaną na takich samych warunkach jak inne turnieje? Wzorem mistrzostw świata czy Europy niech trzy najlepsze miejsca będą tymi zwycięskimi, niech tradycji stanie się zadość. Jeśli jednak jest to zbyt wiele i byłoby to zbyt wielkie rozdawnictwo miejsc, to niech awansuje tylko wygrany. Zwycięzca zgarnia wszystko – pełne ryzyko, a momentami wręcz gra va banque. Czy to nie wydaje się ciekawe?

Ja po prostu nie rozumiem udziwniania i przyznawania awansów niespotykanej w rywalizacji sportowej liczbie zespołów. W takim razie dlaczego nie 5 kwalifikacji albo 4, albo 9? Co to za różnica? Przecież Puchar Świata to najbardziej morderczy i „weryfikujący” turniej na świecie. Wiem, co odpiszecie. Jakby nasza kadra wzorem 2011 roku zajęła drugie miejsce, to nie byłoby tej dyskusji. Otóż nie – już przed startem imprezy chciałem powiedzieć o tym zdań kilka. Nie udało się, trudno, trafiłem na trudniejszy moment, w którym hejterzy będą mogli przyssać się jak pijawki. Niezależnie od tego, czy zajęlibyśmy 1., 3. czy 10. miejsce i tak jestem zdania, że taka formuła jest krzywdząca i w pewnym sensie pojawia się zaprzeczenie przyjętej tradycji sportowej. Znając „młyny”, które mielą w FIVB i Komitecie Olimpijskim, na taką zmianę nie mamy jednak co liczyć w najbliższym czasie.

Przemku,

Puchar Świata i Puchar Świata. Tragedia, klęska, porażka. Tyle zwycięstw na nic. Być może jednak nie do końca. Przed nami mistrzostwa Europy, a selekcja Stephane’a Anitgi wydaje się być zakończona, a nasza drużyna kompletna. Co wiemy po tym, jak to nazwałeś „morderczym” turnieju?

A no wiemy, że mamy bardzo dobrą drużynę i z optymizmem możemy patrzeć na turniej, który przed nami! W moim odczuciu nikt z zawodników reprezentujących nasz mlekiem i miodem płynący kraj nie zawiódł i wszyscy wywiązali się z powierzonych im zadań na miarę oczekiwań. W ubiegłym tygodniu trochę utyskiwałem na Fabiana Drzyzgę i Piotrka Nowakowskiego, jednakże koniec końców i oni mogą zaliczyć ten turniej do tych „względnie” udanych. Być może szczyt formy ich oraz ich kolegów ma nastąpić właśnie na październikowe mistrzostwa Europy? Gorąco w to wierzę. Póki co wiemy, że mamy fajny, młody i zgrany team oraz prawdziwego walczaka za kapitana. Zresztą to właśnie Michał Kubiak twierdził po feralnym trzecim miejscu, że ostatni raz odbiera nagrodę z innego kruszcu niż złoto. „Dziku” trzymam cię za słowo!

Co do formuły turnieju – przypomina mi ona fabułę pewnej gry komputerowej, a mianowicie „The Sims ” (ów tekst nie zawiera lokowania produktu, a produkt w nim przedstawiony ma charakter tylko i wyłącznie metaforyczny). Każdy, kto gra w tę grę, ma pewien zamysł, który wciela w życie. Nikt nie mówi, że ten zamysł ma być dobry czy zły, jedyne co to MUSI on być. Wydaje mi się, że działania Światowej Federacji Siatkówki są podobne. Tylko po co ulepszać coś, co już jest dobre i sprawdzone. Zarówno kibiców, jak i tradycję trzeba szanować. Od razu odpieram zarzut, że kiedyś mieniłem się postępowym człowiekiem – nadal nim jestem i uważam, że nowinki są dobre, ale kiedy są wprowadzane z umiarem, a narodziny sztucznych i nagłych zmian mogą prowadzić do syndromu zwanego „przedobrzeniem”. Wydawać się może, że tak stało się w przypadku tegorocznego Pucharu Świata. Włodarze stworzyli swój simsowy świat. Drużyny rywalizowały ze sobą, walczyły do upadłego, po czym awansowały dwie najlepsze. Czemu dwie? Bo są dwie półkule mózgowe, bo są dwie komory serca, bo do pary zakochanych potrzeba dwóch osób, bo do tanga trzeba dwojga… Mogę długo wymyślać powody, dlaczego awansowały dwie reprezentacje i przypuszczam, że wszystkie powody przeze mnie przytoczone są mniej więcej tak racjonalne, jak ewentualne tłumaczenie federacji w tej samej sprawie. Ktoś zapomniał, że zawodnicy są mimo wszystko ludźmi, a nie postaciami z gry. Postaciami, które serio się męczą, które serio potrzebują odpoczynku, rodzin i świętego spokoju. A tak praktycznie wszystkie kadry prócz gospodarzy zostały wywiezione na koniec świata w imię walki o olimpiadę, w imię wdrażania kolejnych idei rozwoju siatkówki. Czy to się udało? Każdy niech oceni samodzielnie. Jedno jest pewne – nasi zawodnicy dali z siebie wszystko, osobiście jestem z nich dumny. Bez względu na wynik. Bez względu na to beznadziejne w tej sytuacji trzecie miejsce.

A co do Światowej Federacji Siatkówki – wyrażam nadzieję, iż ktoś wreszcie (!) zacznie myśleć logicznie o zawodnikach, kibicach i o autentycznym rozwoju tej dyscypliny sportu. Bo to nie przytoczone przeze mnie „Simsy”, a prawdziwe życie. Bo tutaj opuszcza się rozgrywki bez możliwości wcześniejszego zapisu stanu gry. Tak po prostu.

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Zapraszamy na strefowego facebooka

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
inne, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-09-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved