Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Bartosz Kurek: Historie liderów niech piszą się gdzieś z boku

Bartosz Kurek: Historie liderów niech piszą się gdzieś z boku

fot. Joanna Skólimowska

- Po prostu staram się robić swoje, to czego ta drużyna potrzebuje. W każdym meczu i treningu daję z siebie sto procent - powiedział o powrocie do reprezentacji i nastawieniu do pracy pod skrzydłami trenera Antigi atakujący Polaków, Bartosz Kurek.

Doskonale przeszliście przez pierwszą rundę Pucharu Świata, bo wygraliście wszystkie mecze. Lepiej w Hamamatsu być nie mogło.

Bartosz Kurek: – Dokładnie. Może teraz już w tych dwóch ostatnich meczach nie graliśmy od początku do końca na najwyższym poziomie, ale trzeba pamiętać, że nawarstwia się zmęczenie. Musimy być cały czas skoncentrowani, żeby nie tracić głupich punktów z teoretycznie słabszymi przeciwnikami. Ważne jest, żebyśmy do meczów w ostatniej fazie turnieju przystępowali z dobrą pozycją w tabeli.

Stephane Antiga mówi, że na mecze z mistrzami świata zespoły bardziej się mobilizują. Też pan to zauważył?



– Na pewno tak, widać to gołym okiem. Drużyny wiedzą, że Polska jest ubiegłorocznym mistrzem świata i zwycięstwo nad naszą drużyną przyniesie im dużo większy splendor. Mobilizują się podwójnie, gra im się na pewno łatwiej, bo presja jest po naszej stronie. Ale na razie my wygrywamy, co dobrze o nas świadczy.

Patrzę na pana statystyki, z których jasno widać, że Bartosz Kurek gra znakomity turniej. Ponad osiemdziesiąt zdobytych punktów, miejsce w czołówce zagrywających…

– Przede wszystkim mamy pięć zwycięstw na koncie i tylko to mnie interesuje. Mam nadzieję, że będziemy te zwycięstwa zbierać dalej, a ja będę pomagał w ich osiąganiu. No i że na końcu będziemy się cieszyć z sukcesu. Nie gramy dla siebie, nie gramy po to, żeby kolekcjonować dobre statystyki czy punkty tylko po to, żeby wygrywać mecze. Fajnie to widać w naszym zespole i mam nadzieję, że tak wytrwamy do końca.

A jak się panu podoba zdanie: Bartosz Kurek brak tytułu mistrza świata chce sobie powetować Pucharem Świata?

– Nie podoba mi się, bo stwierdza, że nie jestem mistrzem świata. To oczywiście prawda, ale z tego powodu mi się nie podoba. W zeszłym roku reprezentacja odniosła największy sukces bez mojego udziału i widać, że chłopaków to mocno podbudowało. Od początku tego sezonu widać, że grają ze znacznie większą pewnością siebie, a ja staram się im dorównywać.

Ciężko było wysiedzieć rok temu we wrześniu przed telewizorem, gdy reprezentacja bez pana zdobywała tytuł najlepszej drużyny na świecie?

– Wiadomo, że dla mnie osobiście nie było to nic przyjemnego, ale nie zmienia to faktu, że przyjemnie oglądało się grę chłopaków. To było bardzo ważne dla naszej dyscypliny w Polsce. Jeżeli ja w takiej sytuacji potrafiłem czerpać radość z oglądania polskiej drużyny w akcji, to nie mogę sobie wyobrazić, jak czuli się nasi kibice czy sami zawodnicy. Chłopaki przynieśli wiele szczęścia dla wszystkich, a sami zdobyli tytuł, który będzie do końca ich karier błyszczał w siatkarskich CV. Należą im się za to wielkie gratulacje, a jeszcze większe za to, że w tym sezonie, po takim sukcesie nadal widać u nich głód zwycięstw i chęć rywalizacji, pokazania, że mistrzostwa świata to nie był przypadek. Sądzę, że już teraz wszyscy udowodnili, że ten złoty medal nie był żadnym przypadkiem.

Wrócił pan do kadry po przerwie jako inny zawodnik, bardziej dojrzały?

– Nie zastanawiam się nad tym. Po prostu staram się robić swoje, to czego ta drużyna potrzebuje. W każdym meczu i na każdym treningu daję z siebie sto procent. Czasem przynosi to lepszy efekt, czasem gorszy, ale ja jestem spokojny i zadowolony z siebie, bo wiem, że zawsze zostawiam swoje serce na boisku. Na treningu jest tak samo, zresztą nie można tak grać w meczach, jak gramy bez ciężkiej pracy.

Ale jedno na pewno się zmieniło, bo przecież powrót do reprezentacji wiązał się z przestawieniem na inną pozycję. Domyślam się, że chyba łatwiej jednak przejść z przyjęcia na atak niż odwrotnie?

– To zależy od zawodnika, jednemu przejście na atak ulży i odejmie trochę obowiązków, a inny może lepiej się czuć, jeśli będzie bardziej zaangażowany w grę.

A pan?

– Ja się czuję dobrze jako atakujący, fajnie, że trener Andrzej Kowal, z którym będę pracował w Asseco Resovii Rzeszów, też to zauważył i będę miał okazję w klubie również grać jako atakujący. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, być może zostanę na tej pozycji już do końca.

Gdy podpisywał pan kontrakt z Resovią, to wiedział pan, na jakiej pozycji zagra w klubie?

– Było wiadomo, że będę grał w kadrze na ataku, ale nikt do końca nie wiedział, jak to będzie wyglądało. Ja oczywiście wierzyłem w swoje możliwości, ale też nie chciałem niczego narzucać klubowi, który zatrudnił mnie jako przyjmującego. Dzięki temu, że Resovia jest tak zorganizowanym teamem i tak działa na rynku, mogli dokonać jeszcze kilku transferów i jeszcze zmienić obraz drużyny. Na pewno w przyszłym sezonie czeka mnie fajna rywalizacja i wiele nauki od Jochena Schöpsa, a na przyjęciu też myślę, że Resovia wygląda bardzo mocno.

Rok spędził pan w Rosji, dwa lata we Włoszech. Dlaczego teraz uznał pan, że to dobry moment, by wracać?

– To po prostu była najlepsza oferta. Zawsze jak wybieram kontrakt, to staram się znaleźć wypadkową i dobrej oferty finansowej, i fajnego poziomu sportowego. Ten ostatni czynnik w Rzeszowie jest najwyższy z możliwych, bo to przecież drugi zespół ubiegłorocznej Ligi Mistrzów, więc cieszę się, że dołączam do tak klasowej drużyny. Wszystko w klubie jest bardzo dobrze zorganizowane, znam wielu chłopaków, którzy tam grają i zawsze wypowiadali się w samych superlatywach. Już teraz, pomimo tego, że moje kontakty z klubem na razie ograniczyły się do czysto formalnych spraw, to już widzę, że wszystko tam jest na swoim miejscu i wszystko od góry do dołu jest zorganizowane bardzo dobrze.

O roku w Dynamie Moskwa nie ma co rozmawiać, bo nie był udany, ale mam wrażenie, że dwa sezony we włoskim Cucine Lube dużo panu dały.

Dużo dał mi też pierwszy rok w Rosji. Każdy wybiera swoją drogę, jak widać można grać naście lat w jednym klubie, a później zostać MVP mistrzostw świata, z roku na rok podnosić swój poziom i być jednym z najlepszych siatkarzy na świecie, ale mnie dobrze robią zmiany, odwiedzenie różnych krajów, poznanie różnych kultur, sprawdzenie się w rywalizacji z innymi zawodnikami czy spróbowanie innego sposobu trenowania. Mnie to pomogło i z każdego sezonu coś pozytywnego dla siebie wyniosłem i staram się patrzeć na wszystko przez pryzmat tych pozytywnych doświadczeń.

A ile jest prawdy w tym, że po sezonie w Dynamie Moskwa mógł pan wrócić do PGE Skry Bełchatów?

Teraz już mogę o tym rozmawiać, bo jest po czasie. Gdyby Dynamo Moskwa się zgodziło, to już w połowie sezonu mogłem wrócić, ale klub z Rosji się nie zgodził i wolał mnie zatrzymać. Skra zawsze była mi bliskim klubem. W samych superlatywach mogę się wypowiadać o klubie, o prezesie Konradzie Piechockim, o całej organizacji. Zawsze drużyna wykazywała zainteresowanie, zawsze dochodziło do jakichś rozmów, ale jeśli tam nie gram, to znaczy że…

Że były lepsze oferty?

– Niekoniecznie. Po prostu w danym momencie uważałem, że coś innego będzie lepszym wyborem. Przed tym sezonem już wiedziałem, że oferty ze Skry nie będzie, bo na mojej pozycji mają fantastycznych zawodników i tu nie szukali wzmocnień. Na szczęście dostałem ofertę z Resovii i bardzo się cieszę, że będę miał okazję zagrać na Podpromiu przy tak żywiołowo reagującej widowni, jak mam we wspomnieniach z moich meczów przeciwko Resovii.

Cztery lata przed wyjazdem z Polski spędził pan w Bełchatowie. Mecz z PGE Skrą będzie dla Bartosza Kurka szczególnym wydarzeniem?

– Bardziej szczególnym z tego powodu, że oba kluby będą celować w najwyższe cele w lidze. Na pewno fajnie będzie wrócić do Bełchatowa i do hali, z której mam tyle bardzo dobrych wspomnień, by zmierzyć się z jednym z najlepszych zespołów na świecie.

Cały wywiad Pawla Hochstima można znaleźć na nowiny24.pl

źródło: nowiny24.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved