Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Artykuły > VolleyBox 8: Francuski numer

VolleyBox 8: Francuski numer

fot. Michał Ślusarski

Na zachód od Volleylandu od kilku lat w spokoju i ciszy rósł zespół, który w tym sezonie napędził strachu największym. Mowa o Francuzach, którzy zwycięstwem w dwóch dywizjach Ligi Światowej udowodnili, że za niedługo mogą regularnie zdobywać medale.

Patryku,

„Allez les bleus!” – można było słyszeć w 2009 roku w hali w tureckim Izmirze. Polscy kibice z delikatnym uśmiechem pod nosem pomyśleli sobie pewnie: „kim w siatkówce są Francuzi? Wyszedł im jeden turniej, za rok nikt o nich nie będzie pamiętał”. Czy i ty czytelniku myślałeś podobnie? Ja powiem szczerze – właśnie tak myślałem. Siatkówka trójkolorowych na tamtych mistrzostwach Europy to faktycznie była „Francja elegancja”, ale według mnie był to tylko wystrzał formy i świetnie trafiony plan przygotowań sztabu trenerskiego. Bez szans na dalsze spektakularne sukcesy w siatkówce. Piłkarska Grecja z Euro 2004 przeniesiona na siatkarskie parkiety. Hmm.. Minęło kilka lat, a ja musiałem swoje słowa odszczekać. Cóż, każdy może popełnić błąd. Ale od początku.

Przez pierwsze 3-4 lata po srebrnych mistrzostwach Europy ekipa znad Sekwany nie porywała. Co prawda coraz bardziej klasowym zawodnikiem stawał się szalony Earvin, francuskie nazwiska pojawiały się w mocnych ligach europejskich, ale kadra wciąż grała zgodnie z moją opinią i moimi przewidywaniami. Jakiż byłem zadowolony, bo moja ekspercka opinia była idealnie trafiona! Dopiero ostatnie 2,5 roku zaczęło mnie nieco przygnębiać. Transformacja i ewolucja zespołu i poszczególnych siatkarzy trójkolorowych nastąpiła nie wiadomo nawet kiedy. Zostałem zaskoczony, nawet nie zdążyłem kulturalnie i delikatnie zmienić swojego zdania, bo jak grom z jasnego nieba trafiły we mnie sukcesy Francuzów – 4. miejsce w mistrzostwach świata i zwycięstwa w I i II dywizji Ligi Światowej. Zostałem sprowadzony do parteru w tempie i stylu, którego nie powstydziłby się Mamed Chalidow.



A teraz trochę bardziej na poważnie. Postępy, jakie kadra Francji zrobiła (i dalej robi) pod wodzą trenera Tillie, są dla mnie czymś niesamowitym. Z zespołu, który słynął z dobrej obrony i niezłego wyszkolenia technicznego, les bleus przeistoczyli się w team, który ma jeszcze więcej atutów i ciężko znaleźć poważne minusy. Bez cienia wątpliwości powiem, że w grze defensywnej Francuzi to Japończycy Europy. W przeciwieństwie do filozofii panującej w NBA w siatkówce defensywa to główny klucz do odnoszenia zwycięstw. N’Gapeth i spółka opanowali ten element do perfekcji i są w stanie wybronić najbardziej niesamowite piłki, a następnie posłać szybki, ale treściwy (punktowy) cios. Idąc dalej: rozegranie – więcej niż solidny, czasem nawet wirtuozerski Benjamin Toniutti, w ataku grający zdecydowanie lepiej niż w ZAKSIE Rouzier, na libero być może aktualnie najlepszy gracz na tej pozycji na świecie Grebennikov i gwiazda, ta największa i najjaśniej świecąca – Earvin N’Gapeth. Na tych kilku nazwiskach francuska siła się nie kończy, bo jest przecież jeszcze Lyneel, Tillie, Le Roux, Sidibe… Najmniej jakości jest chyba na środku siatki, bo wychodzącemu ponad przeciętność Le Roux nie bardzo ma kto partnerować.

Na koszulce może widnieć jednak nawet największe nazwisko, lecz jeśli w zespole nie ma chemii, to nie będzie wyniku. #TeamYavbou pokazuje, że w ich szeregach wszystkie tryby są znakomicie naoliwione i ta grupa czuje się ze sobą znakomicie. Więzi koleżeńskie są tam tak mocne, iż nawet pociąg TGV można zatrzymać, by kolega mógł na niego zdążyć. Jeśli ten team spirit poparty umiejętnościami i dobrym przygotowaniem do kolejnych spotkań/turniejów się u Francuzów utrzyma, to już niedługo Marsylianka będzie często grana na zakończenie siatkarskich czempionatów.


Przemku,

przywołując temat reprezentacji Francji, trafiłeś w przysłowiową dychę. Jeszcze do niedawna grę Francuzów na arenie międzynarodowej można było porównywać do dawnej postawy reprezentacji Hiszpanii w piłce nożnej – „grają pięknie jak nigdy, przegrywają jak zawsze”.

Trudno mi jednak wskazać jednoznaczne przyczyny owej ewolucji francuskiej piłki siatkowej. W porządku – Toniutti jest lepszym zawodnikiem od Pujola, Bazina, Takaniko czy Jaumela. Faktycznie Earvin N’Gapeth – taki siatkarski Mario Balotelli – jest bez wątpienia zawodnikiem wybitnym, Grebennikov jest w stanie podbić takich zawodników jak Grozer na czystej siatce, a Le Roux zagrywką ustrzelić każdego rywala, ale…

Gdyby się cofnąć wstecz, personalnie skład wcale nie wyglądał gorzej niż dzisiaj. Jean-Francois Exiga czy Hubert Henno to również zawodnicy, którzy na pozycji libero do dnia dzisiejszego stanowiliby wzmocnienie większości drużyn na świecie. W kwestii przyjęcia, nazwiska takie jak Antiga, Samica, Herpe, Ragondet to również zawodnicy więcej niż solidni, wydawać się może, że porównywalni do dzisiejszych podopiecznych selekcjonera Tillie. Podobnie jest z kwestią środkowych, gdzie kiedyś prym wiedli Oliver Kieffer i Roman Vadeleux. Przed Rouzierem na przekątnej etatowym atakującym był świetnie zagrywający Frantz Granvorka.

Nie mogę się zgodzić z tym, że sukcesy, które padają łupem obecnej reprezentacji Francji, są dziełem przypadku, a dziełem geniuszu trenera Tillie. Chodzi mi w tym miejscu o to, iż mając dostępnych takich, a nie innych zawodników, wystarczy dobrze poznać swoich podopiecznych i dać im określone wytyczne co do postępowania na boisku w czasie meczu. To przecież jest tak mało… ale i tak dużo. Trenerzy klubowi i selekcjonerzy wielu reprezentacji we wszystkich chyba dyscyplinach sportu mają sporą tendencję do przesady i nieustannego ulepszania tego, co jest dobre.

Najsłynniejszym przykładem takich działań była działalność Davida Moyesa na rzecz Manchesteru United. Niby wszystko super, potężny skład, pieniądze i nie wiadomo co jeszcze – sukcesów brak. Podobnie w świecie siatkarskim – Skra Bełchatów – w jednym sezonie mistrzostwo, fantastyczna postawa, w kolejnym o mało co, a skończyłoby się brakiem europejskich pucharów.

Pewnie zastanawiasz się drogi Przemysławie, co to wszystko ma wspólnego z reprezentacją Francji w piłce siatkowej. A dużo – jeśliby przyjąć, iż to właśnie nie kto inny jak 406-krotny, pochodzący z Algierii niczym słynny Zinedine Zidane były reprezentant trójkolorowych – Laurent Tillie prowadzi swoich podopiecznych do być może największych sukcesów w karierach reprezentacyjnych. W moim odczuciu jego działania wprowadziły luz i swobodę w grze jego kadry. Poza tym potrafił on znaleźć wspólny język z Earvinem N’Gapethem, który jest prawdziwym sercem obecnej francuskiej drużyny narodowej. Nawet Antonin Rouzier, który w Polsce zasłynął głównie z tego, iż grał solidnie przez cały sezon i kolokwialnie mówiąc „palił się” w najważniejszych momentach, zaczął się prezentować zupełnie inaczej – jest zdecydowanie bardziej skuteczny, zwłaszcza w końcówkach setów.

Czy można zaryzykować stwierdzenie, że Francja nie tylko świetnymi zawodnikami, ale i świetnymi trenerami stoi? Oczywiście, że tak! Blain, Antiga, Tillie – wydawać się może, że w tym momencie te trzy nazwiska są gwarantem sukcesu w siatkówce reprezentacyjnej.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Artykuły, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-09-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved