Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Earvin Ngapeth: Mamy grupę, która może zdobywać kolejne tytuły

Earvin Ngapeth: Mamy grupę, która może zdobywać kolejne tytuły

fot. FIVB

- Mamy grupę, która może zdobywać kolejne tytuły - mówi w wywiadzie Earvin Ngapeth. MVP tegorocznej Ligi Światowej odpowiada także o swojej piłkarskiej przygodzie, o pozycji siatkówki we Francji i dlaczego w wolnym czasie zajmuje się tworzeniem muzyki.

Zanim narodził się Ngapeth-siatkarz, był Ngapeth-piłkarz. Jak u ciebie przebiegała ta droga?

Earvin Ngapeth: – Tak, to prawda, trenowałem piłkę nożną przez siedem lat. Zacząłem w młodzikach, w małym klubie w okolicach Poitiers, gdzie trenowałem trzy lata. Szczytowy moment mojej piłkarskiej przygody przypadł na okres, kiedy przeprowadziłem się do Fréjus. Tam grałem dwa lata i to w tej samej drużynie co Layvin Kurzawa (reprezentant Francji – przyp. red.). Później podążyłem za moim ojcem, który jest trenerem siatkówki i wróciliśmy do Poitiers, gdzie kontynuowałem treningi. A potem jednego dnia podczas interdyscyplinarnego zgrupowania wziąłem udział w turnieju siatkówki i trener mnie wypatrzył. Powiedział mi, żebym przyszedł na trening. Trenowałem jednocześnie piłkę nożną i siatkówkę przez dwa lata, aż do momentu gdy skończyłem czternaście lat. Później poświeciłem się siatkówce.

I grałeś z Kurzawą. Czy w tamtym czasie on był zdecydowanie lepszy od ciebie, czy to ty byłeś lepszy od niego?



– A nie, on już wtedy grał bardzo dobrze! Opowiem wam związaną z tym anegdotę. Jednego dnia graliśmy turniej w Dignes i to był mecz, nie pamiętam już dokładnie, chyba przeciwko ekipie z Lyonu i przegrywaliśmy. Ja grałem, a Layvin siedział na ławce. W pewnej chwili trener ściągnął mnie z boiska, a on wszedł w moje miejsce i zdenerwowałem się, więc sobie stamtąd poszedłem. (śmiech) Ale Layvin potem strzelił dwie bramki…

Ale możesz również powiedzieć, że posadziłeś Kurzawę na ławce!

– Tak, ponieważ wtedy byłem od niego prawie o dwie głowy wyższy! Dlatego też to ja grałem. Kiedy byłem mały, nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale kiedy oglądam zdjęcia z tamtego okresu, to jasno widać, że jestem najwyższy.

Tak patrząc z dystansu, nie żałujesz, że wybrałeś siatkówkę, a nie football?

– Nie, w siatkówce wszystko dzieje się szybciej, jeżeli chodzi o możliwość wybicia się. W piłce nożnej zmieniałem kluby bardzo często, a ponieważ podążałem za moim ojcem trenerem, wylądowałem w Poitiers, które jest siatkarskim miastem. Z tym footballem to nie było łatwo. Jeśli bym pozostał w Fréjus, może nie grałbym w siatkówkę. Ale na moim pierwszym turnieju wypatrzono mnie. W piłce nożnej żeby zostać zauważonym, trzeba mieć szczęście, znaleźć się w odpowiedniej chwili i miejscu. W siatkówce szybko cię wysyłają na turnieje na szczeblu narodowym, potem międzynarodowym. Jeśli jednak nie grałbym w siatkówkę, chciałbym kontynuować grę w piłkę nożną, nawet jeżeli nie byłby to mój wykonywany zawód.

Jesteś wysoki, masz dobry wyskok, wiesz, jak używać rąk, nie pomyślałeś nigdy o tym, by być bramkarzem?

– Stałem na bramce przez ostatnie dwa lata mojej piłkarskiej przygody, ale to było spowodowane kontuzją, której doznałem podczas uprawiania siatkówki. Nie mogłem biegać, miałem zrujnowane kolana. W tym czasie piłka nożna zaczęła coraz mniej znaczyć w moim życiu. I nie podobało mi się za bardzo granie na tej pozycji!

Jednak niedawno odnowiłeś licencję zawodniczą w klubie piłkarskim. Jak do tego doszło?

– To było po narodzeniu mojego syna, około półtora roku temu. Wyjechałem grać do Rosji i trudno było mi sprowadzić do siebie partnerkę i syna. Tak więc opuściłem klub, bo nie czułem, bym był w stanie wytrwać do końca sezonu. Nie mogłem zacząć grać w siatkówkę tak od razu, były problemy z międzynarodową federacją, gdyż byłem zawieszony. Nie mogłem znaleźć klubu z powodów dotyczących ubezpieczenia, no i dodatkowo zbliżały się mistrzostwa świata. Tak więc zadzwoniłem do starych znajomych i wznowiłem moją licencję w klubie piłkarskim, w Trois Cités w Poitiers. Jednak w te weekendy, w które miały być mecze, za każdym razem nie mogłem grać, gdyż spotkania były odwoływane z powodu deszczu. (śmiech) A później zadzwonili do mnie z Modeny i wróciłem do siatkówki, gram w tym klubie do dzisiaj.

Czasem można zobaczyć, jak w obronie używasz nóg, co jest zagraniem dozwolonym w siatkówce. Czy przychodzi ci to łatwiej niż innym, ponieważ grałeś w piłkę nożną?

– Jest nas kilku, którzy grali w piłkę. Z moich kolegów z reprezentacji także Julien Lyneel, który trenował w centrum szkoleniowym w Montpellier. To prawda, że kto grał tylko w siatkówkę, instynktownie będzie dążyć do podbicia piłki ręką. Ci, którzy grali w piłkę, będą próbowali robić to nogą.

I posyłasz piłkę tam, gdzie chcesz?

– Kiedy mam szczęście!

A czy ze swoimi kolegami-fanami piłki grasz trochę?

– Laurent Tillie, trener reprezentacji, który jest z nami od trzech lat, wcześniej trenował zespół z Cannes. I tam za każdym razem kiedy grali w piłkę, ktoś doznawał jakiegoś urazu. A to ktoś złamał sobie nos, ktoś inny zerwał więzadła… Tak więc kiedy tylko zaczął z nami pracę, powiedział „nigdy nie będziemy grać w nogę!”. (śmiech)

Tegoroczny turniej finałowy Ligi Światowej rozgrywany był w Brazylii. Czy miałeś czas trochę nasiąknąć tamtejszą kulturą związaną z piłką nożną?

– Nie, ani trochę. Rozgrywaliśmy mecze praktycznie codziennie i byliśmy tam w izolacji. Ale jeden z moich kolegów z Modeny, Bruno Rezende, jest dobrym znajomym z Neymarem. Jest absolutnym fanem footballu i kiedy z nim rozmawiam, wtedy dopiero dochodzi do mnie, że w Brazylii to jest religia.

Masz również związki z innymi sportami zespołowymi. Na przykład z koszykówką, z powodu twojego imienia, które jest takie samo jak Magica Johnsona.

– Tak, to wybór mojego ojca. Jest fanatycznym kibicem Magica Johnsona, obejrzałem wszystkie jego czarno-białe kasety! Mnie to interesuje, ale mniej. Lubię śledzić rozgrywki NBA, ale nie udaje mi się śledzić ligi francuskiej. Też próbowałem grać i chciałem to robić, ale nie mogłem robić tylu rzeczy na raz i mój ojciec powiedział mi, że muszę wybrać.

Siatkówka jest najmniej popularnym sportem zespołowym we Francji, daleko za piłką nożną, koszykówką, piłką ręczną, rugby. Myślisz, że wasza dyscyplina może to nadrobić? Jeśli tak, to kiedy?

– Rozwiązaniem jest wygrywanie i zdobywanie kolejnych tytułów! Piłka nożna to zupełnie inny świat, ale też była eksplozja zainteresowania po mistrzostwach świata w 1998 i Euro w 2000 roku. Co do piłki ręcznej to tam od lat wygrywamy wszystko. To samo jeżeli chodzi o koszykówkę, regularnie kolekcjonujemy medale. A my zdobyliśmy pierwszy tytuł od 70 lat. Zdajemy sobie sprawę, że mamy grupę, która może zdobywać kolejne tytuły. Czujemy, że zmieniła się nasza pozycja, ale to wygląda dziwnie. Kiedy wróciliśmy z Ligi Światowej, na lotnisku czekali na nas kibice, byliśmy zszokowani!

Twoją kolejną pasją poza sportem jest muzyka, sam zresztą rapujesz. Najlepszym piłkarzem-raperem wszech czasów jest dobrze znany Youri Djorkaeff. Może to pomysł na wspólny projekt?

– Djorkaeff? Nie miałem pojęcia, że zajmuje się także tworzeniem muzyki rap! Naprawdę? Nie, jeśli miałbym wymienić innego sportowca, który rapuje, to preferuję Teddy’ego Tamgho. W końcu kiedy on śpiewa, to mówi o sporcie. Ja nie tworzę muzyki, ponieważ jestem sportowcem i nie mówię o tym. Robię to, ponieważ to kocham. Kiedy mam trochę wolnego czasu, spotykam się z moimi kumplami w studio, czasem nakręcimy jakiś klip. Ale nie chciałbym tego robić zawodowo. I nigdy mi się tak naprawdę nie podobało to, co zrobił Tony Parker. Ale udało mu się mieć gościnnie Boobę i Fabolousa. Ja także chcę moją piosenkę nagrać z Fabolousem! (śmiech) Jeżeli masz do niego namiary, podaj mi, dobrze? (śmiech)

*opracowanie i tłumaczenie: Anna Bagińska

 

źródło: inf. własna, sofoot.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-09-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved