Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Kamila Ganszczyk: Liczę, że trener Nawrocki da mi szansę

Kamila Ganszczyk: Liczę, że trener Nawrocki da mi szansę

fot. archiwum

Biało-czerwone zakończyły swoją przygodę z Ligą Europejską dwiema porażkami z kadrą Węgier i nie zagrają o medale. - Mamy za sobą trudną lekcję, ale jestem zdania, że skoro ją przetrwałyśmy, to tylko nas to wzmocniło - powiedziała kapitan, Kamila Ganszczyk.

Dwa ostatnie spotkania w tegorocznej Lidze Europejskiej i dwie porażki. Chyba nie tak wyobrażałyście sobie pobyt w Zawierciu.

Kamila Ganszczyk: – Cała Liga Europejska to dla nas fajna przygoda i fajne doświadczenie, ale nie chciałyśmy na tym poprzestać. Każda z nas przyszła do tej drużyny ze swoimi własnymi celami i chciałyśmy jak najwięcej zyskać indywidualnie, ale też osiągnąć sukces jako zespół. Chciałyśmy udowodnić sobie i wszystkim dookoła, że warto stawiać na takie młode zawodniczki jak my, że warto dać nam szansę na pokazanie się w rozgrywkach. Nie wypełniłyśmy tego celu. Nie wiem, czy było to spowodowane małą ilością czasu, by się zgrać, czy może młodość wzięła górę. Myślę, że każda z nas na pewno wyciągnie z tego czasu coś dla siebie, bo rozwój przy trenerze Popiku jest naprawdę zauważalny i szybki. Jeśli zapamiętamy i weźmiemy sobie do serca to, co trener chciał nam przekazać, to wierzę, że możemy dojść dużo wyżej i sięgać po najwyższe cele.

Czyli rozgrywki Ligi Europejskiej nie są dla was w żaden sposób okresem, o którym chciałybyście jak najszybciej zapomnieć?



– Myślę, że każda porażka to jakaś mądrość, która w sporcie jest potrzebna. Nie jest sztuką cały czas wygrywać, bo to porażki uczą. Mamy za sobą trudną lekcję w Lidze Europejskiej, ale jestem zdania, że skoro ją przetrwałyśmy, to tylko nas to wzmocniło, a nie osłabiło. Nie ukrywam, że do mnie jeszcze nie dotarło, że nie zagramy dalej w tych rozgrywkach, bo naprawdę miałyśmy szansę wygrania tego drugiego meczu z Węgierkami i powalczenia w tej najlepszej czwórce. Wychodząc na mecz, myślałam, że zwyciężymy, ale nie udało się. Po raz kolejny się nie udało, ale najbardziej boli to, że była szansa na wygranie, bo one wcale od nas dużo lepsze nie były. Na boisku okazuje się jednak, że przegrywamy 1:3 i jest smutek. Duży smutek.

W trakcie trzeciego seta pewne było już to, że nawet jeśli wygracie z Węgierkami za 3 punkty, to do czołowej czwórki nie awansujecie, bo niekorzystnie ułożył się mecz Grecja – Izrael. Wiedziałyście o tym, że nie ma już szans na awans, czy cały czas walczyłyście z myślą o dalszej grze w turnieju?

– Już w piątek trochę zaprzepaściłyśmy swoją szansę. W sobotę był jednak nowy dzień, nowy mecz, ale nie wykorzystałyśmy tego. Nie wprowadziłyśmy na boisku swoich zasad, nie narzuciłyśmy swojej gry rywalkom, a wręcz przeciwnie – to one dyktowały warunki. Szczerze mówiąc, to w trakcie meczu słyszałam, że Greczynki wygrały, ale bez względu na to, czy one wygrały, czy przegrały, my miałyśmy grać swoją najlepszą siatkówkę. W drugim secie udowodniłyśmy, że potrafimy grać taką siatkówkę, ale później znowu coś się zmieniło w naszej drużynie i nie grałyśmy już tak dobrze. W konsekwencji przegrałyśmy dwa następne sety i przegrałyśmy mecz.

W piątek na środku siatki siałyście postrach wśród rywalek, natomiast w sobotę Węgierki odrobiły lekcję i mocno ograniczyły punkty zdobywane właśnie przez środkowe. To chyba też mocno wybiło was z rytmu, że te „pewne” zagrania nie przynoszą efektów.

– Nasza gra w Lidze Europejskiej ogólnie mocno opierała się na środku siatki. Mamy bardzo fajne dziewczyny do gry na środku, dobrze zgrałyśmy się z naszymi rozgrywającymi i myślę, że mogłyśmy to wykorzystywać. W piątek nasze przyjęcie nie pozwoliło nam na częstą grę środkiem, ale za to dobrze spisywałyśmy się w bloku. Osobiście po sobotnim meczu czuję, że zawiodłam drużynę, bo nie zablokowałam żadnej piłki. Czuję duży niedosyt. Generalnie można powiedzieć, że faktycznie środek był naszą mocną stroną, bo potrafiłyśmy sobie ustawiać grę blok – obrona, wypracować kontrę. Myślę, że jeśli wszystkie dojdziemy do takiego fajnego poziomu, to będzie to jeszcze lepiej wyglądało i kiedyś spotkamy się w takim składzie, w jakim byłyśmy tutaj w Zawierciu i pokażemy, że są przed nami takie zawody i takie mistrzostwa, w których możemy zwyciężyć.

Dla większości siatkarek mecz z Węgrami był ostatnim akcentem kadrowym w tym sezonie. Dla ciebie nie jest to jeszcze ostatni dzień z orzełkiem na piersi w tym roku, bo trener Nawrocki widzi cię w swoich planach na najbliższy czas. Jak będą u ciebie wyglądały te nadchodzące dni?

– W piątek trener Nawrocki pojawił się na meczu, ale nie miałam okazji z nim rozmawiać, bo cały czas byłam myślami tutaj, z kadrą na Ligę Europejską. Tak naprawdę to czekam na telefon z jego strony, bo nie wiem dokładnie, co będzie się działo. Mam nadzieję, że po moim bardzo słabym występie w sobotę trener da mi szansę, bym mogła pokazać na co mnie stać. Myślę, że jeszcze może być o mnie głośno i mam nadzieję, że udowodnię przede wszystkim sobie, że stać mnie na bardzo dobrą grę. Liczę, że uda mi się w jakimś meczu w kadrze A wystąpić.

Grając mecze w Zawierciu, można powiedzieć, że byłaś rzut beretem od twojego nowego domu – Dąbrowy Górniczej. To będzie miejsce, w którym twój talent rozbłyśnie pełnią blasku?

– Stawiam przede wszystkim na swój rozwój. Patrzę w przyszłość i mam nadzieję, że jeszcze parę ładnych lat przede mną, bym pograła sobie w siatkówkę i rozwijała swoją pasję. Oprócz klubu z Dąbrowy Górniczej były też inne propozycje, które rozważałam, jednak zdecydowałam się na MKS. Myślę, że pod okiem trenera Serramalery będę miała najlepszą możliwość rozwoju swoich umiejętności.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet, turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved