Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Świata > Oskar Kaczmarczyk: Nadchodzące dni będą dla nas ciężkie

Oskar Kaczmarczyk: Nadchodzące dni będą dla nas ciężkie

fot. Cezary Makarewicz

Już w sobotę reprezentacja siatkarzy wyleci do Japonii, by tam walczyć podczas Pucharu Świata o bilet na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. - Te dni będą dla nas ciężkie, ale mam nadzieję, że będą owocne - mówi Oskar Kaczmarczyk, scoutman naszej ekipy.

Czy już wszystko jest gotowe, jeżeli chodzi o analizę przeciwników, z którymi zagracie w Japonii?

Oskar Kaczmarczyk: – Nie, jeszcze nie mamy wszystkiego. Mamy gotowe około połowy, ale można powiedzieć, że pierwszych pięć spotkań mamy w miarę przygotowanych. Rosjanie dopiero zaczynają grać sparingi, więc tu musimy trochę poczekać, bo u nich się zmienił skład. Generalnie jednak można powiedzieć, że jesteśmy prawie gotowi.

Pierwszy mecz zagracie z Tunezją. Jest to przeciwnik z niższej półki i dodatkowo dość egzotyczny. Ciężko jest przygotowywać się właśnie pod kątem takiego rywala?



– W trakcie turnieju są to najbardziej niewygodni rywale, bo nasila się zmęczenie. Wiadomo, że jeżeli się gra z Brazylią, Stanami Zjednoczonymi czy Włochami, to nie trzeba jakoś specjalnie się mobilizować. Jak się gra z Tunezją, to zmęczenie w powiązaniu z jakością rywala jest że tak powiem zabierające trochę energii na sztuczne nakręcanie się. Te drużyny, które nie pozwolą sobie na porażkę z takimi rywalami będą miały szansę na awans. Oczywiście są mecze bezpośrednie, ale jeżeli się przegra mecz z Tunezją albo straci punkty, to może być to już nie do odrobienia.

Iran i Japonię mogliśmy oglądać w Toruniu na Memoriale Wagnera, Persów dodatkowo znacie z Ligi Światowej. Co możesz powiedzieć o tych rywalach?

– Irańczycy grali w Toruniu bardzo słabo. Widać, że są bardzo mocno może nie przepracowani, ale wydaje się, że powinni już powoli schodzić z obciążeń treningowych, a są jeszcze daleko „w lesie”. Kolejne sparingi,  z tego co wiem, rozegrają w Rosji. Dla mnie to takie trochę  zabójcze, ale to jest ich droga, być może tego potrzebowali. Znamy się jak przysłowiowe „łyse konie”, w ciągu dwóch lat rozegraliśmy dziesięć spotkań i wyliczyliśmy, że mamy dobrą skuteczność, bo 70%. Liczymy jeszcze na poprawę. Z Japonią natomiast gramy bardzo rzadko, to jest druga dywizja Ligi Światowej, a na mistrzostwa świata w ogóle się nie zakwalifikowała. Ostatni raz graliśmy z Japończykami chyba cztery lata temu. Dla nas to kompletnie nowy rywal, z bardzo dziwnym składem. W Lidze światowej grali w innym zestawieniu, w mistrzostwach Azji tak samo. Oni chyba nawet sami nie wiedzą, czego chcą.

Wspomniałeś, że znacie się znakomicie z Iranem, ale to samo można powiedzieć także o waszym chyba głównym rywalu do awansu – Stanach Zjednoczonych.

– Tak i jakoś nie mamy szczęścia z nimi wygrywać, ale faktycznie gramy ze sobą dość często…

Przyjadą praktycznie w niezmienionym składzie.

Ja jestem bardzo ciekaw tej drużyny. Z nią gramy jednak dopiero praktycznie na samym końcu (21.09. – przyp. red.). Amerykanie mają wydaje się szeroką ławkę rezerwowych, bo jest i Murphy Troy, są przyjmujący, z których każdy może zagrać. Zwykle jednak grają cały czas tym samym składem i jestem ciekaw, czy będą w stanie udźwignąć taki turniej kondycyjnie. Wydaje mi się, że my mamy jednak tę ławkę nieco szerszą niż oni. Ich styl nam natomiast nie leży i liczymy na to, że to będzie po prostu mecz o pierwsze miejsce w zawodach.

Wiele zespołów, które spotkacie na swojej drodze w Japonii grało w Lidze Światowej. To właśnie te rozgrywki będą na początku taką waszą podstawą, jeżeli chodzi o analizę rywala?

– Na początku to może nie do końca, bo chociażby jest Tunezja, która grała dopiero w trzeciej dywizji. Cały czas mamy problem z oceną w takich spotkaniach jakości przyjęcia. Tunezja grała na mistrzostwach Afryki z Kenią, Kamerunem czy nawet Egiptem, który akurat jest jeszcze w miarę znanym zespołem. Poziom zagrywki tych drużyn nie jest jednak taki jak nasz i tutaj ciężko odpowiedzieć sobie na pytanie, czy oni są w stanie to udźwignąć. Rosjanie będą zupełnie nowym zespołem. Argentyna grała w miarę takim samym składem, jak zagra w Japonii, a teraz na pewno jest jeszcze podbudowana złotym medalem igrzysk panamerykańskich. Kanada chociażby z kolei połowę Ligi Światowej grała bez Gavina Schmitta, co zupełnie zmienia obraz tego zespołu. Raczej tutaj będziemy się kierowali tym, co zobaczymy już w samej Japonii plus tym, co grali w Toronto na igrzyskach panamerykańskich.

Spore zmiany nastąpiły na pewno w zespołach z Europy, gdzie są nowi zawodnicy, nowi trenerzy. Wspominałeś już o Rosji, ale to samo można powiedzieć o Włochach.

– Zgadza się. Z Włochami jednak nie mamy najmniejszego problemu, w ogóle się tym nie zajmujemy, bo gramy z nimi ostatni mecz, będziemy mieli do analizy aż dziesięć spotkań. Nie jest potrzebne to, żeby wychodzić aż tak do przodu podczas przygotowań do takiego turnieju, bo tam może się dużo wydarzyć, np. jakaś kontuzja. Oczywiście charakterystyki indywidualne zawodników można już teraz przygotować, ale dajmy na to kiedy grasz pięć spotkań w ciągu siedmiu dni, to tak, jak bardzo łatwo jest wskoczyć na ten szczyt formy, tak równie bardzo szybko można też „zdołować”. Zagrasz np. dwa słabe spotkania i wędrujesz na ławkę rezerwowych i ciężko potem z tego podczas takiej imprezy wyjść. Im dalej w las, tym mniej mamy przygotowane, bo musimy brać też po uwagę na bieżąco to, co dzieje się już tam na miejscu w Japonii. Co do Rosjan, to tak jak wcześniej wspomniałem, musimy czekać, bo dopiero zaczynają sparingi.

Czyli można powiedzieć, że ta największa praca zostanie wykonana już w samej Japonii, podczas turnieju?

– Jak zawsze. Puchar Świata daje najwięcej odpowiedzi. Ten turniej w ogóle to bardzo dobry materiał do analizy stricte samej formuły, idei siatkówki, jaką się gra. Nie ma drugiej takiej imprezy, gdzie każdy gra z każdym i ten poziom jest taki sam dla każdego. Wtedy można zrobić różnego rodzaju wykładniki, że dzisiaj np. gra się tak zagrywką itd. Co do analizy to jak już powiedziałem, na bieżąco, to na bieżąco.

Ten turniej na pewno będzie wyzwaniem nie tylko dla samych zawodników, ale także i np. dla ciebie czy Roberta Kaźmierczaka. Będziecie chyba jednymi z najmniej wyspanych ludzi w zespole.

– Wiadomo, że generalnie to chłopaki śpią najwięcej i to jest zupełnie naturalne. Natomiast nie zapominajmy, że mamy też np. fizjoterapeutów, którzy także muszą pracować. Tego się nawet nie da jakoś oddzielić, bo np. kiedy jest trening, to fizjoterapeuci muszą być na treningu, bo każdy musi czuwać, żeby nic się nie stało. Jak skończy się trening, to chłopaki idą na zabiegi. Taki turniej to wyzwanie dla każdego, począwszy od trenera, który musi tak naprawdę ogarniać wszystko, łącznie z wywiadami i konferencjami prasowymi, po kierownika, który musi zadbać o to, by np. kanapki zostały dostarczone na czas czy o zorganizowanie prania. To jest naprawdę masa rzeczy do roboty i każdy z nas będzie miał urwanie głowy przez te kilkanaście dni. Co do nas to ja już jestem przyzwyczajony, Robert także już się w to wszystko wdraża. Kiedy odpoczywamy, to odpoczywamy, a gdy się trzeba wziąć w garść i pracować, to trzeba. Te dni będą dla nas ciężkie, ale mam nadzieję, że będą owocne.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Puchar Świata, reprezentacja Polski mężczyzn, turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved