Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Krzysztof Stelmach: Piszemy kolejny rozdział w historii BBTS-u

Krzysztof Stelmach: Piszemy kolejny rozdział w historii BBTS-u

fot. archiwum

- Jedynymi odniesieniami do minionych rozgrywek są czterej zawodnicy, którzy byli w składzie w poprzednim sezonie. Teraz mamy zupełnie nową drużynę - powiedział o śladach dwóch sezonów złych wyników bielskiego teamu Krzysztof Stelmach.

W zeszłym sezonie w szeregach BBTS-u rozkwitły wielkie nadzieje, które skończyły się wraz z dwiema porażkami z MKS-em Będzin. Wydaje się, że wchodzenie w szeregi klubu, który kilka miesięcy wcześniej przeżył duży zawód, to odważna decyzja. Czy w związku z tym kiedy pojawiła się oferta ze stolicy Podbeskidzia, miał pan jakiekolwiek wahania odnośnie do jej akceptacji?

Krzysztof Stelmach: – Jeżeli pojawia się propozycja, to należy ją dokładnie rozważyć. To nie jest tak, że w mojej głowie miały miejsce chwile zawahania czy też nadmierna euforia – po prostu usiadłem nad kontraktem, na spokojnie wszystko przemyślałem, wykazując wszelkie plusy i minusy, a następnie podjąłem decyzję. Zainteresowanie bielskiego klubu moją osobą na pewno było dla mnie pełne zalet, ponieważ nie miałem pracy w PlusLidze, a wciąż chciałem pracować w siatkarskiej ekstraklasie. Między innymi właśnie dlatego bardzo chętnie zaakceptowałem warunki przedstawione przez BBTS – doszliśmy do porozumienia.

Co jeszcze wpłynęło na pańską decyzję?



– Na pewno nie był to jedyny plus. Tak jak już powiedziałem wcześniej, zawsze należy dokładnie ocenić zobowiązania wynikające z nowego kontraktu. Człowiek bierze kartkę i wszystko spisuje… Głównym powodem podjęcia takiej, a nie innej decyzji był właśnie powrót do szkolenia w PlusLidze, natomiast zaważyło także to, że przejście do BBTS-u wiązało się z kolejnym bardzo ciekawym wyzwaniem.

Na jaki okres podpisał pan umowę?

– Na jeden sezon. Pierwszą propozycją ze strony klubu był kontrakt dwuletni, ale ja mam swoją zasadę – jeśli po raz pierwszy mam zająć się trenowaniem danej ekipy, nie znam jeszcze nowego środowiska, to łatwiej jest mi związać się krótszą umową. Jeżeli coś by nie szło po naszej myśli, ktoś byłby ze mnie niezadowolony, to po co się męczyć dłużej, skoro w innym wypadku zawsze będzie istniała możliwość kontynuowania współpracy?

Jakie ślady zeszłosezonowej porażki BBTS-u zastał pan w klubie i samej drużynie?

– Nie znalazłem żadnego śladu. Wynik osiągnięty przez BBTS rzecz jasna nie był rezultatem, z którego bielskie środowisko byłoby zadowolone, ale to jest już przeszłością. Jedynymi odniesieniami do minionych rozgrywek są czterej zawodnicy, którzy byli w składzie w poprzednim sezonie. Teraz mamy zupełnie nową drużynę. Wszyscy razem będziemy pisali kolejny rozdział w historii klubu z serca Podbeskidzia.

Skąd tak duża liczba roszad, jeśli chodzi o skład? Chciał się pan odciąć od wyborów poprzedników?

– Nie, ale zawsze zdarzają się sytuacje, że ktoś odejdzie, z kolei kogoś innego nie chcemy w składzie, bo zawiódł, a z innym pragniemy pracować… To nie było celowe odcięcie się, ale próba złożenia teamu. Ja sam znalazłem się w komfortowej sytuacji. Nie ingerowaliśmy w kontrakty zawodników, którzy rok temu związali się z klubem na dłuższy czas, natomiast nowi siatkarze, zasilający szeregi BBTS-u, w 90 procentach byli wspólnym wyborem moim i włodarzy teamu. Po przedstawieniu mojej koncepcji drużyny prezes Piotr Pluszyński ją zaakceptował.

Pana pomysł na ekipę zepsuło chyba odejście Wojciecha Sobali…

– To wszystko wyszło po prostu nie fair. Jeżeli ktoś podejmuje rozmowy w klubie, mówiąc, że chciałby w nim pracować dalej, a następnie robi coś zupełnie przeciwnego, to jest to trochę niesmaczne. Tyle w tym temacie – to zamknięta historia, choć można było ja rozwiązać zupełnie inaczej. Wystarczył tylko jeden telefon.

W pana drużynie znalazło się sporo nowych i zarazem młodych zawodników, co po zakontraktowaniu Lewisa czy Wiki wydaje się być logicznym posunięciem. Nie boi się pan stawiać na młodzież. Jej ogrywanie i szkolenie „na przyszłość” czyni pan swoim celem na ten sezon, czy też w rozgrywkach będą liczyć się wyłącznie wyniki i stabilność gry, które mają zagwarantować bardziej doświadczeni siatkarze?

– W każdej drużynie powinni znaleźć się zawodnicy zarówno doświadczeni, jak i młodzi. Jeśli mielibyśmy tylko młodzież, to nie ugralibyśmy nic, natomiast w przypadku posiadania wyłącznie starszych siatkarzy stanęlibyśmy przed szansą na dobry wynik, lecz byłoby to działanie krótkotrwałe. Najlepszym rozwiązaniem jest zachowanie zdrowej równowagi w obieranych proporcjach. Myślę, że w mojej grupie istnieje wspomniana homeostaza. O tym, kto będzie grał, zadecyduje dyspozycja w danym momencie sezonu. Nigdy nie będzie tak, że na siłę, w imię „przyszłości” ktoś pojawi się na parkiecie. Z drugiej strony niedopuszczalna będzie sytuacja, w której komuś coś się będzie należało, bo ma większy staż na boisku.

Czy czuje pan, że w ciągu kilku miesięcy jest pan w stanie z zawodników takich jak Koziura, Modzelewski czy Gryc uczynić ogniwa, które poziomem nie będą ustępować innym zawodnikom w PlusLidze?

– Jakbym to wiedział, to od razu bym na nich stawiał. Cała młodzież, która do nas doszła w tym sezonie, zdaje sobie sprawę z tego, że czeka ją ciężka praca i długa droga. Na pewno naszym celem będzie osiągniecie lepszego wyniku niż w poprzednim roku i na tym będziemy się skupiać.

A co powiedziałby pan wszystkim malkontentom, którzy w ostatnim czasie w przestrzeni internetowej określili skład BBTS-u jako mocny na I ligę, a nie na PlusLigę, oceniając, że bielski klub będzie walczył wyrównanie jedynie z MKS-em Będzin?

– Przecież kibice wiedzą wszystko najlepiej! Żyjemy w kraju, w którym każdy ma swoją opinię na dany temat i uważa się w nim za eksperta. Ludzie, którzy nie są trenerami, znają się najlepiej na szkoleniu zawodników, a inni, nie grający zawodowo w siatkówkę, byliby w swojej ocenie najbardziej adekwatnymi ogniwami na boisku. Malkontenci zawsze dadzą o sobie znać i skupią się na narzekaniu, że nasza drużyna jest słaba, jak na PlusLigę. Jeśli jednak czują się na tyle mocni, by wydawać podobne opinie, to mogą usiąść za sterami, na miejscu prezesa Pluszyńskiego i znaleźć lepszy budżet. Dzięki władzom Bielska-Białej dalej mamy zespół w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Jeśli wszyscy są tacy mądrzy, to niech wezmą sprawy w swoje ręce i zobaczymy, co zrobią lepiej.

Zmieniając trochę temat, to czy nie obawiał się pan sięgnąć po pomoc swojego brata w szkoleniu zespołu? Wydaje się, że radość z wygranych zapewne będzie większa w przypadku duetu rodzinnego, choć gorycz ewentualnych porażek także może się wzmóc, bo uderzy w kogoś panu bliskiego.

– Do współpracy zaprosiłem swojego brata, ponieważ uważam, że jest on kompetentnym trenerem na swoim stanowisku. Od kilku lat szukałem szkoleniowca, który sprawdziliby się w roli mojego pomocnika. Zależało mi na tym, aby miał doświadczenie wypływające z kariery zawodniczej, a także kilkuletni staż chociażby właśnie w roli asystenta. Sądzę, że tym razem bardzo dobrze trafiłem. Niemniej jednak w tym miejscu nie chcę nikogo obrazić, ponieważ cenię sobie moich poprzednich współpracowników, szczególnie tych z klubu z Olsztyna. Mówię tu o Wojciechu Bańbule, który w tej chwili pracuje w bielskim sztabie, a w AZS-ie pełnił rolę zarówno mojego asystenta, jak i trenera przygotowania fizycznego. Tak samo sprawa się miała w przypadku Wojciecha Janasa, który obecnie udziela się w sztabie reprezentacji Polski. To są ludzie, którzy byli specjalistami w danej dziedzinie, a za takiego człowieka mam również Andrzeja. Bardzo się cieszę ze swojego wyboru, ponieważ z bratem możemy bardzo długo rozmawiać o siatkówce. Wiem, że on czuje ten sport.

Co dla pana osobiście oznacza nowe hasło BBTS-u „Kompania Braci”, które ma przyświecać sezonowi 2015/2016?

Zdarzyło się tak, że dwaj bracia prowadzą pierwszą drużynę bielskiego klubu, a drugi tego rodzaju duet zajmuje się szkoleniem młodzieży. Pod względem czysto profesjonalnym taki układ nic nie zmienia, choć myślę, że psychicznie pomaga. Co do roli hasła, to wydaje mi się, że ma ono mobilizować, ale mogę z całą pewnością stwierdzić, że mam swoje sposoby na motywację moich podopiecznych. (śmiech)

Jakie są więc sposoby Krzysztofa Stelmacha na mobilizację drużyny?

– To nie jest tak, że jest jedna sprawdzona metoda. (śmiech) Jest ich mnóstwo, a ja będę z nich korzystał w zależności od potrzeby. W rundzie zasadniczej czeka nas 26 spotkań i do każdego trzeba będzie podejść inaczej. To nie jest tak, że pójdzie się jedną ścieżką i automatycznie wywoła to określoną dozę mobilizacji.

Proszę zdradzić najbliższe plany treningowe drużyny.

– Od 17 sierpnia zaczęliśmy przygotowania. W pierwszych dniach było nieco lżej – przeplataliśmy siłownię z normalnym ćwiczeniem w hali. Od następnego tygodnia przejdziemy na tryb dwóch treningów dziennie – zajmiemy się pracą fizyczną, kondycją, a po południu ćwiczeniami technicznymi.

Wiadomo, że nie trenujecie w pełnym składzie. Ze względu na obowiązki reprezentacyjne nie ma z wami Daniela Lewisa, a Marcin Wika dołączy do zespołu w poniedziałek. Jak to się odbije na przygotowaniach zespołu?

– Takie braki to nie tylko nasz problem – jest to naturalne. Wydaje mi się, że i tak jesteśmy w komfortowej sytuacji ze względu na to, że trenujemy aż w dziesiątkę. Na razie brakujące ogniwa pierwszego zespołu zastąpimy zawodnikami z Młodej Ligi. Spokojnie będziemy czekali na każdego z graczy. W tym tygodniu dojechał do nas nowy środkowy z Ukrainy – Dmytro Bogdan. Na końcu dołączy do nas Lewis. Na razie ćwiczymy także bez Bartłomieja Neroja, ponieważ nieszczęśliwie złamał rękę miesiąc temu. Rozpoczął już rehabilitację, a szyna, którą nosił przez cały czas, została ściągnięta. Za kilka tygodni powinien zacząć odbijać piłkę.

A co zachęciło trenera do postawienia na takiego, a nie innego nowego środkowego przy zamknięciu składu?

– Nowego wzmocnienia szukaliśmy za granicą. Nie jest to wyjątkowy hit, niemniej jednak widziałem go i jego styl walki przypadł mi do gustu. Był on także polecany przez jednego z polskich trenerów. Uważam, że Ukrainiec doskonale wpisze się w nasz team. Prawda jest jednak taka, że za wielkich możliwości transferowych nie mieliśmy i musieliśmy patrzeć na nasz budżet.

Kiedy pan myśli o BBTS-ie za rok, to co pan widzi?

– Śmialiśmy się na konferencji prasowej z prezydentem miasta Bielska-Białej, Jackiem Krywultem, że mamy nadzieję, że w kwietniu wszyscy będziemy zadowoleni z kroków, które obecnie poczyniliśmy. Liczę na to, że w sierpniu ponownie stawię się w tym samym miejscu na przedsezonowym spotkaniu z mediami.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved